Z kraju 7 Mar 2009

Odkąd swoje życia zaczęliśmy przenosić do internetu, skarbnicą wiedzy pozwalającą na to, aby czegoś się o nich dowiedzieć stała się wyszukiwarka Google. To, jakie hasła najczęściej pojawiają się w polu “Szukaj” jest świadectwem popularności (albo jej braku) polityków, gwiazd show-biznesu czy sportowców. Okazuje się, że może też pomóc w ocenie stanu naszej gospodarki.

A jeśliby wierzyć wyszukiwarce, jest on naprawdę krytyczny. W mniej więcej połowie 2008 r. słowo “kryzys” zaczęło wspinać się na szczyty rankingów najczęściej wyszukiwanych wyrażeń. Od tego czasu szukamy go ponad sześć razy częściej. Podobnymi hitami są “recesja”, “depresja” i “załamanie gospodarcze”.

W związku z kryzysem zaczęliśmy obawiać się o swoją pracę. W ciągu kilku miesięcy dwukrotnie wzrosła liczba osób wpisujących do Google “bezrobocie”, a na początku 2009 r. zdecydowanie skoczyła w górę
liczba internautów, którzy “szukają pracy”. Obu słowom kluczowym daleko jednak do popularności, jaką cieszyły się na początku obecnej dekady.

Jeśli nie ma pracy, zawsze możemy spróbować zdobyć pieniądze od państwa. Wzrasta popularność słowa “zasiłek”. Sporo powiedzieć o obecnej sytuacji, a może i o społecznym klimacie naszego kraju, że wspomnianego “zasiłku” szukamy prawie dziewięć razy częściej od “pensji” i cztery razy częściej od “płacy” (ale już “emerytura” ustępuje mu tylko o połowę).

Kryzys wiąże się dla nas przede wszystkim z problemami ze spłatą kredytów
hipotecznych. I choć słowa kluczowe dotyczące samych pożyczek nie zyskały na popularności, to na przełomie 2008 i 2009 r. zaczęliśmy nagle szukać informacji na temat “windykacji” i “windykatorów”. Natomiast wraz z zabójczym dla kredytobiorców wzrostem kursu tej waluty w górę poszybowała liczba internautów wyszukujących “franka szwajcarskiego”.

Słabą złotówką interesowali się nie tylko Polacy. Od początku roku co najmniej kilkadziesiąt razy wzrosła liczba zapytań o “polish zloty”. W naszym kraju zaczęliśmy poszukiwać informacji na temat Goldman Sachs, głównego oskarżonego w sprawie spekulacji naszą walutą. Rezultatem tego jest również kilkunastokrotnie większe zainteresowanie “opcjami walutowymi”, które wiele firm
doprowadziły do bankructwa. A skoro już o bankructwie mowa, to w internetowych serwisach informacyjnych słowo to pojawiało się o wiele częściej niż “zysk netto” czy “dywidenda”.

Zmiany kursu naszej waluty spowodowały również, że bardziej atrakcyjna stała się praca za granicą. Takie wyrażenie stało się więc od razu bardziej popularne, choć wciąż daleko mu do szczytów z okresu tuż po wstąpieniu do Unii Europejskiej. Z drugiej strony przestało się opłacać wyjeżdżać na zagraniczny urlop – na przykład na narty do naszych południowych sąsiadów. Wraz z przyjęciem przez nich wspólnej waluty przestaliśmy już poszukiwać “urlopu na Słowacji”.

Obraz, który wyłania się z internetowych zapytań, jest więc raczej pesymistyczny, a na zakończenie przydałby się bardziej optymistyczny akcent. Może niech będzie nim to, że w czasach recesji zaczęliśmy odkrywać to, co wżyciu jest naprawdę ważne. Coraz więcej osób szuka “rodziny” i “miłości”. O wiele więcej niż “pieniędzy”.

Z kraju 2 Feb 2009

Gigantyczna inwestycja w internet. Za 150 mln zł urząd marszałkowski umożliwi podłączenie do sieci niemal wszystkim mieszkańców regionu. Połowę pieniędzy da Unia Europejska

Urząd marszałkowski umożliwi podłączenie do sieci niemal wszystkim mieszkańców regionu
Dziś bez dostępu do szerokopasmowego internetu jak bez ręki. Ale pewnie wielu mieszkańców Łodzi nie wie, że poza miastem dostęp do takiej sieci ma mniej niż 15 proc. firm i rodzin. Operatorzy nie ciągną linii po małych miasteczkach czy wsiach, bo to im się nie opłaca.

