Niedawno zadzwonili do nas z miejskich wodociągów z pytaniem o cenę jednego z urządzeń – opowiada Paweł Scheiner, szef warszawskiej firmy El-System, dużego dystrybutora sprzętu elektromechanicznego (wiertarki, piły tarczowe, gwintownice itp) zachodnich marek Black & Decker i DeWalt. – Powiedziałem 1200 zł. Usłyszałem – panie, na Allegro to ja to kupię za niecałe 700 zł. A my znamy ceny katalogowe takiego sprzętu i wiemy, że to niemożliwe – mówi.
Nasz rozmówca sam sprzedaje elektronarzędzia nie tylko tradycyjnie, ale także przez Allegro. Ocenia, że aukcje w sieci pomagają jego firmie zwiększyć sprzedaż nawet o kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.
Ale w tym roku internetowy biznes nagle stanął w miejscu. Scheiner: – W ciągu paru miesięcy na aukcjach nastąpił wysyp sprzętu wysyłanego wprost z USA. Jest zabójczo konkurencyjny cenowo. Sekret kryje się w tym, że wszystko odbywa się w zasadzie nielegalnie.
Bardzo ciężkie prezenty
Podobną jak Scheiner konkurencję od ładnych kilku miesięcy mają dystrybutorzy komputerów, aparatów fotograficznych czy innej elektroniki.
Do kupowania towarów w USA zachęca bardzo niski kurs dolara i łatwość zakupu przez internet. Zniechęcają m.in. obowiązki celno-podatkowe. Większość popularnych produktów sprowadzanych zza oceanu obłożonych jest kilku-, kilkunastprocentowym cłem. Do tego dochodzi 22 proc. VAT. Bolesne dopłaty klient musi uiścić przy odbiorze paczki z poczty lub u kuriera.
Chyba że paczka przejdzie granicę w taki sposób, że opłat uda się uniknąć. Witold Lisicki z Ministerstwa Finansów: – Z USA osoba prywatna może bez cła przesyłać innej osobie prezent o zadeklarowanej wartości do 45 euro. Jeśli jednak paczka jest wysyłana w ramach działalności gospodarczej albo jest to zakup, to limit spada do 22 euro.
22 euro to mało, zaledwie ok. 80 zł. Teoretycznie więc zdecydowana większość towarów kupowanych na aukcjach i wysyłanych z USA musi być obłożona cłem. Ale tylko teoretycznie. Paweł Scheiner: – Zrobiliśmy rozeznanie i usłyszeliśmy, że paczki z Allegro ważące po 30-40 kg idą przez granicę jako prezenty o deklarowanej wartości 10 euro.
Na forach dyskusyjnych serwisów aukcyjnych można spotkać dziesiątki wpisów osób, które polecają różne sposoby na ominięcie cła i VAT-u. Rekomendowana jest m.in. jedna z polonijnych firm kurierskich wyspecjalizowana w przesyłkach przez ocean. – Jak się ich oficjalnie zapytać o cło, to odeślą do służb celnych. Ale zaręczam, że znają swój fach i przewiozą paczkę jak należy – polecają sobie internauci.
Na Allegro łatwo znaleźć polskich sprzedawców z odpowiednimi kontaktami, specjalizujących się w wysyłaniu towarów z USA. Niektórzy mają w ofercie po kilkadziesiąt produktów, a na koncie po kilkaset transakcji. Inni dopiero startują, widząc pojawiającą się szansę na dobry interes. Jednego ze sprzedawców spytaliśmy o warunki zakupu potężnej kosiarki ogrodowej. – Klient płaci tylko za towar i wysyłkę. Żadnych innych opłat już nie ponosi, bierzemy to na siebie – zapewnił.
Celnicy paczki kontrolują. Mogą sprawdzić deklaracje przewozowe naklejane na paczkę, prześwietlić ją czy nawet otworzyć i zrobić rewizję. – Zdarzało się już, że w kartonach wysyłanych pocztą znajdowano np. kilkaset sztuk amunicji lub fałszywe farmaceutyki – mówi Witold Lisicki. Ale kontrola jest wyrywkowa. Jak bardzo wyrywkowa – to tajemnica celników.
Pięć lat dla celników
Służby prasowe Allegro nie odpowiedziały na nasze pytania o stosunek serwisu do problemu ceł i podatków. A inne serwisy?
- Z badań wynikło, że nasi użytkownicy wiedzą, iż kupując w USA, powinni się liczyć z cłem. Ich nieświadomość nie jest więc problemem – mówi Marcin Szałek z eBay Polska, który promuje się jako serwis doskonały do handlu z zagranicą. – Ale na wszelki wypadek zamieściliśmy w jednym z poradników link do stron służby celnej – dodaje Szałek.
Niektórym przedsiębiorcom przemytnicza konkurencja nie przeszkadza. – Oczywiście byłoby lepiej, gdyby wszyscy mieli równe warunki gry – mówi Szymon Glonek z internetowego sklepu e-Cyfrowe.pl (grupa Merlin) oferującego aparaty fotograficzne. – Ale my konkurujemy nie tylko ceną, ale też wiarygodnością i pewnością późniejszej obsługi gwarancyjnej. Sprowadzanie sprzętu na lewo z USA takiej pewności nie daje – mówi Glonek.
Na pewno daje jednak duże oszczędności – jeden z aparatów Nikona, oferowany obecnie w sklepie e-Cyfrowe w promocji po 5200 zł, na Allegro można znaleźć o 700 zł taniej – jest wysyłany z USA.
Paweł Scheiner: – Musimy walczyć z nieuczciwą konkurencją, która nie ponosi kosztów celnych i podatkowych. Cierpi nasz image u klientów, którym czasem sprzedajemy coś z bardzo niską marżą, a wygląda, jakbyśmy strasznie zdzierali. Poza tym do budżetu państwa nie wpływają należne cła i podatki. A kupujący są często nieświadomi, że służby celno-podatkowe mogą od nich zażądać opłat.
Dlatego jego firma ruszyła na krucjatę przeciw aukcyjnemu przemytowi. Najpierw ostrzegła na swoich aukcjach przed aukcjami przemytników. Potem zwróciła się do Allegro z prośbą o ich usuwanie. Serwis odpowiedział, że aukcje nie łamią regulaminu i zakończył korespondencję.
Scheiner zaalarmował też m.in. warszawską Izbę Celną i urzędników skarbowych. Wskazał im kilkanaście loginów sprzedawców “wysyłających z USA”. – Celnicy podeszli do sprawy bardzo poważnie – mówi.
Witold Lisicki z resortu finansów: – Jeśli ktoś unika obowiązków celno-podatkowych, musi się z liczyć z tym, że będzie miał nieprzyjemności. O należne opłaty możemy się upomnieć nawet w ciągu pięciu lat od zakupu.
O kwestię aukcji internetowych zapytaliśmy w jednej z izb celnych. – Serwisy aukcyjne niekiedy z nami współpracują, gdy prosimy o informacje na temat uczestników transakcji, a niekiedy nie. Wtedy mamy inne, swoje sposoby. Ale na pewno o planowanych akcjach nie będziemy uprzedzać wcześniej w mediach – powiedział nam anonimowo człowiek z tamtejszego wydziału zwalczania przestępczości.
Źródło: Gazeta Wyborcza