April 2007
Miesiąc
Barbara Blida – samobójstwo czy może…
Barbara Blida popełniła samobójstwo podczas przeszukiwania jej domu przez funkcjonariuszy ABW.
Ale dziwić może to jak to zrobiła… bo w końcu kto popełnia samobójstwo strzelając sobie w klatkę piersiową pod opieką oficera ABW??
Barbata Blida działała w tym samym stowarzyszeniu co Barbara K., której zeznania obciążyły Blidę, ale to jeszcze żaden dowód, bo o tym, że prokuratorzy pod okiem naszego kochanego ministra Ziobro potrafią przesłuchiwać ludzi do momentu, w którym otrzymają odpowiednie zeznania wie chyba każdy z nas, więc dlaczego nie miałoby tak być w sytuacji Barbary K.?
Cała sprawa przypomina trochę samobójstwo Sekuły, który kilkakrotnie strzelił sobie w brzuch, pociągając za spust nawet wtedy gdy był już nieprzytomny. Nawet jeśli Barbara Blida rzeczywiście popełniła samobójstwo, to według wielu ludzi tym samobójstwem możemy śmiało obarczyć ABW i jej przełożonych…
Polska to Dziki Wschód?
“Słowo Polskie Gazeta Wrocławska” radzi: chcesz zarobić? Znajdź kawałek ziemi, choćby w centrum Wrocławia, i coś na niej zasiej. Ziemia nie musi być twoja. I tak dostaniesz dopłatę z Brukseli.
“To historia jak z westernu. To w takich filmach kowboje stawiali na polu cztery paliki i odtąd ziemia należała do nich” – drwi rolnik spod Lewina Kłodzkiego Tomasz Witkowski. Ale podobną historię przeżył naprawdę.
Wiosną ubiegłego roku kupił dziewięć hektarów pod Bardem. Postanowił, że będą tu łąki i pastwiska. Od Brukseli należy się za nie dopłata. Poprosił więc Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o wypłatę gotówki. Ale zamiast trawy, na ziemi wyrósł jęczmień. “Byłem zaskoczony, bo nie siałem tej rośliny” – zarzeka się pan Tomasz.
Szybko okazało się, że uprawę na jego polu założył sobie inny rolnik. I to właśnie jemu urzędnicy przyznali unijne dotacje. “Mimo, że to ja miałem akt notarialny i nie zgodziłem się, by ktoś korzystał z mojego terenu” – dziwi się gospodarz.
“Tłumaczyłem urzędnikom, że konstytucja gwarantuje poszanowanie własności. Ale w odpowiedzi usłyszałem, że dla nich ważniejsze jest unijne prawo” – opowiada.
Urzędnicy wypłacili pieniądze sąsiadowi pana Tomasza. A jemu samemu wymierzyli karę. Za to, że bezprawnie domaga się dotacji. Przez trzy najbliższe lata z kolejnych dopłat potrącą mu ponad pięć tysięcy złotych.
“Zgodnie z unijnymi przepisami, dopłata to zwrot kosztów poniesionych przez tego, kto uprawia ziemię” – tłumaczy dyrektor wrocławskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa Włodzimierz Główczyński. “Nie przysługuje właścicielowi pola, ale temu kto je użytkuje” – argumentuje rozmówca “Słowa Polskiego Gazety Wrocławskiej”.
W nasyzm kraju nawet najzwyklejsza dopłata do rolnictwa może być zaskakująca – nie ma to jak wykwalifikowani urzędnicy, którzy zamiast głów używają … w sumei sam nei wiem czego
Fiskus wyśledzi zarobki Polaków za granicą
Wielu pracujących legalnie w Wielkiej Brytanii Polaków chciałoby wrócić do kraju, ale boi się urzędników skarbowych. Ci zaś zapowiadają, że będą się przyglądać dochodom rodaków nawet za granicą – pisze “Rzeczpospolita”.
Urzędnicy skarbowi dowiadują się o zagranicznych zarobkach w różny sposób. Najczęściej kontrolują je wtedy, gdy podatnik wraca do kraju i kupuje mieszkanie czy ziemię. Ponieważ pojawia się pytanie, skąd miał pieniądze, kontrola jest pewna. Do jej przeprowadzenia prowokują też donosy.
Polski fiskus wymienia też informacje z urzędami skarbowymi innych państw. Nasze Ministerstwo Finansów już złożyło pierwsze zapytania do władz skarbowych Wielkiej Brytanii za 2006 r.
Tylko w Wielkiej Brytanii pracuje legalnie już prawie pół miliona Polaków. Do 1 stycznia 2007 r. każdy z nich, jeśli miał stałe miejsce zamieszkania w kraju, powinien płacić podatek dochodowy także w Polsce. Ze statystyk Ministerstwa Finansów wynika, że zrobił to tylko co piąty. Pozostali woleli nie ujawniać się i nie oddawać fiskusowi swoich oszczędności.
