October 2007
Miesiąc
TOK FM: Prezydent rozważa, jak nie powołać Tuska na premiera?
Jak wynika z nieoficjalnych informacji radia TOK FM kancelaria prezydenta zamówiła ekspertyzę dotyczącą tego, czy prezydent musi powoływać na stanowisko premiera szefa największego ugrupowania.
Dostaliśmy zlecenie na sporządzenie ekspertyzy. Dotyczy to interpretacji trzech regulacji konstytucyjnych. Artykułu 154, który mówi, że prezydent desygnuje prezesa rady ministrów - mówi rozgłośni dyrektor Centrum Ekspertyz Zrzeszenia Głównego Prawników Polskich doktor Waldemar Gontarski.
Szef Centrum nie chce zdradzić, kto zamówił ekspertyzę, jednak radio TOK FM dowiedziało się nieoficjalnie, że zamówiła ją Kancelaria Prezydenta.
Wcześniej o możliwości powołania innej osoby na stanowisko premiera mówił w TVN 24 poseł PO Jarosław Gowin. Jak wyjaśnił - docierają do niego plotki, że część posłów PiS namawia prezydenta, by ten zwlekał z powierzeniem Tuskowi teki premiera, potem wskazał innego kandydata. A wszystko po to, żeby nowy rząd na czas nie przyjął budżetu i możliwe były nowe wybory. - Mam nadzieję, że Lech Kaczyński tego nie posłucha, i że są to tylko plotki - powiedział Gowin w TVN24.
Na antenie TVN 24 odpowiadała mu posłanka PiS Jolanta Szczypińska, która stwierdziła, że “Platforma opowiada bajki, bo ma kłopot z uzgodnieniem koalicji”.
Kiedy ten polityczny cyrk się skończy?
Rzecznik CBA sprzedawał pirackie płyty
Temistokles Brodowski, rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego, jako rzecznik policji w podwarszawskim Wołominie zajmował się handlem pirackimi filmami - pisze dziennik “Polska”.
Wydrukował specjalne obwoluty. Piraty filmów, które dopiero wchodziły na ekrany, sprzedawał za złotówkę albo za dwa złote. Każdy miał na okładce tytuł i logo Temistoklesa: Tokles Film - opowiada dawny współpracownik Brodowskiego. Policjanci z Wołomina mówią, że fakt, iż rzecznik CBA rozprowadza nielegalne kopie filmów, był w ich komendzie tajemnicą poliszynela. Przekazali redakcji dziennika płyty, które - jak twierdzą - kupili od rzecznika.
Temistokles Brodowski w rozmowie z “Polską” zaprzecza, że kolportował wśród policjantów pirackie filmy z logo Tokles Film: - Tokles to część mojego imienia, ale ja o tej sprawie nie mam pojęcia. Pierwsze słyszę - mówi. Zaraz potem odmawia autoryzacji rozmowy z “Polską”.
Julia Pitera, która w nowym rządzie ma być urzędnikiem odpowiedzialnym za walkę z korupcją, mówi: - Te informacje są oburzające. To kolejna nietrafiona decyzja personalna w CBA. Coraz bliższa jestem myśli o konieczności audytu służb. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś pracuje w CBA, a wcześniej zarabiał na kradzieży praw autorskich.
Temistokles Brodowski należy do najbardziej znanych funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Oprócz szefa CBA Mariusza Kamińskiego i szefa jego gabinetu Tomasza Frątczaka to właśnie on utrzymuje kontakty z dziennikarzami. Jest twarzą i głosem Biura.
Brodowski w CBA pracuje od zeszłego roku, wcześniej był policjantem - najpierw na południu Polski (pochodzi z okolic Wrocławia), od 2003 r. w kilku warszawskich i podwarszawskich komendach. Zrobił błyskotliwą karierę. W 2003 r. zaczynał jako niski stopniem policjant w komendzie w Wołominie, potem trafił do komendy na Pradze-Północ. Błyskawicznie awansował, przez jakiś czas pracował nawet w zespole prasowym Komendy Stołecznej Policji. W 2007 r. został rzecznikiem Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Jeśli Brodowski rzeczywiście kolportował nielegalnie skopiowane płyty wśród kolegów na komendzie - łamał prawo. Za “używanie nielegalnych kopii do celów komercyjnychń grożą 12 tys. zł kary i 3 lata więzienia. Jego koledzy policjanci też nie są bez grzechu - jeśli brali lub kupowali pirackie płyty od rzecznika także łamali prawo.
