Czy orędzie prezydenta Kaczyńskiego przeszkodziło w spotkaniu z kanclerz Merkel?
Czy Lech Kaczyński chciał spotkać się z Angelą Merkel, by mediować na rzecz otwartych drzwi NATO dla Ukrainy? “Gazeta” dowiaduje się, że był taki plan, ale spalił na panewce
Źródła “Gazety” w MSZ sugerują, że próbom zorganizowania takiego szczytu zaszkodziło niedawne orędzie prezydenta w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Pojawiła się w nim m.in. mapa Niemiec sprzed 1939 r., która miała postraszyć Polaków niemieckimi roszczeniami. Niemcy nie komentowali orędzia wprost, ale przyjęli je bardzo źle.
Nawet jeśli otoczenie kanclerz Merkel rozważało spotkanie z polskim prezydentem, to po orędziu nikt w Berlinie nie miał już na nie ochoty - słyszymy z polskich źródeł. A niemieckie źródła w Berlinie tłumaczą, że Merkel nie potrzebuje polskiego pośrednictwa w sprawie Ukrainy. Na dowód przytaczają to, że kanclerz spotkała się w połowie marca w Lizbonie z ukraińską premier Julią Tymoszenko, a jednym z tematów było właśnie NATO.
Tydzień przed szczytem NATO w Bukareszcie toczy się zakulisowa gra o włączenie Ukrainy i Gruzji do tzw. planu działań na rzecz członkostwa w NATO (MAP). Szanse na to są niewielkie, ale stawka wysoka. Objęcie jakiegoś kraju MAP to jak zaręczyny, choć bez gwarancji ślubu. Nie jest to obietnica wejścia do Sojuszu, ale włączone do MAP kraje mają status kandydata, a NATO zobowiązuje się im pomóc na drodze do sojuszu.
Problem w tym, że o objęcie Tbilisi i Kijowa natowskim planem mocno zabiega tak naprawdę tylko Polska. Mamy poparcie innych nowych krajów członkowskich z naszego regionu i Kanady. Najbardziej wpływowe w Sojuszu Stany Zjednoczone zachowują życzliwą neutralność. Na czele obozu, który Ukrainie i Gruzji w NATO jest niechętny, stoją Niemcy popierani przez Francuzów, Hiszpanów i Włochów.
Berlin argumentuje, że ani Ukraina, ani Gruzja nie spełniają kryteriów ściślejszego związania ich z sojuszem, a dodatkowo Ukraina jest głęboko podzielona w sprawie wejścia do NATO. Niemcy wskazują, że ponad połowa Ukraińców i główna partia opozycyjna są przeciwne wiązaniu się z sojuszem, zaś premier Julia Tymoszenko wysyła w tej kwestii sprzeczne sygnały, bo popieranie niepopularnego w Kijowie NATO jej nie służy.
Właśnie dlatego w głowach polityków przychylnych rozszerzeniu NATO zrodziły się ostatnio pomysły na zakulisowe polskie mediacje na rzecz Kijowa i Tbilisi. Część z nich zakładała osobiste zaangażowanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Jak się dowiadujemy, pierwsza próba miała miejsce w połowie marca. W Warszawie gościł wtedy szef NATO Jaap de Hoop Scheffer. Tego samego dnia wieczorem przyjechał do Polski prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, który chciał spotkać się w cztery oczy z Schefferem. Ale stronie polskiej nie udało się doprowadzić do rozmowy. Oficjalne wyjaśnienie: szef NATO bardzo się spieszył na samolot, a Juszczenko przyleciał za późno. Nieoficjalnie dlatego, że kraje NATO wiedzą, że Juszczenko i tak jest zwolennikiem wejścia do Sojuszu. Natomiast politykiem, na którego jasnej deklaracji w sprawie związania Ukrainy z NATO zależy i Brukseli, i Waszyngtonowi, jest Julia Tymoszenko.
Stąd drugi pomysł na mediację zakładający, że polscy przywódcy przekonają ukraińską premier do jasnej i mocnej deklaracji politycznej na rzecz NATO jeszcze przed bukareszteńskim szczytem. Zresztą był on ponoć podsuwany Warszawie przez Kwaterę Główną Sojuszu w Brukseli. I niewykluczone, że właśnie z takim posłaniem jedzie pod koniec tego tygodnia do Kijowa premier Donald Tusk.
Niezależnie od tego w otoczeniu polskiego prezydenta pojawił się pomysł, by przekonać Niemców - i to na najwyższym szczeblu - aby wycofali swój sprzeciw wobec MAP dla Ukrainy. Z naszych informacji wynika, że Kancelaria Prezydenta sondowała Urząd Kanclerski w Berlinie, czy kanclerz Angela Merkel miałaby czas i ochotę rozmawiać o tym z Lechem Kaczyńskim. Według części źródeł rozważano też spotkanie w trójkącie Merkel - Kaczyński - Tymoszenko. Próby zorganizowania spotkania zarzucono właśnie po słynnym multimedialnym orędziu prezydenta.
Kancelaria Prezydenta RP nie potwierdza, ale też nie zaprzecza, że starała się zorganizować w tej sprawie szczyt Kaczyński - Merkel. Zapytaliśmy o to wprost prezydenckiego ministra Michała Kamińskiego. “Duża część kontaktów dyplomatycznych Kancelarii Prezydenta RP ma charakter poufny. Jeśli o jakichkolwiek ustaleniach międzynarodowych należy powiadomić opinię publiczną, jest ona powiadamiana” - odpowiedział nam mailem Kamiński.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.