December 2006
Miesiąc
Najlepszy rok z ostatnich 17 lat
http://wiadomosci.onet.pl/1455782,11,1,1,,item.html
ciekawy cytat:
| Premier Jarosław Kaczyński ocenił mijający rok jako najlepszy spośród ostatnich 17 lat. |
Zdecydowanie polecam poczytać komentarze – najlepszy z nich według mnie naPiSała matka_kurka :
To był wyjątkowy rok, takiego nie mieliśmy od 17 lat, pierwszy raz od 17 lat do marszałka sejmu wpływa wnioske aby jezusa Chrystusa ogłosić królem, a na komendzie mozna zamówic taxi lub pizzę. Wszystko zaczęło się od kampanii partii zwanej żartobliwie prawem i sprawiedliwości, pod wdzięcznym tytułem `My dotrzymujemy słowa’. W ramach my dotrzymujemy słowa, jeśli mój brat zostanie prezydentem, ja nie zostanę premierem, premierem został atrakcyjny Kazimierz, pierwszy produkt medialny w Europie Środkowej. Rodzime Truman Show potrwało pół roku, w tym czasie w ramach my dotrzymujemy słowa w kwestii taniego państwa, powstało najwięcej w historii wolnej Polski nowych ministerstw i sekretarzy stanu, z ministerstwem śledzi i morza na czele, mamy najwięcej w historii Polski marszałków sejmu i senatu oraz 4 wicepremierów. Dwukrotnie TK zanegował ustawy przegłosowane w odstępie kilku miesięcy, co jest absolutnym rekordem. Mięliśmy w ciągu roku 3 rządy, w ramach tych samych partii 3 rodzaje koalicji, na trzech różnych pakietach `umów’, do tego dwóch premierów, pięciokrotnie był wymieniany minister finansów. Jeśli mój brat zostanie prezydentem, ja jednak zostałem premierem, ponieważ premier, który ma 78% poparcia społecznego był za słaby, wymieniliśmy go na premiera, który ma 33% poparcia, a premier który miał 78% poparcia przegrał wybory na prezydenta Warszawy.
Pierwszy raz od 17 lat Polska zobaczyła masówkę, 160 cm kompleksów spędziło słuchaczy radiowęzła z Torunia do stoczni i uroczyście przysięgało nie rozmawiać z Lepperem, po czym polazły i gadało, ale o tym za chwilę. Pierwszy raz od 17 lat w ministerstwie sprawiedliwości w randze wiceministra zasiadł sędzia stanu wojennego i w randze ministra koordynatora komunistyczny prokurator z lat 70. takiej kadry nie miał nawet Leszek Miller. Na fali rewolucji moralnej marszałkiem sejmu, a następnie premierem wybrano 4 krotnego recydywistę, członka powołanej przez SB grupy politycznej, na co dokumenty widział brat. Premiera recydywistę zdymisjonowano za warcholstwo, co było ewidentnym chamstwem, by następnie w nocy bez kamer tuż po projekcji filmu o JPII wskrzesić i wsadzić na szczyty władzy. Od 17 lat nie mieliśmy w rządzie koalicyjnym klubu, który w ponad 50% składa się z oskarżonych lub skazanych prawomocnymi wyrokami posłów, znajdziemy w IVRP odnowy moralnej, posła pedofila, posłankę skazaną za fałszowanie przepustek więziennych, europosła oskarżonego o gwałt, rodzimego posła oskarżonego o gwałt, jego żonę oskarżoną o defraudacje, posłankę, która zasłynęła, jako operatorka scen korupcyjnych, a następnie została skazana przez komisje etyki i ta sama komisja uniewinniła posłów korumpujących posłankę. Znajdziemy posła wyrzuconego z klubu PiS za jazdę po pijaku, jest poseł wywalony z SO za awantury w dyskotece, jest również poseł powołujący się na znajomości z ministrem sprawiedliwości w czasie egzekucji komorniczej, za co został wywalony z SO, cały ten kwiat polskiego parlamentaryzmu tworzy koalicyjne koło narodowo – ludowe.