Pomoże samorząd województwa. Jest projekt, na który będą pieniądze, połączenia szerokopasmową siecią całego województwa.

- Chcemy mieć e-urząd, korzystać z e-zdrowia, czyli przesyłania wyników badań przez internet. To wszystko można wprowadzać, ale najpierw zdecydowana większość mieszkańców musi mieć dostęp do szybkiego internetu – mówi Marcin Nowacki, dyrektor departamentu ds. przedsiębiorczości urzędu marszałkowskiego.

Urząd zaangażował się w trzy programy. Najważniejszy to Łódzka Regionalna Sieć Teleinformatyczna, czyli budowa światłowodowego szkieletu. Przewodami połączone zostaną wszystkie gminy województwa.

Co to da? Dziś dostawca internetu z Łęczycy nie przyłączy firm z tego miasta do szerokopasmowej sieci. By to zrobić, światłowody musiałby ciągnąć kilkanaście kilometrów. – Nieopłacalne – ocenia. Firmy nie mają więc dostępu do szerokopasmowego internetu. – Być może już niedługo będziemy mogli korzystać z elektronicznego podpisu. Szybki i niedrogi internet bardzo ułatwi nam życie – mówi Kazimierz Chochapski, szef firmy transportowej spod Łęczycy.

Gdy w województwie będzie już szkielet z kablami światłowodowymi, dostawcom będzie opłacało się pociągnąć je dalej do firm i mieszkańców, bo odległość nie będzie już duża.

Pierwsze prace budowlane rozpoczną się na początku 2010 r., a zakończenie projektu planowane jest na 2013 r. Wtedy łódzka sieć ma być jedną z najbardziej rozwiniętych w Europie. Większość regionów naszego kontynentu ma połączone siecią powiaty, ale my, jako nieliczni, będziemy mieć skomunikowane wszystkie gminy.

Ile to będzie kosztowało? – Około 150 mln zł. Ale połowę pieniędzy dostaniemy z Unii Europejskiej. Druga część to środki województwa – opowiada Nowacki.

Program ma sprawić, że dostęp do szerokopasmowego internetu będzie miało 90 proc. mieszkańców i 100 proc. firm z województwa łódzkiego.

Jednocześnie wdrażane są dwa inne projekty internetowe. Pierwszy to e-urząd (projekt Wrota Regionu) – wszystkie zainteresowane gminy będą wprowadzać możliwość załatwiania spraw na odległość. Ostatni projekt to właściwie wymiana doświadczeń. Unia Europejska dała pieniądze na to, by europejskie regiony wymieniały się spostrzeżeniami co do wprowadzania internetu. Wybranych zostało 16 regionów, m.in. z Francji, Włoch, Hiszpanii, Cypru czy Wielkiej Brytanii. Polska ma tu czterech przedstawicieli: Małopolskę i region dolnośląski, a także Łódzkie i samą Łódź. – Budowę naszej sieci wzorujemy na regionie Yorkshire w Wielkiej Brytanii i z jego przedstawicielami jesteśmy w stałym kontakcie – mówi dyrektor Nowacki.

O swoich doświadczeniach będzie też opowiadać innym. – W przyszłym tygodniu mamy zaplanowaną prezentację przed Komisją Europejską – dodaje.

wyimek: W województwie łódzkim jest 851 tys. gospodarstw domowych. Dostęp do szerokopasmowej sieci ma na dziś tylko 138 tys., w większości to mieszkańcy samej Łodzi. Program ma sprawić, że w 2013 r. dostęp do szerokopasmowego internetu będzie miało 90 proc. mieszkańców i 100 proc. firm z województwa łódzkiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Tak się skłąda, że ejstem z Łodzi, więc dla mnie to ciekawa wiadomość. Zobacyzmy teraz tylko jak się nasi zarządzający w urzędach spiszą. Życzę powodzenia :)

Z kraju 26 Nov 2008

Błysnął znowu talent posła Jacka Kurskiego. Zwykle z głupawym uśmieszkiem wypowiada się na tematy istnienia białka, wie wszystko, wszystkich potrafi skarcić, a teraz talent posła Kurskiego błysnął na drodze. Podłączył się pod konwój, nie zatrzymał do kontroli, przekraczał szybkość, jechał na migających światłach awaryjnych, a kiedy wreszcie zatrzymano go na blokadzie oświadczył, że spieszy się na obrady Sejmu.

- Kierowałem się poczuciem najwyższej powinności poselskiej, żeby jak najszybciej dotrzeć – powiedział dziennikarzom. Poseł Kurski czuje się odpowiedzialny za losy świata. Kierując się poczuciem oświadczył również, że wpłaci 200 zł, a może nawet i 500 na fundację osób poszkodowanych w wypadkach drogowych. Ani chwili się nie wahał, taką furę pieniędzy postanowił wpłacić.