Ciekawe, ciekawe… 
Kaczyński: Tusk zapowiada ubezwłasnowolnienie CBA
Donald Tusk zapowiedział “ubezwłasnowolnienie” Centralnego Biura Antykorupcyjnego - ocenia Jarosław Kaczyński
Tusk powiedział we wtorek, że CBA nie będzie zlikwidowane. Zapowiedział jednak przeprowadzenie “audytu” w tej instytucji i wyciągnięcie konsekwencji wobec osób winnych zaniedbań lub łamania prawa.
- Sformułowano zapowiedź - nie likwidacji - ale ubezwłasnowolnienie i unieczynnienie CBA - uważa Jarosław Kaczyński.
Jak mówił premier na środowej konferencji prasowej w Warszawie, podporządkowanie CBA Sejmowi oznacza powstanie instytucji, która ma statut taki, jaki mają inne instytucje, które przez cały czas funkcjonowały w III RP.
- CBA może działać dobrze we ścisłej współpracy z prokuratorem generalnym. Musi to być instytucja, która chce walczyć z korupcją i jest to walka całego rządu - podkreślił premier.
Jego zdaniem, jeśli CBA będzie w jakikolwiek sposób “ruszone”, to “ten stan” będzie trwał dalej. - Donald Tusk zdaje sobie z tego sprawę - dodał Jarosław Kaczyński.
Może w końcu skończymy z tym państwem policyjnym…
Kolejka do głosowania przed polskim konsulatem w Londynie
Prawie jak w PRLu :)
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Mcjtt3b-zN8[/youtube]
Sędziowie na tropie policji i prokuratury?
Czy będzie pierwsze śledztwo obnażające metody prokuratury za rządów PiS?
Wczoraj przed Sądem Najwyższym ostrołęccy sędziowie zarzucili policji i prokuraturze, że walcząc z korupcją, posunęły się do:
fałszowania i zatajania dokumentów, celowego manipulowania dowodami, inwigilowania sędziów i “przekroczenia granic porozumienia między przestępcami a organami ścigania”.
Bo wczoraj Sąd Najwyższy zajmował się immunitetem sędziego Ryszarda W. z Ostrołęki. I ostatecznie uznał, że nie ma powodu, by go uchylać.
Prokuratura chciała W. postawić zarzut przyjęcia 5 tys. zł łapówki za zawieszenie wykonania kary skazanemu w 2003 r. Pawłowi L. Według prokuratury pieniądze potrzebne sędziemu były na naprawę kupionej wtedy, używanej toyoty corolli. W rzeczywistości sędzia kupił samochód kilka miesięcy wcześniej. Sprzedał stary, na koncie miał oszczędności dwukrotnie przekraczające zarobki i kwotę rzekomej łapówki.
Śledztwo opiera się na pomówieniach notorycznej oszustki Bożeny B. (trzy wyroki, czwarta sprawa w sądzie), jej konkubenta (przedstawiał się w śledztwie jako wróżbita). To Bożena B. krzyczała do skazujących ją sędziów: “Ja tego tak nie zostawię, zobaczycie jeszcze!”. Napisała do policji anonim, podając się za pracownika sądu, wskazując na Marię K., kierowniczkę jednego z sekretariatów i sędziów, rzekomych łapówkarzy. Tak się zaczęło.
W śledztwie o łapówce mówią też Paweł L., któremu sędzia W. utrzymał czteroletni wyrok w II instancji, i jego żona. - Stanęliśmy do nierównej walki z siłami policyjno-prokuratorsko-okultystycznymi - komentowała wczoraj sędzia Marzena Piekarska-Drążek broniąca W. przed uchyleniem immunitetu.
