W swoim nie krótkim już przecież życiu, co pewien czas inwestuję w siebie.

A to robię studia podyplomowe z administracji, albo doktoranckie z ekonomii, czy długotrwały, ale nowoczesny kurs tzw. edukatorów, z zakresu zarządzania jakością, zarządzania zmianą, czy nowoczesnego pomiaru dydaktycznego. A to jadę na krótkie stypendium po Niemczech, jak w 1995 roku, czy Stanach Zjednoczonych, po pracy w rządzie Premiera Buzka w roku 2000.

Właśnie tak postępuje całe swoje życie, w myśl prostej zasady, że aby „dawać”, trzeba mieć z czego, czyli trzeba „brać”. I to bez względu na to „komu” się daje, czy to rodzinie, czy poświęca się pracy zawodowej. Wynika to także z dobrego rozeznania własnych braków i słabości, które prowadzą do niepotrzebnych i kosztownych błędów.

Gdy „spadłem z wysokiego konia”, a może zszedłem, czy zostałem zrzucony, to wiedziałem, że właśnie przyszedł czas na inwestycje.

Nie mogę zmarnować najbliższych lat, muszę zdobyć nowe kwalifikacje i doświadczenia, muszę nadrobić posiadane braki, wchłonąć trochę nowej wiedzy i zdobyć nowe umiejętności.

Zdaję sobie sprawę, że można to robić wszędzie i uroczym Gorzowie i stołecznej Warszawie. Wszyscy jednak się chyba ze mną zgodzą, że najłatwiej zrobić to w Londynie.

Londyn to /dla mnie/ stolica świata, może na spółkę z Nowym Jorkiem, ale stolica. Miasto doskonale urządzone. Drogie, ale łatwe do życia. Nie przypadkowo londyńskie city mieści najważniejsze instytucje finansowe świata. W Londynie najszybciej i w najbardziej naturalny sposób można zdobyć nowe doświadczenia, dotknąć najstarszej, dobrze działającej demokracji, spotkać wspaniałych, mądrych ludzi, dostrzec kierunek rozwoju globalnego świata, poszerzyć własne horyzonty, spojrzeć z innego punktu widzenia na problemy naszego kochanego kraju i naszej kochanej Europy.

Chyba muszę to zrobić. Chyba nie mam innego wyjścia. Choć nie mam pewności, czy nie brzmi to zbyt egoistycznie.

 

źródło - blog Kazimierza Marcinkiewicza

Pytanie za 3 punkty - czyje to słowa: “Do UK wyjeżdżają nieudacznicy” ?
No i na koniec nowe motto kochanej IV RP “Nie mogę zmarnować najbliższych lat - jadę do Londynu“  :)