Pierwszy raz od 17 lat minister sprawiedliwości 80% czasu pracy poświecił na konferencje, pierwszy raz minister pokazał społeczeństwu jak się niszczy dokumenty przy okazji sprawy politycznej, gdzie o 6.50 prokuratura wkroczyła do PZU, na wniosek posła Kurskigo, czlonka sztabu wyborczego PIS, który oskarżył Donalda Tuska o fałszerstwa polegające na kupowaniu bilbordów od PZU. Jak się okazało nie było ani jednego świadka potwierdzającego słowa Kurskiego, firma obsługująca PZU obsługiwała PIS, nie PO, a sędzia w tej sprawie był minister, który był szefem kampanii wyborczej PiS. Sprawę umorzono, poseł Kurski błaga na kolanach o ugodę. To samo ministerstwo sprawiedliwości, w ciagu roku zresocjalizowało Rywina, wypousciło jakubowska i jakubowskiego, łamiąc prawo aresztowało Wasacza, nie wyjaśniło ANI JEDNEJ ŚŁYNNEJ AFERY, łącznie z afera Rywina, którą obecny minister jako cżłonek komisji, pono rozwiązał w ułamku sekundy, tylko ówczesne władze blokowały śledztwa. Pierwszy raz od 17 lat rząd, który popierał lustrację zamknął do spólki z klerem usta księdzu Sakowiczowi, p[rezydent podpisał wadliwą ustawę lustracyjna, a następnie sam znowelizował ją do poziomu ustawy, która obowiązywała wcześniej. Nie złapano ani jednego członak układu, nie odebrano emerytury ani jednemu ubekowi, za to opluto wielu opozycjonistów, w tym nieżyjących jak Jacka Kuronia i uczynił to człowiek, który nie spędził ANI JEDNEGO DNIA W KOMUNISTYCZNYM WIEZIENIU, A W CZASIE STANU WOJENNEGO JAKO JEDYNY OPOZYCJONISTA Z KREGU WAŁĘSY SIEDZIAŁ U MAMUSI POD PIERZYNĄ. Na tym tle pokazuje się najbardziej czytelny podział w IVRP. Komuniście dzielą się na pisowych i pozostałych, z tym, ze pisowi tacy jak Gierek, Jasiński, Kryże, to dobrzy komuniści, pozostali są z układu. Z układu sa też wszyscy członkowie opozycji i media, z tym, że w tym wypadku ważny jest kontekst i przydatność `układowa’. Znany polityk opozycji najpierw dostał propozycję objęcia rządu IVRP, potem ogłoszono go morderca demokracji, by znów zaproponować mu miejsce w rządzie. Pierwszy raz od 17 lat rząd, który nie zrobił nic w kwestiach gospodarczych, nie wydał najmniejszego dokumentu, choćby najniższej wagi regulującego jakikolwiek obszar gospodarczy, okrzyknął się twórcą 1 punktowej inflacji i PKB na poziomie 5 pkt. Pierwszy raz szef kancelarii prezydenta, który wyleciał z niej za prowadzenie spółki z baronem SLD Nawratem, która to spółka jest ulubieńcem prokuratora, po kilku miesiącach karencji został szefem doradców premiera.
Pierwszy raz od 17 lat ministrem spraw zagranicznym jest kierowniczka magla, która nie odróżnia dwóch najważniejszych dla Polski traktatów regulujących stosunki z sąsiadami. Pierwszy raz od 17 lat 8 ministrów spraw zagranicznych, a więc wszyscy uznali polską politykę zagraniczną za szkodzącą i ośmieszająca kraj. Nigdy dotąd w historii 17 letnich zmagań z demokracja, prezydent nie odwołał spotkania na szczycie tłumacząc się rozwolnieniem wywołanym artykułem w niemieckim brukowcu. Nigdy dotąd polski premier nie żebrał o 4 minuty rozmowy z prezydentem USA by w jej trakcie oddać z wdzięczności 1000 polskich żołnierzy na misję `pokojowe’. Nie zdarzyło się od 17 lat aby polski premier musiał się tłumaczyć w Brukseli, że Polska nie jest krajem antysemickim, w którym króluje homofobia i nigdy podobnych tłumaczeń nie uznano za sukces dyplomatyczny. Nie zdarzyło się w wciągu 17 lat by prezydent wygłosił 2 minutowe orędzie, oznajmiając, że nie rozwiąże parlamentu. Nie było takiego przypadku by ministrem edukacji został szef organizacji, której obecni, przyszli lub byli członkowie pali pochodnie w