Po ponad roku od anonimu śledztwo określane mianem “ostrołęckiej ośmiornicy” skończyło się ośmioma aktami oskarżenia przeciwko ok. 30 osobom - głównie tym, co dawali pieniądze oszustce Bożenie B.
Prokuratura chciała oskarżyć też dwoje sędziów - Ryszarda W. i Barbarę S. Sprawa uchylenia immunitetu sędzi Barbary S. (26 lat w ostrołęckim sądzie, w tym na stanowisku prezesa) toczy się od półtora roku. Ją też obciąża oszustka. Gdy Barbara S. stawała przed SN, obecny na rozprawie prof. Andrzej Rzepliński z Fundacji Helsińskiej mówił, że “prokurator w ogóle nie powinien występować z tą sprawą”. Sąd dyscyplinarny I instancji odmówił pociągnięcia sędzi B. do odpowiedzialności karnej. Prokuratura ma jeszcze szansę na zażalenie.
W I instancji immunitetu nie stracił też sędzia Ryszard W. A wczoraj prokurator przegrał w Sądzie Najwyższym zażalenie. Dopiero tu obrońcy sędziego poznali dowody jego rzekomej winy. I zdębieli.
Zdaniem ostrołęckich sędziów policjanci pracujący nad sprawą posunęli się do sfałszowania opinii kryminalistycznej, a prokurator to zatwierdził i użył w śledztwie. Bo jednym z dowodów jest kaseta z prywatnej rozmowy Barbary B. z kierowniczką sekretariatu. Nagranie spisał biegły ekspert, ale prowadzący śledztwo policjant spisał je na nowo i tam, gdzie biegły niesłyszalne fragmenty wykropkował, wpisał “nazwiska adwokatów, prokuratorów, sędziów”. Tak spreparowany protokół - pisze sędzia Ryszard W. do SN - “uznany został za jeden z filarów oskarżenia”.
Dalej wymienia: • celowe manipulowanie dowodami (bo prokuratura pominęła świadczące o jego niewinności dokumenty dotyczące toyoty); • powoływanie się na nieistniejące dowody (m.in. karty w aktach, których nie znaleźli sędziowie SN); • wieloletnie inwigilowanie sędziów (o czym świadczyć mają policyjne notatki).
- W okresie ostatnich dwóch lat nie zorientowaliśmy się, że każdy z nas ma swojego oficera prowadzącego i powinniśmy na komendę biec, aby meldować, jaki jest wynik posiedzeń - mówiła z oburzeniem sędzia Piekarska.
Dalsze zarzuty sędziów wobec śledczych: • przekroczenie granic porozumienia organów ścigania z przestępcami (wszyscy pomawiający sędziów mieli z tego korzyści, np. kary w zawieszeniu, uchylane areszty), a funkcjonariusze awanse - np. prokurator z prokuratury rejonowej aż do elitarnego biura do walki ze zorganizowaną przestępczością, jeden z funkcjonariuszy na zastępcę komendanta miejskiego; • stosowanie tzw. aresztów wydobywczych i przecieków do mediów itp.
Na rozprawie przed SN ujawniono też, że we wrześniu w Ministerstwie Sprawiedliwości proponowano sędzi Piekarskiej funkcję prezesa w sądzie w Ostrołęce. Przeszkoda była jedna - podjęła się obrony swoich kolegów. I nie zrezygnowała.
Wczoraj ostrołęccy sędziowie chcieli, by Sąd Najwyższy powiadomił o naruszeniach prawa komendanta głównego policji i prokuratora krajowego. SN odmówił bycia “pośrednikiem”. - W najbliższych dniach złożymy zawiadomienie o przestępstwie - zapowiada Piekarska. Z nazwiska wskazani zostaną dwaj policjanci prowadzący korupcyjne śledztwo, nadzorujący ich prokurator i jego przełożeni.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Ciekawe ile jeszcze takich afer wujdzie na jaw po zmianie rządów…
Next Page »