May 2007
Miesiąc
Biznesmen chce 130 mln odszkodowania, bo fiskus go zrujnował
Rekordowy pozew o odszkodowanie od fiskusa. Aż 130 mln zł chce od Izby Skarbowej w Zielonej Górze przedsiębiorca Marek Isański, którego zdaniem błąd urzędnika zrujnował jego firmę.
O sprawie zielonogórskiego Towarzystwa Finansowo-Leasingowego (TFL) było głośno kilka lat temu. Firma Marka Isańskiego zajmowała się leasingiem autobusów i ciężarówek. Dostarczała autobusy do połowy PKS-ów w całym kraju. W 1995 r. w ciągu kilku miesięcy działalności zawarła ok. 230 umów leasingowych i osiągnęła prawie 12 mln zł zysku. - Szliśmy jak burza - wspomina Isański.
TFL było zwolnione z podatku VAT, a jako zakład pracy chronionej - również z podatku dochodowego. Firmie przyglądał się fiskus. - Co dwa miesiące mieliśmy kontrole Urzędu Skarbowego, który wcześniej nigdy nie miał do nas żadnych zastrzeżeń - opowiada Isański.
W 1996 r. firmę kontrolował inspektor Urzędu Kontroli Skarbowej Rudolf Matkowski. Aż dziesięć razy przedłużał kontrole, a półroczną działalność firmy badał przez 16 miesięcy. Po kilku miesiącach wystąpił do Urzędu Skarbowego o zabezpieczenie 6 mln zł tytułem podatków i usług za 1995 r. - Wcześniej Matkowski zarekwirował nam całą dokumentację dotyczącą naszych klientów, później zabrał wszystkie pieniądze na działalność. Tymczasem pozostając w sporze ze skarbówką, nie byliśmy wiarygodni dla banków. To oznaczało koniec TFL - wspomina Isański.
W połowie 1997 r. inspektor sporządził protokół kontroli i ustalił, że spółka ma kilkanaście milionów złotych zobowiązań z podatku VAT oraz dodatkowe zobowiązania podatkowe w związku z naruszeniem ustawy o podatku VAT. - Matkowski zakwestionował niemal każdą transakcję i uznał, że spółka musi zwrócić podatek VAT - mówi mecenas Dariusz Śmigielski, pełnomocnik Isańskiego. Tak rozpoczął się trwający do dziś sądowo-administracyjny maraton decyzji, odwołań i pozwów. Postępowanie najpierw było zawieszane, pierwszą decyzję podatkową wydano dopiero w 2000 r. Sprawa trafiła do NSA i Sądu Najwyższego, miała też swój wątek karny (został umorzony z powodu przedawnienia).
Przełom nastąpił w ubiegłym roku. - NSA w uzasadnieniu jednego z wyroków stwierdził, że fiskus mógł zająć firmie nie 6 mln zł, a jedynie 350 tys. zł - twierdzi Śmigielski.
Isańskiemu to wystarczyło. Do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze złożył pozew, w którym chce od fiskusa odszkodowania za utracone korzyści. - Spółka była w stanie w każdym momencie uiścić kwotę 350 tys. zł z własnych środków, co czyniłoby dokonanie jakiegokolwiek zabezpieczenia bezprzedmiotowym, a spółka mogłaby funkcjonować bez żadnych przeszkód - czytamy w pozwie.
Isański chce od fiskusa prawie 130 mln zł odszkodowania, czyli tyle, ile według jego wyliczeń firma mogła zarobić w ciągu 11 lat. - Organy podatkowe dopuściły się naruszeń przepisów prawa, które skutkowały powstaniem w majątku spółki szkody w postaci utraconego zysku z działalności gospodarczej w okresie od roku 1996 do dnia dzisiejszego [data wpłynięcia pozwu - 11 września 2006 r. - przyp. red.]” - pisze Śmigielski. Sprawa nie trafiła jeszcze na wokandę, bo Isański stara się o zwolnienie z kosztów sądowych. - Z niezrozumiałych względów rozpatrywanie tej sprawy trwa już kilka miesięcy - mówi Isański.
Od komentarzy wstrzymuje się zielonogórska Izba Skarbowa. - Byłoby to przedwczesne ujawnianie własnych kontrargumentów - tłumaczy Andrzej Pieczko, rzecznik prasowy izby.
Sprawę przejmie jednak Prokuratoria Generalna, która reprezentuje państwo we wszystkich sporach powyżej miliona złotych odszkodowania oraz przed Sądem Najwyższym. - To zdecydowanie rekordowe odszkodowanie w sprawach podatkowych. Z tak wysokimi kwotami jeszcze nie mieliśmy do czynienia - przyznaje Marcin Dziurda, prezes Prokuratorii.