kształcie swastyk, udawali kopulację z drzewem, oraz miedzy sobą. Nie pamięta Polska takiego przypadku, by członkowie koalicyjnego rządu, podawali rękoma weterynarzy środki wczesnooporonne przeznaczone dla bydła, kobietom zgwałconym przez innych członków. Nie miał nigdy miejsca taki przypadek by premier i prezydent z tytułami naukowymi tak kaleczyli język polski, mówiąc `włanczam’, `som’, `świętobliwość Biskup Rzyma’, oraz mlaskali, oblizywali wargi, odbijali w kułak, a pierwsza dama zasuwała do samolotu z reklamówką. To był najciekawszy rok od 17 lat, polskie władze w ciągu roku wykreowały i sprzedały taki wizerunek Polski, który świat pamięta z początku 19 wieku. W ciągu tego roku nasze stosunki z Niemcami, UE i Rosja zatoczyły koło i wróciły do czasów Układu warszawskiego i RWPG. W ciągu tego roku wystąpiła największa fala emigracji od czasów stanu wojennego. Z 3 mln mieszkań nie powstało ani jedno w ramach programu rządowego z setek kilometrów autostrad w przyszłym roku powstanie 6 km odcinek, stadionu narodowego w Warszawie nie będzie, ponieważ wygrał niewłaściwy kandydat. Cały ten dorobek nazywa się IVRP, której nie ma na żadnej mapie świata, a powstał ten twór chorej wyobraźni w efekcie rewolucji moralnej, która skalą, siłą i zapachem przypomina szambo spuszczone z Giewontu do Jastarni. To był rok bliźniąt na kaczych nogach, dziękujmy Bogu, że go przetrwaliśmy i prośmy, by już nigdy więcej dobry Bóg podobnych dowcipów nam nie robił, niech chociaż pierwsza dama kupi sobie torebkę, a I strateg solidny klej do protez, do gospodarki nie mieszajcie się jak przez ostatnie 12 miesięcy, a jakoś to przetrwamy braciszkowie bosy, partyzanci kwatermistrze, komisarze spółdzielczy, pionierzy, kołchoźnicy, rewolucjoniści moralni w walonkach.
Nic dodać, nic ująć
Jezus zostanie królem Polski?
Czy Sejm ogłosi Jezusa królem Polski? Projekt uchwały w tej sprawie złożyła marszałkowi Sejmu grupa 46 posłów z PiS, LPR i PSL.Według “Rzeczpospolitej”, która dotarła do projektu uchwały, sygnatariusze dokumentu nie chcą się z nim afiszować. Mimo, że projekt od kilku tygodni był gotowy, trzymali go w tajemnicy. Po ujawnieniu afer z neonazistami w LPR i molestowania w Samoobronie nie było politycznego klimatu do rozpoczęcia rozmów o Bogu.
- Boimy się, że podczas sejmowej dyskusji nad uchwałą zostaną splugawione największe świętości, mówi jeden z inicjatorów uchwały Artur Górski z PiS.
Jednak tuż przed świętami posłowie nabrali odwagi. Liczą, że krytykę opozycji złagodzi bożonarodzeniowy nastrój.
Inicjatorzy uchwały przekonują, że za nadaniem Chrystusowi tytułu Jezus Król Polski przemawiają argumenty historyczne i teologiczne.
Projekt uchwały będzie przedstawiony do zaopiniowania Konferencji Episkopatu Polski; nastąpi to niezwłocznie – deklaruje marszałek Jurek. Abp. Marian Gołębiewski, który o inicjatywie poselskiej dowiedział się od “Rzeczpospolitej” popiera pomysł ale podchodzi do niego nieufnie. – To bardziej dziedzina Kościoła niż poselska – mówi.
Zdaniem przewodniczącego SLD Wojciecha Olejniczaka taka uchwała jest próbą wprowadzenia państwa wyznaniowego.
Stefan Niesiołowski z PO powiedział reporterowi INTERIA.PL, że “jest to przykład uchwały, która ośmiesza Kościół, religię i parlament”.
Chrystusowi nie jest potrzebna deklaracja Sejmu, że jest królem naszych serc – powiedział bp Tadeusz Pieronek, odnosząc się do projektu grupy posłów. Zdaniem abpa Sławoja Leszka Głódzia, posłowie nie powinni zajmować się sprawami należącymi do Kościoła, a raczej “modlić się i pokutować”. Abp Józef Życiński uważa, że propozycja jest “absolutnie niemożliwa do przyjęcia”.
