Z kraju 6 Apr 2009

Blisko dwa lata temu, w maju 2007, katowicka policja zatrzymała twórców serwisu napisy.org pod zarzutem nielegalnego rozpowszechniania tłumaczeń do pirackich filmów. Wkrótce też, strona napisy.org zniknęła z sieci. Organizacja Koalicja Antypiracka wyróżniła policjantów Złotymi Blachami, przyznawanymi za walkę z piractwem.

Po niemal dwóch latach prowadzonego postępowania okazuje się jednak, prokuraturze nie udało się zebrać dowodów, które w jednoznaczny sposób wskazałyby na łamanie prawa przez twórców napisy.org. Co prawda uznano, że tłumacze, którzy pracowali (nieodpłatnie) dla napisy.org, złamali przepisy prawa autorskiego, ale do dzisiaj nie postawiono im żadnych zarzutów.

Jeśli dojdzie do umorzenia postępowania, co jest wielce prawdopodobne, policja będzie musiała odblokować serwis. Możliwe więc, że za jakiś czas ponownie zobaczymy napisy.org w sieci, być może w zmodyfikowanej formule, w pełni zgodnej z prawem.

Źródło: IDG

Z kraju 12 Mar 2009

Film z przeklinającym szefem “Faktów” Kamilem Durczokiem można znaleźć między innymi na tureckich oraz chińskich witrynach internetowych. Trafił tam za sprawą polskich internautów, którym stacja TVN nakazała usunięcie materiału z krajowych blogów i serwisów.

Sprawa rozpoczęła się w piątek wraz z sieciową publikacją filmu, na którym Kamil Durczok niecenzuralnie komunikuje się ze swoimi współpracownikami. Nagranie, zrealizowane przed jednym z wydań “Faktów”, szybko trafiło na serwisy rozrywkowe, blogi a nawet strony dzienników.

Dział Nowych Mediów TVN, powołując się na prawa autorskie do materiału, niespełna po godzinie rozpoczął wysyłanie do poszczególnych redakcji “prośby” o jego natychmiastowe wycofanie. Pismo stacji trafiło też do autorów blogów oraz administratorów serwisów wideo.

- To była spontaniczna reakcja na kradzież materiału z naszej stacji. Oburzyło nas to, że ktoś chce w tak nieuczciwy sposób walczyć z Kamilem Durczokiem – tłumaczy podjęte działania Karol Smoląg, rzecznik prasowy TVN. – Nagranie miało charakter wewnętrznej, prywatnej rozmowy, która powinna pozostać pomiędzy uczestniczącymi w niej stronami – dodaje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Interwencja TVN nie powstrzymała jednak lawiny. Mimo działań stacji, materiał pojawiał się w kolejnych serwisach. Internauci zaczęli oskarżać TVN o próby cenzurowania sieci i na złość nadawcy umieścili film na zagranicznych, egzotycznych witrynach wobec których telewizja ma ograniczone możliwości prawne.

Rzecznik TVN komentując sprawę nie kryje zdenerwowania. – Za materiałem nie stoi żaden ważny interes społeczny, jest on jedynie bezwartościowym elementem prywatnej wojenki. Zarzucanie nam cenzury jest absurdalne – twierdzi. – Mamy prawo reagować, by nie dać satysfakcji frustratowi, który chce zaszkodzić stacji – twierdzi, odnosząc się do kwestii usuwania nagrań z internetu.

- Zdajemy sobie sprawę, że nie ujarzmimy sieci, ale chcemy pokazać, że sprawa nie jest nam obojętna – odpowiada Smoląg pytany o celowość prowadzonych przez stację działań. Jak zapewnia wobec winnego wycieku zostaną wyciągnięte poważne konsekwencje służbowe.

Z kraju 7 Mar 2009

Odkąd swoje życia zaczęliśmy przenosić do internetu, skarbnicą wiedzy pozwalającą na to, aby czegoś się o nich dowiedzieć stała się wyszukiwarka Google. To, jakie hasła najczęściej pojawiają się w polu “Szukaj” jest świadectwem popularności (albo jej braku) polityków, gwiazd show-biznesu czy sportowców. Okazuje się, że może też pomóc w ocenie stanu naszej gospodarki.

A jeśliby wierzyć wyszukiwarce, jest on naprawdę krytyczny. W mniej więcej połowie 2008 r. słowo “kryzys” zaczęło wspinać się na szczyty rankingów najczęściej wyszukiwanych wyrażeń. Od tego czasu szukamy go ponad sześć razy częściej. Podobnymi hitami są “recesja”, “depresja” i “załamanie gospodarcze”.

W związku z kryzysem zaczęliśmy obawiać się o swoją pracę. W ciągu kilku miesięcy dwukrotnie wzrosła liczba osób wpisujących do Google “bezrobocie”, a na początku 2009 r. zdecydowanie skoczyła w górę
liczba internautów, którzy “szukają pracy”. Obu słowom kluczowym daleko jednak do popularności, jaką cieszyły się na początku obecnej dekady.

