December 2007


Z kraju 18 Dec 2007

Nasi chłopacy byli źle uzbrojeni, źle wyposażeni, sami kupowali sobie sprzęt. Wysłano ich na wojnę, a teraz zrobiono z nich zbrodniarzy - między innymi takich zarzutów musiał wysłuchać w programie TVN “Teraz My” były minister obrony.Gośćmi programu były żony zatrzymanych żołnierzy: Barbara Ligocka-Staszczyk i Joanna Borysewicz oraz b. szef MON Alekeksander Szczygło.

- Stres powoduje straszne rzeczy, ale ta akcja to była tragiczna pomyłka, która wydarzyła się dlatego, że naszych mężów wysłano na wojnę, a nie jak zapewniano, na misję stabilizacyjną - tłumaczyła Joanna Borysewicz. - Nie rozumiemy dlaczego, jeśli żołnierza przywozi się w trumnie to staje się bohaterem, a jeśli przyjeżdża sam, to traktuje się go tak, jak naszych mężów - pytała zdenerwowana Barbara Ligocka-Staszczyk.

“Nasi mężowie pojechali tam bez amunicji”

Rozmowie miał przysłuchiwać się Aleksander Szczygło, do niedawna minister obrony narodowej. Żony aresztowanych żołnierzy od razu zaprosiły go jednak do włączenia się w rozmowę, bo według nich, to właśnie on jest odpowiedzialny za traumatyczne przeżycia ich mężów.

“To Amerykanin kazał strzelać do cywilów”

Kobiety usiłowały wydobyć od b. ministra odpowiedź na kluczowe dla sytuacji ich mężów pytanie: Kto wydał rozkaz feralnego ostrzału wioski Nangar Khel? - To są materiały objęte klauzulą tajności - odpowiedział jedynie b. minister obrony. - To ja panu powiem, dowódca amerykańskich wojsk. I pan dobrze o tym wie! - ripostowała Ligocka-Staszczyk. Wymiana zdań nie przyniosła jednak wyjaśnienia tej kwestii.

- Tragiczne ostrzelanie wydarzyło się w sierpniu, a naszych mężów aresztowano w połowie listopada. Dlaczego tak późno panie ministrze. Dlaczego przez tyle czasu musieli nadal wykonywać swoje obowiązki, jeździć na misje? Dlaczego we wrześniu wręczał pan dyplom za zasługi naszym mężom, a w listopadzie aresztował - zasypywały ministra pytaniami kobiety. - I dlaczego tak drastycznie, w kajdankach, przy dzieciach z krzykiem, hukiem, zamieszaniem? - mówiły nie kryjąc wzburzenia.

Były minister tłumaczył, że taki sposób aresztowania miał ustrzec przed powtórką tragicznego zatrzymania Barbary Blidy. - Wszyscy pamiętali wtedy o byłej posłance, która popełniła samobójstwo. Stąd decyzja o zatrzymaniu siedmiu żołnierzy tak, żeby nikomu nie stało się nic złego - tłumaczył.

- Rozumiem przeżycia tych rodzin, wiem jak to jest, gdy do domu wchodzą zamaskowani oficerowie, krzyczą, mają broń… Ale tutaj ważniejsze było życie wszystkich tych osób - mówił Szczygło.

Kobiety nie dawały za wygraną i wygarniały ministrowi, że uchyla się od odpowiedzi na ich pytania. - Pan wysłał 1200 żołnierzy na wojnę. Niech pan teraz powie, dlaczego tak potraktowano naszych mężów, dlaczego nie przesłuchano amerykańskich oficerów, którzy chcieli być przesłuchani? Żądamy odpowiedzi panie ministrze. Cała Polska na nie czeka - zwracały się do Aleksandra Szczygły wzburzone kobiety.

Aleksander Szczygło na wszystkie pytania odpowiadał w typowy dla siebie sposób. - To nie są pytania do mnie, tylko do prokuratury. Ja nie mogę nic powiedzieć, obowiązuje mnie tajemnica państwowa - mówił.