Duma i własna wielkość nie od dziś rozsadza posła Kurskiego. Każdy inny kierowca za taką jazdę mógłby stracić prawo jazdy, a poseł Kurski nic nie traci, tylko z łaski rzuca parę złotych dla poszkodowanych. Jako poseł jest pod ochroną i może sobie robić co chce.

Mamy tu dwie sprawy. Z jednej człowieka, który zachowuje się jak właściciel świata i wszystko mu wolno, a z drugiej przepisy, które mu na to pozwalają. Kierowcy na drodze są tacy sami i powinni podlegać takim samym prawom. Każdemu innemu – powtórzmy – zabrano by prawo jazdy, samochód też mogliby zatrzymać za stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym, a tu policjanci musieli się ukłonić i puścić pana posła w dalszą drogę do odpowiedzialnych zadań.

Od dawna mówi się o konieczności zniesienia lub też ograniczenia immunitetu poselskiego. Nie może być tak, aby w jednym kraju pijanemu kierowcy konfiskowano samochód i groziła mu – i słusznie – kara więzienia, natomiast jak trafi się za kierownicą pijany pan poseł, to odwozi się go delikatnie do domu, aby się nie przewrócił. Poseł nawet nie musi dmuchać, bo uszkodziłoby to jego godność osobistą.

Jest tu jeszcze jedna sprawa, ale dość istotna. Nie jest jasne otóż czy immunitet chroni pana posła Kurskiego przed punktami karnymi, a na nasze oko za taką jazdę należy mu się co najmniej 10 punktów i szybko ponowny egzamin na prawo jazdy. Tak być powinno, ale to nie jest pewne. Być może immunitet chroni posła Kurskiego przed zdawaniem jakichkolwiek egzaminów, bo to też uszkodziłoby jego godność.

Ze świata 17 Nov 2008

Może nie do końca związane z Polską i IV RP… ale i tak skutki kryzysu, który zaczął sie w USA będą odczuwalne i u nas – więc zapraszam do obejrzenia 2 ciekawych filmików:

YouTube Preview Image

I druga część (niestety bez napisów):

YouTube Preview Image
Jak taki zadufany w sobie “ekonomista” jak Arthur Laffer mógł być doradcą ekonomicznym Raegana? :)

Mam tylko nadzieję, że Schiff się pomylił szacując długość nadchodzącego kryzysu :|

Z kraju 25 Sep 2008

Nie wiem czy już słyszeliscie czy nie, ale LukasBank ma bardzo dziwne podejście do pieniędzy jakie klienci trzymają na kontach u nich w banku.

Oto treść artykułu z dzisiejszej Gazety Wyborczej:

Robert Piątkowski jest właścicielem salonu jubilerskiego w centrum Gorzowa. W sierpniu 2006 r. w gorzowskim oddziale Lukas Banku założył konto z możliwością przeprowadzania transakcji przez internet. To właśnie wykorzystał pracujący w banku Łukasz B. – Z komputerów w pracy i w domu zaczął przelewać pieniądze z mojego Skorzystaj z naszej oferty!konta na swoje. Zorientowałem się dopiero po kilku miesiącach – wspomina Piątkowski.

W styczniu 2007 r. jubiler odkrył, że z konta zniknęło 57,5 tys. zł. – Ja już po kilku godzinach wiedziałem, kto mnie okradł, ale wewnętrzne śledztwo banku trwało trzy miesiące. Zanim się skończyło, straciłem kolejne 24 tys. zł. Dopiero w kwietniu bank powiadomił policję – mówi Piątkowski.

Reklamy google

* Lokata Bankowa 10%
Zrobiliśmy ranking – sprawdź kto przebije ofertę Twojego banku!
www.OpenFinance.pl
* Szybki Kredyt Gotówkowy
Do 80 tys bez zbędnych formalności, oprocentowanie od 8,5%. Sprawdź!
pozyczka-gotowkowa.lukasbank.pl
* Oferta na 5 Banku BPH
Pakiet usług dla firm z limitem debetowym do 150 tys.zł. Sprawdź!
www.bph.pl/ofertana5

Łukasz B. został zwolniony z banku. Gdy zatrzymała go policja, od razu przyznał się do winy. W maju br. gorzowski sąd skazał Łukasza B. na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu i nakazał zwrócić skradzione pieniądze. Tyle że były pracownik banku nie ma już tych pieniędzy. Wszystko, co kradł, wydawał na hazard.