Jeśli nie ma pracy, zawsze możemy spróbować zdobyć pieniądze od państwa. Wzrasta popularność słowa “zasiłek”. Sporo powiedzieć o obecnej sytuacji, a może i o społecznym klimacie naszego kraju, że wspomnianego “zasiłku” szukamy prawie dziewięć razy częściej od “pensji” i cztery razy częściej od “płacy” (ale już “emerytura” ustępuje mu tylko o połowę).

Kryzys wiąże się dla nas przede wszystkim z problemami ze spłatą kredytów
hipotecznych. I choć słowa kluczowe dotyczące samych pożyczek nie zyskały na popularności, to na przełomie 2008 i 2009 r. zaczęliśmy nagle szukać informacji na temat “windykacji” i “windykatorów”. Natomiast wraz z zabójczym dla kredytobiorców wzrostem kursu tej waluty w górę poszybowała liczba internautów wyszukujących “franka szwajcarskiego”.

Słabą złotówką interesowali się nie tylko Polacy. Od początku roku co najmniej kilkadziesiąt razy wzrosła liczba zapytań o “polish zloty”. W naszym kraju zaczęliśmy poszukiwać informacji na temat Goldman Sachs, głównego oskarżonego w sprawie spekulacji naszą walutą. Rezultatem tego jest również kilkunastokrotnie większe zainteresowanie “opcjami walutowymi”, które wiele firm
doprowadziły do bankructwa. A skoro już o bankructwie mowa, to w internetowych serwisach informacyjnych słowo to pojawiało się o wiele częściej niż “zysk netto” czy “dywidenda”.

Zmiany kursu naszej waluty spowodowały również, że bardziej atrakcyjna stała się praca za granicą. Takie wyrażenie stało się więc od razu bardziej popularne, choć wciąż daleko mu do szczytów z okresu tuż po wstąpieniu do Unii Europejskiej. Z drugiej strony przestało się opłacać wyjeżdżać na zagraniczny urlop – na przykład na narty do naszych południowych sąsiadów. Wraz z przyjęciem przez nich wspólnej waluty przestaliśmy już poszukiwać “urlopu na Słowacji”.

Obraz, który wyłania się z internetowych zapytań, jest więc raczej pesymistyczny, a na zakończenie przydałby się bardziej optymistyczny akcent. Może niech będzie nim to, że w czasach recesji zaczęliśmy odkrywać to, co wżyciu jest naprawdę ważne. Coraz więcej osób szuka “rodziny” i “miłości”. O wiele więcej niż “pieniędzy”.

Z kraju 2 Feb 2009

Gigantyczna inwestycja w internet. Za 150 mln zł urząd marszałkowski umożliwi podłączenie do sieci niemal wszystkim mieszkańców regionu. Połowę pieniędzy da Unia Europejska

Urząd marszałkowski umożliwi podłączenie do sieci niemal wszystkim mieszkańców regionu
Dziś bez dostępu do szerokopasmowego internetu jak bez ręki. Ale pewnie wielu mieszkańców Łodzi nie wie, że poza miastem dostęp do takiej sieci ma mniej niż 15 proc. firm i rodzin. Operatorzy nie ciągną linii po małych miasteczkach czy wsiach, bo to im się nie opłaca.

Pomoże samorząd województwa. Jest projekt, na który będą pieniądze, połączenia szerokopasmową siecią całego województwa.

- Chcemy mieć e-urząd, korzystać z e-zdrowia, czyli przesyłania wyników badań przez internet. To wszystko można wprowadzać, ale najpierw zdecydowana większość mieszkańców musi mieć dostęp do szybkiego internetu – mówi Marcin Nowacki, dyrektor departamentu ds. przedsiębiorczości urzędu marszałkowskiego.

Urząd zaangażował się w trzy programy. Najważniejszy to Łódzka Regionalna Sieć Teleinformatyczna, czyli budowa światłowodowego szkieletu. Przewodami połączone zostaną wszystkie gminy województwa.

Co to da? Dziś dostawca internetu z Łęczycy nie przyłączy firm z tego miasta do szerokopasmowej sieci. By to zrobić, światłowody musiałby ciągnąć kilkanaście kilometrów. – Nieopłacalne – ocenia. Firmy nie mają więc dostępu do szerokopasmowego internetu. – Być może już niedługo będziemy mogli korzystać z elektronicznego podpisu. Szybki i niedrogi internet bardzo ułatwi nam życie – mówi Kazimierz Chochapski, szef firmy transportowej spod Łęczycy.

Gdy w województwie będzie już szkielet z kablami światłowodowymi, dostawcom będzie opłacało się pociągnąć je dalej do firm i mieszkańców, bo odległość nie będzie już duża.

Pierwsze prace budowlane rozpoczną się na początku 2010 r., a zakończenie projektu planowane jest na 2013 r. Wtedy łódzka sieć ma być jedną z najbardziej rozwiniętych w Europie. Większość regionów naszego kontynentu ma połączone siecią powiaty, ale my, jako nieliczni, będziemy mieć skomunikowane wszystkie gminy.