Jeśli mielibyśmy zmienić prezydenta na króla Jezusa to byłbym za … ale, że zapewne posłowie nie przewidzieli takiej opcji (chodziaż z LPR to cholera wie
), więc znowu będą się z nas w świecie śmiali i tyle będzie z kolejnego projektu ustawy – za który my podatnicy płącimy naszym rządzącym
Kontakty obywatela z władzą…
Dostałem dziś na meila bardzo ciekawy artykuł – niestety nie znam autora
Dwa tygodnie po wyborach samorządowych postanowiłem skontaktować się z nowymi radnymi. Jako “szary obywatel” zgłosiłem się do nich ze sprawami uniwersalnymi, których problematyka pasowałaby do każdego polskiego miasta. Postanowiłem wysłać maile do co najmniej trzech radnych z każdego z dziesięciu największych miast. Niestety… Radni Krakowa, Katowic, Łodzi i kilku innych miast wolą pozostać anonimowi. Czasem na stronach urzędów miejskich nie można znaleźć nie tylko kontaktu do nich, ale nawet ich nazwisk. Czemu politycy ukrywają się przed tymi, którzy oddali na nich głosy, spytałem socjologa polityki, profesora Jacka Raciborskiego. – To jest zdumiewające, takie zachowanie jest sprzeczne ze standardami demokracji. W USA politycy korespondują z wyborcami, sami wysyłają do nich tysiące wiadomości – mówi profesor.
W końcu udało mi się znaleźć adresy mailowe radnych z czterech dużych polskich miast. Niekoniecznie tych radnych, z którymi chcieliby porozmawiać przeciętni obywatele. Spośród warszawskich radnych dwa tygodnie po wyborach tylko jeden udostępnił kontakt do siebie na stronie internetowej urzędu miasta. Szczecińscy rajcy byli bardziej skorzy do internetowego dialogu z wyborcą. Przynajmniej teoretycznie, bo na maila żaden z nich nie odpowiedział. O przyczyny spytałem dyrektora biura rady. Nie wiem, czemu radni nie odpowiedzieli na Pana e-mail. Pana zapytanie przekażę radnym. Pozdrawiam A. Bartczak – przeczytałem w wiadomości. Kto jednak, jeśli nie szef biura radnych ma znać odpowiedź na pytanie, dlaczego ci nie chcą z wyborcą rozmawiać?
Zachęcam do dyskusji
Tylko radni Gdyni jak jeden mąż odpowiedzieli na wszystkie moje pytania. Pierwsze dotyczyło oświaty, drugie banalnego problemu psich kup. Gdyńscy rajcy nie tylko poważnie potraktowali te kwestie, ale zachęcili mnie – “szarego obywatela” – abym, jeśli mam jakieś pomysły, podzielił się nimi. Zachęcam do dyskusji i kontaktu, jeśli zna Pan jakieś przykłady działań, które przybliżyłyby nas do rozwiązania problemu – zapraszam do kontaktu – napisał w mailu radny Marcin Wołek. Reszta zapewniła, że kwestia ta zostanie podjęta na spotkaniu odpowiedniej komisji. O to, dlaczego część kolegów z innych polskich miast niemal ukrywa się przed wyborcami, postanowiłem spytać innego szczecińskiego radnego. – Niestety trudno mi się odnieść do Pańskich uwag co do lekceważenia wyborców przez innych radnych czy posłów – mówi Marek Łucyk. – Bardzo miło jest jednak słyszeć, że gdyńscy radni bez względu na partyjną przynależność reagują na pytania wyborcy.
Najszybciej odpowiedział jednak Andrzej Golimont, jedyny warszawski radny, którego adres można było znaleźć wkrótce po wyborach. Pardon. Odpowiedziała mi automatyczna mailowa sekretarka: Serdecznie dziękuję za list. W ciągu kilku godzin zapoznam się z jego treścią i odpowiem. Godzin minęło nie kilka, ale dwieście kilka, a wiadomość od radnego nie nadeszła. Podobnie jak od żadnego z trzech płockich włodarzy, do których napisałem. Już oficjalnie, jako dziennikarz, zadzwoniłem do jednego z nich – wiceszefa płockich rajców Arkadiusza Iwaniaka. Od nieco zmieszanego radnego usłyszałem takie oto wyjaśnienie: – Do wtorku nie miałem pewności, że mam ten sam adres. Zresztą częściej sprawdzam prywatną pocztę. Naprawdę nie wiem, dlaczego nie patrzyłem na nowe wiadomości. Dzisiaj na pewno to sprawdzę. Warto zaznaczyć, że od momentu gdy wysłałem maila do radnego do chwili naszej rozmowy telefonicznej minęło 10 dni.