Według Isańskiego winę za jego kłopoty ponosi inspektor Matkowski. Zarzuca mu nierzetelność. - Jest przykładem urzędnika, który tylko patrzy, czy przepis da się zinterpretować na niekorzyść podatnika. Chodzi o elementarną odpowiedzialność za to, co się robi - mówi Isański.
Tymczasem to nie jedyna tego typu sprawa w karierze Matkowskiego. Miesiąc temu opisaliśmy historię zielonogórskiej firmy Eltor-Pol, którą kontrola Matkowskiego również doprowadziła na skraj bankructwa. W efekcie sąd przyznał Eltor-Polowi 1,3 mln zł odszkodowania.
Matkowski awansował na zastępcę dyrektora zielonogórskiego UKS. Kierowana przez niego instytucja ponownie chce skontrolować finanse TFL. - Nie wierzę, żeby to nie było celowe. Od 11 lat firma nie prowadzi działalności, jest bankrutem, a ja nie likwiduje jej tylko dlatego, żeby zakończyć spór podatkowy. Kontrola ma utrudnić to postępowanie. Jeśli firma upadnie, nie będzie kto miał dochodzić odszkodowania - mówi Isański, który zapowiada, że wystąpi o zbadanie zasadności przeprowadzenia kontroli i ewentualnego wyznaczenia innego UKS.
Matkowski nie chciał rozmawiać z “Gazetą”. Udało nam się skontaktować z jego przełożonym Adamem Barciszewskim. - Nic nie mogę w tej sprawie powiedzieć. Obowiązuje mnie tajemnica skarbowa - usłyszeliśmy.
Źródło: Gazeta Wyborcza - Zielona Góra
Zniszczyć 2 duże firmy i dostać za to awans… tego nie ma nawet w Erze - to musi być IV RP…
A podobno “urzędnicy są dla ludzi”
Premier: nie będę przyspieszał publikacji wyroku TK
Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział, że nie będzie przyspieszał opublikowania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.
Rzecznik rządu Jan Dziedziczak poinformował, że to niemożliwe, aby jeszcze dziś został opublikowany w “Dzienniku Ustaw” wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy lustracyjnej.
Poinformował, że dopiero o godz. 9 rano wpłynęła do Kancelarii Premiera treść wyroku Trybunału wraz z uzasadnieniem.
Dziedziczak podkreślił, że zwykle procedura drukowania trwa około 4 dni. Jak dodał, w sprawie rozpoczęto już prace “merytoryczne i techniczne”.
Odpowiadając na pytanie, co będzie z osobami, które nie złożyły oświadczeń lustracyjnych, Jarosław Kaczyński powiedział, że trzeba o to zapytać te osoby albo Trybunał.
Premier dodał, że Trybunał Konstytucyjny nie wydał instrukcji, regulujących zasady postępowania po uznaniu za sprzecznych z konstytucją niektórych przepisów ustawy. Zdaniem Kaczyńskiego, wynikało to z pośpiechu, w jakim Trybunał rozpatrywał sprawę.
Jarosław Kaczyński zapowiedział, że prezydent wystąpi z inicjatywą ustawodawczą w sprawie lustracji. Wtedy będzie można podjąć konsultacje z partiami politycznymi. Premier, który opowiedział się za otwarciem archiwów IPN, dodał, że ustawa taka powinna być uchwalona jako ustawa konstytucyjna. Nie można byłoby jej wtedy zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Gdyby to okazało się niemożliwe, to, zdaniem premiera, można pomyśleć o nowelizacji konstytucji.
W sumie to PiS chyba najchętniej zmieniłby całą konstytucję - w końcu co chwila im ona w czymś przeszkadza… ehh
Premier: Nowa ustawa lustracyjna nie powinna podlegać ocenie TK
Premier Kaczyński podkreślił dzisiaj, że jest za lustracją w pełnym zakresie, ale z wyłączeniem spraw osobistych. - Nie jestem świnią i nie chcę niczyjej krzywdy - powiedział. - Nowa ustawa lustracyjna będzie miała sens wtedy tylko, jeśli nie będzie podlegała ocenie TK - zaznaczył szef rządu.
Po prostu antylustracyjne nastawienie Trybunału Konstytucyjnego - i wziąwszy pod uwagę orzeczenia, i wziąwszy pod uwagę zachowania i oświadczenia wielu sędziów Trybunału (…) - jest oczywiste. Wobec tego jeżeli ktoś chce w Polsce lustracji, musi sięgnąć po ten środek - powiedział premier w niedzielę na konferencji prasowej w Brańsku (Podlaskie).
Szef rządu i lider PiS uważa, że do uchwalenia takiej ustawy wystarczą głosy jego ugrupowania wraz ze współkoalicjantami oraz głosy Platformy Obywatelskiej. - W gruncie rzeczy jest to sprawa decyzji Platformy Obywatelskiej - dodał J.Kaczyński.