Ile to będzie kosztowało? – Około 150 mln zł. Ale połowę pieniędzy dostaniemy z Unii Europejskiej. Druga część to środki województwa – opowiada Nowacki.

Program ma sprawić, że dostęp do szerokopasmowego internetu będzie miało 90 proc. mieszkańców i 100 proc. firm z województwa łódzkiego.

Jednocześnie wdrażane są dwa inne projekty internetowe. Pierwszy to e-urząd (projekt Wrota Regionu) – wszystkie zainteresowane gminy będą wprowadzać możliwość załatwiania spraw na odległość. Ostatni projekt to właściwie wymiana doświadczeń. Unia Europejska dała pieniądze na to, by europejskie regiony wymieniały się spostrzeżeniami co do wprowadzania internetu. Wybranych zostało 16 regionów, m.in. z Francji, Włoch, Hiszpanii, Cypru czy Wielkiej Brytanii. Polska ma tu czterech przedstawicieli: Małopolskę i region dolnośląski, a także Łódzkie i samą Łódź. – Budowę naszej sieci wzorujemy na regionie Yorkshire w Wielkiej Brytanii i z jego przedstawicielami jesteśmy w stałym kontakcie – mówi dyrektor Nowacki.

O swoich doświadczeniach będzie też opowiadać innym. – W przyszłym tygodniu mamy zaplanowaną prezentację przed Komisją Europejską – dodaje.

wyimek: W województwie łódzkim jest 851 tys. gospodarstw domowych. Dostęp do szerokopasmowej sieci ma na dziś tylko 138 tys., w większości to mieszkańcy samej Łodzi. Program ma sprawić, że w 2013 r. dostęp do szerokopasmowego internetu będzie miało 90 proc. mieszkańców i 100 proc. firm z województwa łódzkiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Tak się skłąda, że ejstem z Łodzi, więc dla mnie to ciekawa wiadomość. Zobacyzmy teraz tylko jak się nasi zarządzający w urzędach spiszą. Życzę powodzenia :)

Z kraju 26 Nov 2008

Błysnął znowu talent posła Jacka Kurskiego. Zwykle z głupawym uśmieszkiem wypowiada się na tematy istnienia białka, wie wszystko, wszystkich potrafi skarcić, a teraz talent posła Kurskiego błysnął na drodze. Podłączył się pod konwój, nie zatrzymał do kontroli, przekraczał szybkość, jechał na migających światłach awaryjnych, a kiedy wreszcie zatrzymano go na blokadzie oświadczył, że spieszy się na obrady Sejmu.

- Kierowałem się poczuciem najwyższej powinności poselskiej, żeby jak najszybciej dotrzeć – powiedział dziennikarzom. Poseł Kurski czuje się odpowiedzialny za losy świata. Kierując się poczuciem oświadczył również, że wpłaci 200 zł, a może nawet i 500 na fundację osób poszkodowanych w wypadkach drogowych. Ani chwili się nie wahał, taką furę pieniędzy postanowił wpłacić.

Duma i własna wielkość nie od dziś rozsadza posła Kurskiego. Każdy inny kierowca za taką jazdę mógłby stracić prawo jazdy, a poseł Kurski nic nie traci, tylko z łaski rzuca parę złotych dla poszkodowanych. Jako poseł jest pod ochroną i może sobie robić co chce.

Mamy tu dwie sprawy. Z jednej człowieka, który zachowuje się jak właściciel świata i wszystko mu wolno, a z drugiej przepisy, które mu na to pozwalają. Kierowcy na drodze są tacy sami i powinni podlegać takim samym prawom. Każdemu innemu – powtórzmy – zabrano by prawo jazdy, samochód też mogliby zatrzymać za stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym, a tu policjanci musieli się ukłonić i puścić pana posła w dalszą drogę do odpowiedzialnych zadań.

Od dawna mówi się o konieczności zniesienia lub też ograniczenia immunitetu poselskiego. Nie może być tak, aby w jednym kraju pijanemu kierowcy konfiskowano samochód i groziła mu – i słusznie – kara więzienia, natomiast jak trafi się za kierownicą pijany pan poseł, to odwozi się go delikatnie do domu, aby się nie przewrócił. Poseł nawet nie musi dmuchać, bo uszkodziłoby to jego godność osobistą.

Jest tu jeszcze jedna sprawa, ale dość istotna. Nie jest jasne otóż czy immunitet chroni pana posła Kurskiego przed punktami karnymi, a na nasze oko za taką jazdę należy mu się co najmniej 10 punktów i szybko ponowny egzamin na prawo jazdy. Tak być powinno, ale to nie jest pewne. Być może immunitet chroni posła Kurskiego przed zdawaniem jakichkolwiek egzaminów, bo to też uszkodziłoby jego godność.

wstecz | dalej