Premier Kaczyński nie dotrzymał obietnicy
Od tragedii w Halembie minął prawie rok, a wdowy po górnikach wciąż nie dostały rent specjalnych. Premier odrzuca ich podania bez sprawdzenia sytuacji materialnej.
Urszula Kryska z Rybnika straciła męża w 2003 roku. Tadeusz Kryska zginął w kopalni Chwałowice pod koniec dniówki. Był sam. Zawsze sumienny, sprzątał taśmociąg i został wciągnięty do szybu jak węgiel. Żona nie mogła zobaczyć jego ciała, niewiele z męża zostało. Na pogrzebie był tłum, ale o śmierci Kryski świat nie usłyszał.
Po głośnej tragedii w kopalni Halemba w listopadzie 2006 roku, w której zginęło 23 górników, premier Jarosław Kaczyński obiecał ich żonom renty specjalne. To świadczenia uznaniowe, nieograniczone ustawą o emeryturach i rentach. Dostają je m.in. ludzie zasłużeni dla kultury czy nauki.
Wdowom po górnikach renty specjalne przyznał już premier Leszek Miller po tragedii w kopalni Jas-Mos w 2002 roku. – Pamiętam, że przyszła wtedy do mnie kobieta, której mąż zginął w tej samej kopalni, ale trzy miesiące wcześniej. Pytała, czemu jej się ta renta nie należy – mówi Kazimierz Służewski, prezes Fundacji Rodzin Górniczych.
Czy Kaczyński okazał się bardziej sprawiedliwy? Obiecał renty nie tylko wdowom po górnikach z Halemby, ale wszystkim, które straciły mężów w wypadkach w kopalniach w ostatnim ćwierćwieczu. Od razu postawił drugi warunek: trudna sytuacja materialna. Do dziś jednak nie określił kryteriów.
Ogłoszenie o rentach poszło w prasie, podania składano w urzędach wojewódzkich. Do kancelarii premiera wpłynęły 323 wnioski, w tym 285 ze Śląska. Było wśród nich i podanie Kryski.
Pierwszych 40 kobiet, owdowiałych w 2006 roku, otrzymało renty w czerwcu. Kryska czekała dalej, ale jak ustaliliśmy, od czerwca już żadnej renty premier nie przyznał. Powód? “Ustalenie szczegółowych danych dotyczących tak znacznej liczby rodzin, zamieszkałych w różnych zakątkach kraju, jest niezwykle czaso- i pracochłonne ” – wyjaśnia kancelaria premiera. Urzędnicy piszą, że “weryfikacja osób potrzebujących pomocy musi być niezwykle rzetelna”, dlatego do każdej “musi dotrzeć pracownik socjalny”.
Wczoraj dowiedzieliśmy się, że podanie Kryski zostało odrzucone. – Nikt mnie nie pytał o sytuację materialną – dziwi się wdowa. Jako parkingowa zarabia 600 zł, 400 zł płaci za czynsz. Nie ma prawa do renty rodzinnej, bo nie skończyła jeszcze 50 lat, a dzieci są już dorosłe. Syn pracuje, jest już na swoim. Córka ma 2 tys. zł renty po ojcu, ale właśnie wyprowadziła się do Wrocławia. Tam zaczęła studia.
- To chamstwo, aż mi dech zapiera – mówi Andrzej Dzieżok, nadsztygar Tadeusza Kryski. Do dziś pomaga jego rodzinie.
- Każdy ma prawo się odwołać – wyjaśnia kancelaria premiera. Na pytanie co z kobietami, które straciły mężów po obietnicy premiera, nie odpowiada. W tym roku na kopalniach zginęło już dziewięciu górników.
Nazwisko rodziny Kryska na prośbę pani Urszuli zostało zmienione
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice