May 2007
Miesiąc
Premier Kaczyński trzyma pieniądze na koncie… mamy
Eksperci od podatków łamią sobie głowy. Powodem jest ekstrawagancja premiera, który od lat nie ma bankowego konta i część ze swej pensji wpłaca na rachunek matki. Kaczyński opowiedział o tym w wywiadzie dla tygodnika “Wprost”. Tłumaczył, że nie chce, by ktoś przelał na jego konto pieniądze, a potem próbował z niego robić aferzystę.
Rzecznik rządu Jan Dziedziczak powiedział “Dziennikowi”, że premier pobiera pensję w gotówce. “Część wpłaca na konto matki, którego jest pełnomocnikiem. Są to bardzo różne kwoty” - tłumaczy Dziedziczak.
Jak potraktować te wpłaty? Specjaliści podatkowi nie są zgodni. Jedni mówią, że nie ma sprawy i wszystko jest w porządku. Drudzy oceniają, że Jadwiga Kaczyńska powinna płacić podatek od darowizn przekazywanych przez syna. Różne opinie na temat tej sytuacji mają nawet… urzędnicy skarbowi.
- Jeśli Urząd Skarbowy chciałby się przyczepić, to oczywiście może. Bardziej naraża się mama premiera, bo to na jej rachunku pojawiają się pieniądze “za nic”. Oczywiście teraz żadna skarbówka nie będzie śmiała się przyczepić. Ale potem, kto wie? - mówi Robert Gwiazdowski, doradca podatkowy.
Podobnego zdania jest Wojciech Misiąg, wiceminister finansów w latach 1989 - 1994: - Wydaje się, że sprawa jest, bo pieniądze “przechodząc” na konto Jadwigi Kaczyńskiej de facto zmieniają właściciela.
Problemu nie widzi za to ekonomista profesor Witold Orłowski: - Wystarczy, że premier i jego matka zadeklarują, iż każde korzysta ze swojej części środków zgromadzonych na koncie - mówi gazecie.
A Andrzej Prelicz, doradca podatkowy z Katowic mówi, że urząd skarbowy mógłby żądać wyjaśnień od premiera i jego mamy. “Gdyby się okazało, że właścicielka konta sama z tych pieniędzy korzysta można mówić o darowiźnie” - tłumaczy. A te, nawet wśród osób najbliższych, do zeszłego roku były opodatkowane, do dziś trzeba je zresztą zgłaszać w urzędzie skarbowym. Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu “Dziennika”.
Źródło: “Dziennik”
Kabareciarzom zabroniono krytykować władzę
“Nowa Trybuna Opolska“: niektórzy satyrycy zrezygnowali z występu na festiwalu w Opolu, gdy zakazano im śmiać się z władzy.
W kabaretonie na festiwalu w Opolu wystąpią m.in. Elżbieta Jodłowska oraz gwiazdor Radia Maryja Andrzej Rosiewicz. Zabraknie za to lubianych przez młodszą widownię kabaretów Ani Mru Mru, Neonówki czy Kabaretu Moralnego Niepokoju, Mumio, a także “starych”, sprawdzonych gwiazd: Marcina Dańca, Krzysztofa Piaseckiego, Jerzego Kryszaka, Krzysztofa Daukszewicza czy Janusza Rewińskiego, Niektórzy artyści odmawiali po sugestiach, że mają się nie śmiać z władzy.
- Usłyszałem, że mam jak najmniej mówić o polityce - relacjonuje Krzysztof Daukszewicz. - A ja jestem przecież satyrykiem politycznym, którego w dodatku Opole w dużym stopniu stworzyło. To dla mnie ważne miejsce i nie mogę jechać tam z byle czym. Autor znanej serii skeczy o panu hrabim kwituje: - To są czasy gorsze od cenzorskich. Cenzor w jakimś stopniu mówił, z czego się mamy śmiać, a z czego nie. Teraz telewizją rządzi spanikowana ekipa, która właściwie nie wie, z czego się można śmiać, więc na wszelki wypadek tnie wszystko. Zdaje się, że znów dożyłem takich czasów, w jakich żyłem wcześniej.
Marcin Wolski , autor scenariusza kabaretonu, doradca prezesa TVP, zaprzecza jednak pogłoskom: - Ależ zapewniam, że będzie krytyka władzy!
- A miałem być - mówi Krzysztof Piasecki. - Kiedy pierwszy raz w tej sprawie, jeszcze w marcu, zadzwonił do mnie Krzysztof Jaślar, który miał reżyserować kabareton, to się zgodziłem. Dwa tygodnie później Jaślar zawiadomił mnie, że kabaretonu jednak nie będzie. Za następne dwa tygodnie zadzwoniła Gina Komasa, dyrektor festiwalu, i powiedziała, że będzie i żebym nie rezygnował. Nikt jednak długo się w tej sprawie nie odzywał. No a kiedy niedawno zatelefonował Marcin Wolski, miałem już zajęty termin.
Ulubieniec opolskiej publiczności Marcin Daniec też był zapraszany na festiwal. - Opole i Kraków - tym miastom zawdzięczam wszystko, co najpiękniejsze w moim życiu - bije się w piersi artysta. - Dlatego byłem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, że mnie zaprosili. Odwołałem nawet dwa recitale, które miałem ustalone na te dni. Potem dowiedziałem się, że telewizja jednak rezygnuje z kabaretonu i poczułem się jak skarcone dziecko. A o tym, że kabareton jednak się odbędzie, dowiaduję się od pani… Daniec dodaje: - Ale ja się nie obrażam. Jeśli jeszcze teraz zadzwonią i poproszą, żebym był, to będę. Dla Opola wszystko!
źródło - wiadomości.onet.pl
Policja zamyka ludzi za tłumaczenie napisów do filmów, w kabaretach nie można już śmiać się z władzy. Czy to się dzieje naprawdę czy to tylko zły sen? :/
Policja łamie te same prawa za które zamyka ludzi?
Jeden z uzytkowników DziennikaInternautów (http://www.di.com.pl/) pod pseudonimem “Spostrzegawczy” zwrócił uwagę na fakt łamania przez policję praw autorskich, za które tak stanowczo i z “sukcesami” ścigają Internautów. Otóż zauważył on, że policja - mimo, iż pomaga w chronieniu własności intelektualnej organizacjom związanym z wytwórniami filmowymi - to jednak sama narusza własność intelektualną innych twórców. “Spostrzegawczy” odnalazł przy jednej z ostatnich publikacji na stronie Policji obrazek będący z pewnością dziełem pochodnym od zdjęcia opublikowanego w Wikipedii na licencji GNU FDL. Obok obrazka na stronie Policji nie znaleźliśmy początkowo żadnej informacji na ten temat, choć licencja ta tego wymaga.


- Obrazek zamieszczony na naszej stronie, rzeczywiście nie został opatrzony stosownym opisem - przyznał rzecznik policji - Pan Urbański - Natychmiast zostało to zmienione. Dziękuje serdecznie za zwrócenie uwagi na ten błąd. Jest mi bardzo przykro i przepraszam za brak powołania się na treść licencji zezwalającej na jego użycie.
Niestety sama policja nie wypada w świetle tego uchybienia najlepiej, bo doszło tu do ewidentnego wykorzystania cudzego dzieła i niespełnienia związanych z tym warunków. Krzysztof Czerepak - administrator Napisy.org - zauważył natomiast, że jego serwis czegoś podobnego nigdy nie robił.- Chciałbym zauważyć, że nasz serwis (napisy.org - red) nie dopuszczał zamieszczania tzw. Subripów, czyli napisów zgranych z oryginalnych DVD, były wyłącznie tłumaczenia własne.Jedno niewątpliwie można powiedzieć - ciekawa sytuacja gdy policja łapiąc “groźnych przestępców” w popisowych akcjach… łamie te same prawa…
PS: Co robi polska Policja oprócz łapania przestępców wymieniających się filmami?
http://www.dolnoslaska.policja.gov.pl/www/index.cgi?numer=55&menu=11
Po prostu padłem jak to przeczytałem…
Policja zatrzymała tłumaczy filmowych dialogów
Policjanci zatrzymali dziewięć osób, które nielegalnie tłumaczyły dialogi z filmów i zamieszczały je na znanym serwisie internetowym. Zamknięto stronę, z której można było je ściągać.
Tłumaczenia mogły służyć jako podpisy do filmów ściąganych z internetu.
Jak poinformował Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji, polscy funkcjonariusze współpracowali w tej sprawie z niemieckimi kolegami i Fundacją Ochrony Twórczości Audiowizualnej (FOTA). - Strona polska znajdowała się na niemieckim serwerze - wyjaśnił. To właśnie FOTA poinformowała o całej sprawie swoją niemiecką odpowiedniczkę, a ta - policję. W tym samym czasie gdy niemieccy policjanci zabezpieczali dane na serwerze, na którym znajdowała się strona, polscy zatrzymali dziewięć osób - na Śląsku, Podlasiu, w Krakowie i Szczecinie.
- Większość z nich to ludzie, którzy tłumaczyli dialogi, wśród zatrzymanych jest też administrator strony - powiedział Urbański. Jak dodał, są oni obecnie przesłuchiwani, prawdopodobnie zostaną im postawione zarzuty związane z łamaniem prawa autorskiego. Grozi za to do 2 lat więzienia.
- Zabezpieczyliśmy też 10 komputerów, siedem laptopów i trzy twarde dyski - powiedział. Policjanci podkreślają, że sprawa jest rozwojowa. - Nie wykluczamy kolejnych zatrzymań - dodał.
Według wstępnych ustaleń, zatrzymane osoby kontaktowały się przez internet. Na razie nie ma informacji, czy za tłumaczenia otrzymywały pieniądze. - Sprawdzamy to - powiedział Urbański.
źródło - onet.pl
Pozostawiając na boku wszystkie kwestie prawne zastanawiam się co się stało z policją w naszym kochanym kraju. Dziś jedząc obiad oglądałem sobei wiadomości na TVN24 i dowiedziałem się, że policja przez 5 dni nie mogła znaleźć truba w krzakach w jednym z łódzkich parków. Dostali 2 doniesienia telefoniczne, wysłali 2 patrole… i sukcesem jednego z nich było spisanie jakiegoś gościa, który akurat nietrzeźwy przechodził obok.
Z łezką w oku wspominam czas spędzony w USA, gdzie policja mając wypisane na samochodach i odznakach “Chronić i służyć” naprawdę to robiła, a nie dawała się wykożystywać rządowi (jak w przypadku robienia za kelnerów nosząc posłom hamburgery z MaCdonaldsa do pociągu) czy też organizacjom takim jak np ZAIKS…
ehh….