Kiedy kobiety zrozumiały, że niczego od byłego ministra się nie dowiedzą, zwróciły się z apelem do widzów: - Apelujemy do wszystkich matek i żon, nie wypuszczajcie swoich chłopaków, oni tam teraz tylko myślą, czy lepiej zginąć, żeby było chociaż odszkodowanie, czy wrócić i czekać aż przyjdzie po nich policja - mówiła rozgoryczona Joanna Borysewicz.

Na koniec obie żony zatrzymanych żołnierzy skierowały też ciepłe słowa do swoich mężów. - Wiemy, że nas oglądacie i chcemy wam powiedzieć, że jesteśmy z wami, wytrzymajcie tylko. My się nie poddamy i będziemy walczyć o to, żeby wyjaśnić dlaczego was tak potraktowano - powiedziały.

Z kraju 17 Dec 2007
Blisko 80 tysięcy złotych wyniósł rachunek służbowej komórki Piotra Piętaka, wiceministra spraw wewnętrznych i administracji w rządzie PiS - dowiedział się “Dziennik”. Przełożeni już po przegranych wyborach zdecydowali, że zwróci do resortowej kasy 14 tysięcy złotych.

Po korytarzach resortu spraw wewnętrznych od kilku miesięcy krążyła plotka o niebotycznym rachunku za telefon komórkowy wiceministra Piętaka. - Tylko ścisłe kierownictwo znało szczegóły sprawy. Ówczesny szef MSWiA Władysław Stasiak obawiał się reakcji opinii publicznej, gdyby prawda wyszła na jaw - tłumaczy “Dziennikowi” były już urzędnik resortu.

Na oficjalne pytanie o koszt komórkowych połączeń wiceministra odpowiedź brzmiała. “Z tytułu użytkowania służbowego telefonu komórkowego koszty od stycznia do listopada wyniosły 2234 zł. Z tytułu połączeń (za pomocą komórki) do internetu: 76 337 zł.” - poinformowała “Dziennik” naczelnik wydziału komunikacji MSWiA Emilia Salach-Pezowicz.

Wiceminister, który w resorcie odpowiadał za informatyzację państwa (m.in. akcję wymiany dowodów osobistych) nie czuje się winny. - Błąd tkwił w administracji ministerstwa, która tak skandaliczną umowę podpisała z operatorem, bez limitu kosztów - oburza się Piętak. Tymczasem, jak się okazuje, służbowego laptopa wraz ze służbową kartą telefoniczną pozwalającą na surfowanie w internecie zabrali ze sobą na urlop żona i syn wiceministra.

- Na moją prośbę żona kontaktowała się via net z francuskimi stowarzyszeniami zajmującymi się informatyzacją. Nie miałem najmniejszego pojęcia, że koszty połączeń mogą sięgnąć tak niebotycznego pułapu - tłumaczy się Piętak.

Nieoficjalnie “Dziennik” usłyszał, że już pół roku temu księgowe ministerstwa nie chciały uznać tak wysokiego rachunku. Sprawa trafiła do Władysława Stasiaka. Minister zdecydował o kontroli. Zobowiązała ona Piętaka do pisemnego wytłumaczenia się z tego rachunku.

- Wiceminister złożył oświadczenie, z którego wynikało, że w okresie użytkowania telefonu wykonał połączenia internetowe o charakterze niesłużbowym na 14 282 zł. W dniu 22 listopada uregulował tę kwotę dokonując przelewu na konto resortu - informuje Salach-Pezowicz z MSWiA. Pozostałą część rachunku, czyli 62055 zł, minister Stasiak uregulował z budżetu resortu.

Julia Pitera, która w rządzie Donalda Tuska odpowiada za walkę z korupcją, jest oburzona.

- To skandal, w który trudno uwierzyć. Sytuacja jasno pokazuje, że rząd Prawa i Sprawiedliwości jedynie mówił o tanim państwie. W rzeczywistości zaś korzystano z przywilejów władzy na potęgę. Teraz sprawdzę koszty komórek byłego rządu, a księgowi dostaną jasne wytyczne: nigdy nie akceptować takich rachunków - zapowiada minister, która zamierza również poddać drobiazgowej kontroli służbowe karty kredytowe ministrów Jarosława Kaczyńskiego.