@sejm.pl
Na szczęście adresy mailowe polskich parlamentarzystów jest dużo łatwiej zdobyć niż większości radnych. Wystarczy wpisać imię, kropkę i nazwisko posła, po czym dodać “@sejm.pl”. I takim oto sposobem udało mi się wysłać maile do sześciu parlamentarzystów trzech sejmowych klubów. Jako “szary obywatel” tym razem wystąpiła też moja koleżanka. Z każdego klubu wybrałem jedno nazwisko znane i jedno mniej popularne. Moją wiadomość otrzymali posłowie PiS Tadeusz Cymański i Zbigniew Dolata, Samoobrony Danuta Hojarska i Hubert Costa oraz PO Joanna Fabisiak i Waldy Dzikowski. Odpowiedział tylko ostatni za pośrednictwem swojego asystenta. W odpowiedzi, którą dostała moja koleżanka – młoda matka zaniepokojona, że liberalny rząd PO zniesie ulgi na dzieci – mogła przeczytać: Dziękuję za Pani email, jego treść przekażę niezwłocznie posłowi Dzikowskiemu. (…) Pragnę zapewnić, że intencją Platformy jest stworzenie systemu opieki pozwalającej również młodym matkom wychowywać dzieci bez kolizji z ich ambicjami zawodowymi i edukacyjnymi…
Niestety reszta parlamentarzystów, do których trafiły maile, nie raczyła nawet odpowiedzieć na nie w równie lakoniczny sposób. Co więcej, nie odezwała się też posłanka Joanna Fabisiak, która na swej stronie internetowej zapewnia: Proszę o zgłaszanie zagadnień, które Państwa zdaniem powinnam poruszyć na forum Sejmu poprzez wniesienie projektu ustawy, interpelacji, zapytania poselskiego lub pytania w sprawach bieżących. Zachęcam Państwa także do przesyłania mi uwag i opinii drogą mailową. Zachęta poskutkowała, lecz odpowiedzi brak. Tak jak od posłów Samoobrony i PiS-u. Oczywiście zawsze można tłumaczyć to faktem, że “szary obywatel” może pojawić się na ich dyżurze i otrzymać wszelkie potrzebne informacje. Tylko czemu w takim razie ma służyć poczta elektroniczna, której adresy “wiszą” na stronie Sejmu?
Władza dla ludu czy lud dla władzy?
O lekceważące podejście polityków do wyborcy spytałem doktora Macieja Kryszczuka, specjalistę od politycznego PR-u. – W Polsce kultura polityczna jest na najniższym poziomie. Relacja bezpośrednia między wyborcą a jego reprezentantem nie jest w naszym kraju praktykowana. Nowych radnych da się usprawiedliwić, bo dopiero wchodzą w swoje role. Parlamentarzyści mają jednak 12 tysięcy złotych na prowadzenie biura i ktoś z niego powinien na maile odpowiadać – twierdzi Maciej Kryszczuk. Najciekawsze jest jednak to, że nie tylko posłowie, ale i radni lekceważą wyborców, a to przecież oni powinni być najbliżej ich problemów. To oni dokładnie wiedzą, jak wyglądają ich dzielnice i jakie zmiany ułatwiające życie przydałyby się w mieście.
Rzadko zdarza się usłyszeć od polityka sentencję, której autorem jest Marek Łucyk: – Jak mógł się Pan przekonać, z mojej strony zawsze udzielam odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. Jeżeli widzi Pan potrzebę spotkania, proszę o kontakt. Jeszcze rzadziej zdarza się, że jest to prawdą, a szkoda. Bo politycy szkodzą tym przeciętnemu obywatelowi czy miastu. Niestety nie zdają sobie sprawy, że szkodzą też sobie. Jak mówi doktor Kryszczuk: – Wpływa to na wizerunek polityka, o ile zostanie nagłośnione. Oni są wybrańcami narodu, więc jeśli naród się do nich zgłasza, to powinni zareagować. Profesor Raciborski dodaje: – To jest sprzeczne z ich interesem wyborczym. Nawet nie myślą o reelekcji. W dojrzałych demokracjach zaczynają nad tym pracować tuż po wyborach.