September 2007


Z kraju 10 Sep 2007

Od tragedii w Halembie minął prawie rok, a wdowy po górnikach wciąż nie dostały rent specjalnych. Premier odrzuca ich podania bez sprawdzenia sytuacji materialnej.

Urszula Kryska z Rybnika straciła męża w 2003 roku. Tadeusz Kryska zginął w kopalni Chwałowice pod koniec dniówki. Był sam. Zawsze sumienny, sprzątał taśmociąg i został wciągnięty do szybu jak węgiel. Żona nie mogła zobaczyć jego ciała, niewiele z męża zostało. Na pogrzebie był tłum, ale o śmierci Kryski świat nie usłyszał.

Po głośnej tragedii w kopalni Halemba w listopadzie 2006 roku, w której zginęło 23 górników, premier Jarosław Kaczyński obiecał ich żonom renty specjalne. To świadczenia uznaniowe, nieograniczone ustawą o emeryturach i rentach. Dostają je m.in. ludzie zasłużeni dla kultury czy nauki.

Wdowom po górnikach renty specjalne przyznał już premier Leszek Miller po tragedii w kopalni Jas-Mos w 2002 roku. – Pamiętam, że przyszła wtedy do mnie kobieta, której mąż zginął w tej samej kopalni, ale trzy miesiące wcześniej. Pytała, czemu jej się ta renta nie należy – mówi Kazimierz Służewski, prezes Fundacji Rodzin Górniczych.

Czy Kaczyński okazał się bardziej sprawiedliwy? Obiecał renty nie tylko wdowom po górnikach z Halemby, ale wszystkim, które straciły mężów w wypadkach w kopalniach w ostatnim ćwierćwieczu. Od razu postawił drugi warunek: trudna sytuacja materialna. Do dziś jednak nie określił kryteriów.

Ogłoszenie o rentach poszło w prasie, podania składano w urzędach wojewódzkich. Do kancelarii premiera wpłynęły 323 wnioski, w tym 285 ze Śląska. Było wśród nich i podanie Kryski.

Pierwszych 40 kobiet, owdowiałych w 2006 roku, otrzymało renty w czerwcu. Kryska czekała dalej, ale jak ustaliliśmy, od czerwca już żadnej renty premier nie przyznał. Powód? “Ustalenie szczegółowych danych dotyczących tak znacznej liczby rodzin, zamieszkałych w różnych zakątkach kraju, jest niezwykle czaso- i pracochłonne ” – wyjaśnia kancelaria premiera. Urzędnicy piszą, że “weryfikacja osób potrzebujących pomocy musi być niezwykle rzetelna”, dlatego do każdej “musi dotrzeć pracownik socjalny”.

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że podanie Kryski zostało odrzucone. – Nikt mnie nie pytał o sytuację materialną – dziwi się wdowa. Jako parkingowa zarabia 600 zł, 400 zł płaci za czynsz. Nie ma prawa do renty rodzinnej, bo nie skończyła jeszcze 50 lat, a dzieci są już dorosłe. Syn pracuje, jest już na swoim. Córka ma 2 tys. zł renty po ojcu, ale właśnie wyprowadziła się do Wrocławia. Tam zaczęła studia.

- To chamstwo, aż mi dech zapiera – mówi Andrzej Dzieżok, nadsztygar Tadeusza Kryski. Do dziś pomaga jego rodzinie.

- Każdy ma prawo się odwołać – wyjaśnia kancelaria premiera. Na pytanie co z kobietami, które straciły mężów po obietnicy premiera, nie odpowiada. W tym roku na kopalniach zginęło już dziewięciu górników.

Nazwisko rodziny Kryska na prośbę pani Urszuli zostało zmienione
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Z kraju 10 Sep 2007
Wystąpienie powinno wejść do kanonu debat politycznych :)

Z kraju 10 Sep 2007

Samoobrona idzie do przedterminowych wyborów parlamentarnych samodzielnie, licząc na dwucyfrowy wynik – powiedział Andrzej Lepper. Dodał, że kampanii wyborczej chce skupić wokół siebie osoby skrzywdzone przez PiS.
kasyno online

Z kraju 10 Sep 2007

Niemiecka telewizja publiczna Norddeutscher Rundfunk (NDR) zwolniła z pracy dziennikarkę i publicystkę Evę Hermann, publicznie chwalącą prorodzinną politykę wodza Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera.
poker i ruletka

Z kraju 8 Sep 2007

Uzbrojeni policjanci w kominiarkach, pisk hamulców, huk wystrzeliwanych pocisków, a potem okrzyk: K…! Pomyłka! Zmiana adresu!. Potem jeszcze raz to samo. To nie sceny z planu filmu “13 posterunek”, lecz akcja policjantów z Centralnego Biura Śledczego, którzy robili obławę na gangstera we wsi pod Zduńską Wolą – opisuje “Dziennik Łódzki“.

Mieszkańcy Rębieskich Kolonii opowiadają, że o godz. 5.30 do wsi wjechało kilka policyjnych radiowozów. Wybiegło z nich trzydziestu zamaskowanych i uzbrojonych funkcjonariuszy. Jeden pojazd staranował bramę posesji nr 16. Policjanci sforsowali okiennice i strzelili pociskiem z gazem do środka, potem przestrzelili zawiasy w drzwiach i wpadli do domu. Przeszukali pomieszczenia, ale nikogo nie zastali. Szybko zorientowali się, że popełnili błąd, bo wtargnęli do pustego domu letniskowego, należącego do mieszkańca Łodzi.

Z relacji rolników wynika, że funkcjonariusze wsiedli do radiowozów i popędzili na koniec wsi. Wtargnęli do domu Andrzeja Zientalaka.

Gdy policjanci z CBŚ robili raban w kolejnych domach, poszukiwany gangster spokojnie spał. W domu sąsiadującym z pierwszą posesją, którą przeszukali funkcjonariusze. Nie obudziły go wystrzały. Mieszkańcy wsi mówią, że Andrzej H., gangster z grupy mokotowskiej, wcale się nie ukrywał. Chodził po wsi, do lasu, do sklepu. Chętnie rozmawiał z rolnikami. Opowiadał, że był oficerem Biura Ochrony Rządu i, że ma brata bliźniaka.

Krzysztof Hajdas z biura prasowego Komendy Głównej Policji w Warszawie cieszy się, że akcja CBŚ zakończyła się sukcesem. Tłumaczy, że nie można było przeprowadzić rozpoznania, żeby nie spłoszyć poszukiwanego Andrzeja H. Mówi, że policja naprawi szkody, jakie ponieśli właściciele domu, do którego policjanci CBŚ weszli przez pomyłkę.

« Previous PageNext Page »