Premier stwierdził, że lustracja powinna być przeprowadzona w całym zakresie z wyłączeniem spraw osobistych. - Nie chcemy robić ludziom krzywdy. I chociaż ja wiem komu to by najbardziej zaszkodziło - po części wiem, oczywiście - no to, mówiąc najkrócej, nie jestem świnią, dlatego tego nie chcę. Natomiast wszystkie pozostałe sprawy powinny być jawne. Powinien być powszechny dostęp - dodał.
“Orzeczenie TK pewnie będzie opublikowane po 15 maja”
- Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczące ustawy lustracyjnej będzie opublikowane w “Dzienniku Ustaw” w ciągu kilku dni - zapowiedział Kaczyński. - To jednak pewnie będzie po 15 maja br., ale nie mówię tego z całą pewnością. Nie będą tego przyspieszał, ani nie będę tego powstrzymywał - dodał premier.
Jak sobie przypomnę oświadczenia posłów PiS z piątku gdy dziennikarze pytali czy napewno orzeczenie ukarze sie w Monitorze, że to są wstrętne insynuacje i premier napewno wypuści te informacje do druku przed 15 maja, to mi sie podnosi ciśnienie.
To już dawno przestało być śmieszne. ŻENADA nie polityka
Fakt o TK: Sędziowie, jak mamy wam wierzyć?
Dzisiejsze wydanie Faktu publikuje na pierwszej stronie artykuł pod tytułem: “Sędziowie, jak mamy wam wierzyć”. W środku numeru oskarża sędziów TK o współpracę z SB. Nie wspomina, że dokumenty IPN na podstawie których poseł Arkadiusz Mularczyk oskarżył sędziów o agenturalność okazały się niewiarygodne. Publicyści są oburzeni.
Na okładce Faktu widnieją groźne, wykrzywione twarze sędziów. Pod nimi podpisy świadczące o ich stronniczości i dramatyczny apel o wiarygodność Trybunału. Ani słowa o tym, że materiały jakimi posłużył się wczoraj poseł Arkadiusz Mularczyk oskarżając członków Trybunału o agenturalność okazały się niewiarygodne. Z teczek wynika bowiem, sędzia Marian Grzybowski został zarejestrowany jako kontakt operacyjny już po 1989 roku, a sędzia Adam Jamroz odmówił kontaktów z bezpieką i oficer SB uznał go za nieprzydatnego do współpracy
Okładką dzisiejszego wydania Faktu poruszony jest Jacek Żakowski. Publikacji gazety poświęcił większość przeglądu prasy w dzisiejszym Poranku radia TOK FM. Według niego Fakt usiłuje uwiarygodnić, nieuczciwą postawę posła Mularczyka oraz podtrzymuje silną chociaż wczoraj mocno skompromitowaną linię politycznego wojowania przy pomocy oszczerstw, insynuacji, kwitów i haków.
- Fakciarze, jak mamy wam wierzyć? - parafrazuje tytuł okładki. - Nawet jeśli bawią nas czasem śmieszne historyjki wyssane z palca dotyczące jezior pełnych wódki, latających chomików i rusałek, to gdy ta sama powołująca je technika przenosi się na opisywanie zdarzeń politycznych jest po prostu nieprawością.- powiedział Żakowski.
Zaapelował do wydawców gazety o refleksję, jak daleko można się na tej drodze posunąć. Zwłaszcza, że według niego do środowisk refleksyjnych wbrew pozorom nie jest Faktowi wcale daleko. Według Żakowskiego atak na Trybunał Konstytucyjny to dowód na to, że obie strony sporu o lustrację straciły już wszelkie hamulce.
Jeszcze bardziej dosadny jest Stefan Bratkowski, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - Hańbą jest nie tylko głupota kłamstwa. Hańbą jest przekształcanie niezależnego medium w gazetę partyjną - komentuje Bratkowski.
Piort Zaremba, który publikuje swoje komentarze w Fakcie twierdzi, że zabieg jaki zastosowała gazeta jest dopuszczalny. Krytyka Trybunału jest bowiem uprawniona i wpisuje się w konwencję tabloidu. Nie podobają mu się jednak wizerunki sędziów opatrzone takimi jednoznacznymi komentarzami. Niedopuszczalne jest także używanie tytułów przesadzających o winie.
- To nadużycie. Niedobrze, że przesądza się o winie gdzie ta wina jest wątpliwa. To nie powinno być rolą dziennikarzy - powiedział Zaremba.