PS: dziś znalazłem w Internecie ciekawy tekst:
Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna (fragment: pytanie i teza orzeczenia)
z dnia 23 stycznia 2003 r. II CKN 1399/2000
OSP 2004/3 poz. 36
Biuletyn Sądu Najwyższego 2003/7 str. 11
OSNC 2004/4 poz. 62
Wątpliwości co do tego, czy dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego jest jego opracowaniem i czy wobec tego wymagana jest zgoda twórcy scenariusza na wykonywanie autorskich praw zależnych do takiego utworu, pojawiały się na gruncie nie obowiązującej już ustawy z 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim (Dz. U. 1952 r. Nr 34 poz. 234 ze zm.), która kwestii tej nie regulowała wyraźnie, a w szczególności nie zawierała odpowiednika art. 71 ustawy obowiązującej obecnie. Jednak i wówczas już przyjmowano, że łączne zezwolenie producenta i twórców filmu na opracowanie utworu potrzebne było tylko wtedy, gdy chodziło o przekształcenie filmu prowadzące do powstania nowego dzieła. Producent zachowywał natomiast wyłączne prawo udzielania zezwoleń na dokonywanie w filmie takich zmian, które są konieczne do normalnej eksploatacji filmu, a które nie zmieniają w sposób zasadniczy jego istoty. Wskazywano, że producent mógł np. zezwolić na dubbing, na pewną przeróbkę filmu dla celów telewizji, na nieistotne zmiany (np. pewne skróty) podyktowane gustami publiczności itp. Takie uprawnienia producenta wynikały bowiem z przysługującego mu prawa autorskiego do zwykłej eksploatacji filmu (por. uzasadnienie uchwały siedmiu sędziów SN z 19 lutego 1968 r. o mocy zasady prawnej, III CZP 40/67 OSNCP 1969/4 poz. 59). Dubbing ma na celu umożliwienie przyswojenia utworu publiczności nie znającej języka oryginału, a więc zakłada przetłumaczenie wersji słownej. Obecnie obowiązująca ustawa w art. 71 nie pozostawia już wątpliwości odnośnie do tego, że dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości. Taki pogląd przyjmowany też jest powszechnie w doktrynie.
PS2:
- Za co siedzisz?
- Filmy tłumaczyłem.
Czy to się dzieje naprawdę?
Rząd chce ustalić maksymalną wysokość stawek za usługi adwokatów
Ministerstwo sprawiedliwości zamierza wprowadzić maksymalne stawki za usługi adwokatów i radców prawnych - ten sposób resort chce obniżyć koszty usług prawnych.
“Rzeczpospolita” podkreśla, że nowe stawki będą dotyczyć przypadków, gdy zapłatę ustalają między sobą prawnik i jego klient na drodze umowy. Do tych umów ministerstwo chce wprowadzić tak zwane stawki ostateczne.
Ich wysokość nie jest jeszcze znana, gdyż trwają konsultacjie w kwestii proponowanych kwot. Wiadomo jedynie, że mają być wyższe od stawek minimalnych z obowiązującego obecnie rozporządzenia ministerstwa, ale niższe od najwyższych, które obecnie są liczone jako sześciokrotność stawki minimalnej.
Jak informuje “Rz”, środowiska prawnicze sprzeciwiają się projektowi ministerstwa, obawiając się obniżenia zarobków. Krytyczna wobec projektu jest także Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
- To jeden z gorszych projektów Ministerstwa Sprawiedliwości - mówi “Rz” Stanisław Rymar, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. - Jeśli jednak wysokość stawek urzędowych będzie odzwierciedlać wolnorynkowe realia wyceny pracy prawników, to wszystko będzie w porządku. Ale jeśli nie, to będziemy zaskarżać je, gdzie tylko się da, także do instancji europejskich, jako sprzeczne z zasadą swobody umów i naruszające interesy polskiej gospodarki - zapowiada Rymar. - Przecież wówczas zlecenia od firm na obsługę prawną będą kierowane do międzynarodowych kancelarii za granicą.
- Ministerialne propozycje godzą w wolność gospodarczą zagwarantowaną konstytucyjnie - wtóruje mu Władysław Lewandowski, sekretarz Krajowej Rady Radców Prawnych. - Wprowadzenie tabeli opłat to realizacja polityki upaństwowienia wolnych zawodów prawniczych.
Zdaniem rozmówcy “Rz”, radcowie w mniejszych miejscowościach zaaprobują stawki ministerialne, bo dla nich mogą się one okazać korzystne. Jednak na pewno nowe rozwiązanie uderzy w radców z dużych kancelarii.
źródło - Rzeczpospolita
A może by tak ustalić stawki na inne usługi? Fryzjerskie, remontowe, lekarskie… do tego dodajmy stałe ceny ustalane odgórnie… i będziemy mieli piękny socjalizm
Next Page »