Robert Piątkowski doszedł do wniosku, że pieniądze zwrócić powinien Lukas Bank. – Łukasz B. miał dostęp do mojego konta właśnie jako pracownik banku – mówi Piątkowski.

W lipcu prawnik jubilera wysłał do Lukas Banku wezwanie do zapłaty 81 tys. zł. Odpowiedź przyszła przed miesiącem. Robert Piątkowski pokazuje pismo z departamentu prawnego Lukas Banku. “Pańskie żądanie nie znajduje uzasadnienia ani w obowiązujących przepisach, ani w treści załączonego orzeczenia” – czytamy.

Najbardziej szokujący jest jednak następny akapit. “Pragnę podkreślić, iż bez znaczenia dla niniejszej sprawy pozostaje fakt, iż Łukasz B. pozostawał pracownikiem Lukas Banku, jako że do jego obowiązków pracowniczych nie należało popełnianie przestępstw polegających na włamywaniu się do sieci bankowości elektronicznej. Wobec powyższego nie jest możliwe przypisanie Lukas Bankowi odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez pracownika przy wykonywaniu przez niego obowiązków pracowniczych” – przekonuje departament prawny Lukas Banku.

- To jakiś absurd – denerwuje się Piątkowski. – Jak pracodawca może nie ponosić odpowiedzialności za czyny pracownika? Ja jestem jubilerem od 27 lat i wiem, jak ważne jest zaufanie ludzi. Gdyby moja pracownica wzięła brylant, który ktoś przyniósł do wyceny, wyszła tylnymi drzwiami i zapadła się pod ziemię, to czułbym się moralnie, po ludzku, zobowiązany, by zwrócić jego równowartość właścicielowi. Mimo że przecież moi pracownicy nie mają w obowiązkach kradzieży brylantów.

Zaciekawieni tłumaczeniem prawników wysłaliśmy w piątek dwa pytania do rzeczniczki Lukas Banku. Po pierwsze, czy do obowiązków jakiegokolwiek pracownika Lukas Banku należy “popełnianie przestępstw polegających na włamywaniu się do sieci bankowości elektronicznej”? Po drugie, jeżeli nikt nie ma takiego zakresu obowiązków, to czy oznacza to, że Lukas Bank nie ponosi żadnej odpowiedzialności za bezprawne działania swoich pracowników?

Odpowiedzi do wczoraj nie otrzymaliśmy.

Prawnicy Lukas Banku w swoim piśmie zwracają uwagę, że Łukasz B. działał zarówno na szkodę gorzowskiego jubilera, jak i na szkodę banku. – Mając powyższe na uwadze, nie sposób przyjąć, iż jeden pokrzywdzony zobowiązany jest do naprawienia szkody wyrządzonej pozostałym – przekonują.

Robert Piątkowski nie zgadza się z tym tłumaczeniem. – Umowę podpisałem z Lukas Bankiem, a nie Łukaszem B. To bank był odpowiedzialny za bezpieczeństwo moich pieniędzy. To jemu zaufałem. Czy naprawdę powiedzenie “Masz to jak w banku” już całkowicie straciło swoją wartość? – pyta jubiler. Jego prawnik przygotował opinię, w której powołuje się na art. 430 kodeksu cywilnego: “Kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby”.

Piątkowski zwraca uwagę na jeszcze jedno: – Już po odkryciu kradzieży kierowniczka gorzowskiego oddziału Lukas Banku zapewniała mnie, że odzyskam wszystkie pieniądze. Spałem spokojnie, czekając, aż sąd potwierdzi winę Łukasza B. Wyrok zapadł, a pieniędzy nadal nie mam.

Jeden z dyrektorów gorzowskich banków, którego poprosiliśmy o komentarz, także nie kryje zaskoczenia. – Takie sytuacje zdarzają się w każdym banku, tyle że nigdy nie wychodzą na jaw. Bank nie może sobie na to pozwolić, dlatego ma jedno wyjście: przeprosić, oddać pieniądze i jeszcze dorzucić jako bonus zagraniczną wycieczkę. Prawnicy Lukas Banku twierdzą, że bank “jest skłonny podjąć ryzyko procesowe związane z ewentualnym powództwem cywilnym”.

Jubiler już postanowił, że sprawa znajdzie finał w sądzie.

Ciekawe czy keirownictwo banku przeliczoło ile pieniędzy będzie ich kosztować zaufanie klientów. Mi osobiście się zawsze wydawało, że jest bezcenne… ale jak widać dla LukasBanku zaufanie i szacunek klientów są warte 81.000pln :)

wstecz | dalej