Karta nie dla każdego Polaka
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej przewiduje, że każdy Polak może wrócić do Ojczyzny i w niej zamieszkać - jednak jest to fikcja. Od momentu powstania Konstytucji nie ustanowiono żadnego prawa, które by to wypełniło. Pierwszy projekt ustawy, która umożliwiłaby naszym rodakom powrót, został wniesiony do Sejmu jeszcze w 1997 roku. Natomiast ostatni - projekt ustawy o Karcie Polaka - jeszcze nie trafił do laski marszałkowskiej, ale pojawił się na stronach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów 20 kwietnia br. Jak dotąd, sytuacja Polaków się nie zmieniła i w dalszym ciągu muszą czekać na należne im prawa. Michał Dworczyk, doradca premiera ds. Polonii i Polaków za granicą, mówi wprost - nie wiadomo, kiedy Karta zostanie przyjęta, gdyż część ministerstw nie może się porozumieć i w efekcie sprawa utknęła w uzgodnieniach międzyresortowych.
Przedłużający się czas uchwalenia tej ustawy - zdaniem Stanisława Zadory, przewodniczącego sejmowej Komisji ds. Łączności z Polakami za Granicą - wynika stąd, że są to projekty rządowe, a nie sejmowe, a więc muszą czekać na uzgodnienia międzyresortowe. - Wszystkie projekty polonijne, w tym Karta Polaka, są w opracowaniu międzyresortowego Zespołu ds. Polonii i Polaków za Granicą. Gdy dojdzie do uzgodnień, wpłynie ona do laski marszałkowskiej i zajmie się nią nasza Komisja - wyjaśnia Zadora. Zauważa, że sprawa potoczyłaby się szybciej, gdyby to była inicjatywa poselska.
Podobne zdanie na ten temat ma dr Robert Wyszyński, dyrektor Instytutu Kresowego. - W tej sprawie w niektórych ministerstwach jest jakiś dziwny opór - mówi. Podziela opinię, że Karta Polaka to dobra inicjatywa, ale zauważa, że ma wiele niedociągnięć, bo według niej urzędnik będzie orzekał o narodowości polskiej. - W każdej konstytucji na świecie jest określone, kim jest przedstawiciel danej narodowości. Natomiast nasze prawodawstwo nic nie mówi o tym, kto jest Polakiem - zauważa. Jego zdaniem, mamy taką sytuację, że o narodowości decyduje obywatelstwo. Kto jest obywatelem, ten jest Polakiem, a kto nie ma obywatelstwa, ten już Polakiem nie jest. Natomiast prawo określa dokładnie przynależność do mniejszości: narodowej, etnicznej lub religijnej. Dochodzi do takich paradoksów, że Polacy z Kazachstanu nie są uznawani za Polaków, a np. Żyd jest, bo ma polskie obywatelstwo. - A przecież są kryteria obiektywne mogące jasno stwierdzić o narodowości polskiej: rodzinne czy kulturowe - mówi Wyszyński.
Dyrektor Instytutu Kresowego wskazuje także na drugi mankament ustawy - brak prawa do pracy dla Polaków z zagranicy. Takie prawo uzyskują natomiast sprowadzani do Polski Chińczycy lub Ukraińcy. - Jest to zwyczajne łamanie konstytucyjnych praw Polaków - podkreśla.
O wyjaśnienie wątpliwości związanych z projektem Karty Polaka zwróciliśmy się do Michała Dworczyka, doradcy premiera ds. Polonii i Polaków za granicą. - Nie wiadomo, kiedy ten projekt uzyska swoją ostateczną formę, bo podnoszone są pewne argumenty przeciwko treści ustawy - mówi Dworczyk. Jego zdaniem, jednym zarzutów jest nadmierne obciążenie konsulatów nowymi obowiązkami nałożonymi w związku z ustanowieniem Karty Polaka. Drugą sprawą miałoby być skonfliktowanie konsulów ze środowiskami polonijnymi. - Od 2000 r. konsulaty wydają decyzje stwierdzające narodowość polską, jeśli chodzi o repatriacje, i jakoś nie doprowadziło to do nieporozumień z Polonią - odpiera krytykę doradca.
Innym bardzo ważnym mankamentem rządowej propozycji jest zapis, że przyznawanie Karty ogranicza się tylko do Polaków mieszkających na terenie byłych republik radzieckich. Jednak zdaniem Dworczyka, z powodu “oporu pewnych osób i przy obecnym porządku prawnym” zapis ten na razie nie ulegnie zmianie.
Karta Polaka daje rodakom mieszkającym poza granicami Polski pewne przywileje, m.in. prawo do nauki i studiów w Ojczyźnie na równi z Polakami oraz prawo do ubiegania się o refundowanie wiz wjazdowych do Ojczyzny.
źródło: Jacek Dytkowski “Nasz Dziennik” 2007-05-09
« Previous Page — Next Page »