Prawo, które weszło po Nowym Roku, nie zwalnia z zapłaty podatku za poprzednie lata. Ktoś, kto zdecyduje się wrócić z zagranicy, powinien zatem złożyć zeznanie nie tylko za 2006 r., lecz także, jesli tego nie zrobił wcześniej, za lata ubiegłe. Nie ma co liczyć na abolicję podatkową – przestrzega “Rzeczpospolita”.
źródło – Rzeczpospolita
I ciekawy cytat mojego przyjaciela – “No to będą widzieli jak ludzie tu wrócą, jak ku*wa własne uszy bez lustra”
Cytat z bloga Ju
“Nie uciekalam przed Kaczynskimi, bo jeszcze ich u steru nie bylo, gdy mnie przyszlo tu przyjezdzac. Nie uciekalam przed zakazami aborcji, nienawiscia wobec Zydow, homoseksualistow i cyklistow, bo Zydowka ani lesbijka nie jestem, a na rowerze jezdze rzadko. Nie uciekalam nawet przed bieda, bo moze i zarabialam nedznie, ale zasuwajac na dwa etaty jakos tam wyrabialam, a i tak bylam szczesciara, ze te prace mialam, i ze mialam pomocnych rodzicow. Ja nie uciekalam OD, ale gonilam DO. Do doktoratu, do kraju swoich marzen, do nowosci. Teraz juz malo prawdopodobne, ze wroce, skoro mam szanse na godziwsze zycie tutaj. Poza tym okazuje sie, ze nie tylko swoje plany musze brac pod uwage – i kto wie, gdzie mnie jeszcze poniesie.
Trudno mi jest wiec sobie wyobrazic desperacje, jaka gonila depczac po pietach setki tysiecy moich rodakow, ktorzy uciekali PRZED – przed bieda zazwyczaj. Nikt mi nie wmowi, ze wielu jest takich, co uciekli, ‘bo u nas bija pedalow’. Takich jest garstka. Znakomita wiekszosc uciekla przed bieda, przed razacym ponizeniem ludzkiej godnosci w postaci pracy za wartosc dwoch par porzadnych butow miesiecznie. Ta znakomita wiekszosc to zwykli, prosci ludzie, nie rozumiejacy zawilosci ekonomicznych ani mow politykow. Ludzie, dla ktorych ojczyzna to rodzice, kumple z woja, dzioucha najladniejsza z calej wsi, co obiecala poczekac, zapach cyganskiej czosnkowej kielbasy, smak ogorkow kiszonych i kufel Tyskiego. I tak znakomita wiekszosc uciekla i nadal ucieka z mysla, ze zarobia na dom/wesele/samochod/ lokate, i wroca. Tymczasem wracac sie coraz mniej oplaca, bo a to podatki kaza placic takie, ze nic z zarobku nie zostanie, a to od nieudacznikow zwymyslaja, a to banki obnizyly oprocentowanie, a to czynsze urosly, samochod zdaje sie taniej kupic tutaj, ino kierownice ma nie po tej stronie… I tak kielbasy, piwo i dziewczyny, wyniuchawszy skad i dokad wieja wiatry, zamiast czekac, pojechaly na Wyspy, razem wszyscy tworzac mala namiastke ojczyzny w calkowicie obcym kulturowo srodowisku. Powyrywani ze swojej codziennosci, teskniacy, ale i rozzaleni. Oni nie maja tej dogodnosci, jaka ciesza sie wyksztalciuchy – internacjonalnego kodu komunikacyjnego, tym szerszego, im lepsze otrzymalo sie wyksztalcenie. Oni czuja sie obco – z biegiem lat i pokolen zapewne wszyscy wrosniemy w lokalny krajobraz etniczno-kulturowy jako staly jego element – ale teraz Polacy choruja z tesknoty, a zarazem nienawisci, majac wrazenie, ze instytucja panstwa polskiego wydarla im to, co bylo dla nich ojczyzna. Mowia z gorycza, niechecia i drwina o Polsce, bo wierza, ze to wina panstwa, ze nie moga tam byc. Mowia tez z gorycza, niechecia i drwina o Wyspach, bo nie moga sie tu do konca odnalezc.
A czyja to naprawde wina, ze wyjezdzaja? Nie wiem. Raczej nie Kaczynskich, jakkolwiek daleka jestem od bronienia obecnych rzadow. Ich wina jest jedynie to, ze nie potrafia zaproponowac nic, co by te sytuacje zmienilo, i ze robia wszystko, by nikomu, kto juz wyjechal, nie chcialo sie wracac. Czego zatem nie wybaczy Polsce ow czlowiek, ktory wysmarowal ten napis na parkanie w Edynburgu? Tego, ze musial wyjechac, tego, ze nie moze wrocic, tego, ze nie moze sie odnalezc? Chcialabym, zeby z czasem jednak wybaczyl. Nie ma sensu pielegnowac zalu i nienawisci. Z Kaczynskich sie posmiejemy, a potem oni sobie pojda. A czosnkowa kielbasa i kufel Tyskiego na zawsze pozostana pokarmem bogow. Amen.”
oryginał: http://ju.blox.pl/2007/04/Nie-wybacze-ci-Polsko.html
Przeczytałem to dziś, i chodź daleko mi do emigracji i związanych z nią przemyśleń, to jednak tekst bardzo refleksyjny i dający do myślenia…
Policja walczy z groźnymi przestępcami
Wczoraj skoro świt do 40 pokoi w koszalińskich akademikach zapukali policjanci. Szukali studentów, którzy nielegalnie ściągali pliki z internetowej sieci. – U mnie nie byli, ale u sąsiadów – mówi anonimowo jeden ze studentów, który mieszka w Domu Studenckim Politechniki Koszalińskiej.- Nikt się nie spodziewał tego nalotu. Tzn. było coś wiadomo, że będą szukać narkotyków, ale nie komputerów. W sumie, to nie wiemy, co będzie się dalej działo.
- Do mojego pokoju weszli o szóstej rano, ale kulturalni byli – mówi inny student. – Mnie zabrali jeden twardy dysk, koledze – dwa. Sąsiadom zabrali laptopy. Według mnie, to zwykła pokazówka. Niech się policja lepiej czepia za narkotyki.
Do akademików weszło prawie stu funkcjonariuszy, w tym Straż Graniczna z Darłowa oraz przedstawiciele Fundacji Ochrony Twórczości Audiowizualnej. Zatrzymali do wyjaśnienia trzech studentów – Piotra B., Mateusza P. i Grzegorza C. To oni zarządzali siecią internetową w akademikach.
- W ramach tej sieci udostępniono 35 terabajtów danych. Taką ilość danych można zmieścić przykładowo na 54 tysiącach płyt CD. Większość to były bezprawnie skopiowane utwory muzyczne, gry, filmy, programy – mówi Mariusz Łyszyk, rzecznik koszalińskiej komendy. Ponadto policjanci zarekwirowali 16 laptopów, serwer sieciowy oraz 60 dysków twardych. Teraz sprzęt będzie sprawdzany przez biegłych informatyków z komendy.
- Ze studenckiej sieci korzysta około tysiąca osób – mówi Łukasz Podsiadło, rzecznik Parlamentu Studenckiego PK. – Obecnie jesteśmy wszyscy pozbawieni dostępu do internetu, bez względu, czy ktoś korzystał z nielegalnych kopii, czy nie. To podobno potrwa przynajmniej dwa tygodnie. Wiele osób, którym zabrano komputery, pozbawiono cennych danych, projektów, prac magisterskich, które przygotowują. To dla nas tragedia. Nie wiemy, co z tym zrobić. Dzisiaj zajmiemy się sprawą na posiedzeniu Senatu.
- Wszystko odbyło się zgodnie z prawem – mówi prokurator Grzegorz Klimowicz. – Policjanci mają teraz obowiązek dostarczyć do prokuratury materiały do zatwierdzenia. A zapewne takie będzie, bo słyszałem, że akcja zakończyła się sukcesem.
Trzech studentów złożyło wczoraj wyjaśnienia i zostało wypuszczonych. – Wszyscy, którzy korzystali z pirackich nagrań i programów staną przed sądem. Podobne sprawy kończą się grzywnami – twierdzi Mariusz Łyszyk. Dodaje, że policjanci działali na podstawie nakazów wystawionych przez szefa komendy, a zgodę dał rektor ds. studenckich.
Tymczasem władze uczelni są… oburzone. – Wejście funkcjonariuszy do akademików to złamanie prawa. Policja naruszyła autonomię i suwerenność uczelni, zagwarantowane prawem i tradycją – twierdzi rektor prof. Tomasz Krzyżyński. Nie wyklucza interwencji u Komendanta Głównego Policji oraz zawiadomienia Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Jeśli złapią jeszcze trochę studentów ściągających nielegalne mp3 to przestępczość w kraju praktycznie zniknie – brawo dzielni funkcjoonariusze i prokuratura – trzeba walczyć z kryminalistami słuchającymi nielegalnych mp3… łapówki polityków, kradzieże samochodów, rozboje itp mogą przecież poczekać (a w dodatku ile to więcej pracy w porównaniu do wejścia do akademika…)
Ehh – Polska
Next Page »