November 2006


Z kraju 29 Nov 2006

Kampania zachęcająca do naturalnych metod antykoncepcji trafi do telewizji, radia i szkół. Wielką promocję kalendarzyków małżeńskich przygotowało Ministerstwo Zdrowia. O pigułce antykoncepcyjnej czy prezerwatywie nie będzie ani słowa

Marian Piłka, poseł PiS chce, by na opakowaniach z pigułkami antykoncepcyjnymi pojawiło się ostrzeżenie “niebezpieczne dla zdrowia”.
ZOBACZ TAKŻE
Szwecja będzie finansować aborcje Polek? (29-11-06, 13:09)
Młodzieżowy telefon zaufania do rozmów o seksie (23-11-06, 21:05)
Klauzula “niebezpieczne dla zdrowia” na lekach antykoncepcyjnych? (10-11-06, 00:00)
POSŁUCHAJ
TOK FM: Ministerstwo Zdrowia promuje kalendarzyki małżeńskie (28-11-06, 12:35)
- To tylko edukacja, a nie nawoływanie do krucjaty – uspokaja wiceminister Bolesław Piecha (PiS).

Kampania będzie nowoczesna w formie (choć niekoniecznie w treści). W telewizji i radiu pojawią się spoty reklamowe, a do lekarzy trafią płyty CD i broszury. Za kilkadziesiąt tysięcy euro ministerstwo będzie promować naturalne metody planowania rodziny.

Najważniejszą grupą odbiorców jest młodzież i nauczyciele. Praktycznie do wszystkich szkół powyżej podstawówek trafi w 2007 r. 14 tys. kopii filmu edukacyjnego o metodach naturalnych.

Dlaczego tylko o nich? Paweł Trzciński, rzecznik ministerstwa, przekonuje, że do tej pory “preferowało się metody chemiczne”. Stąd zmiana: – Kampania ma dać szansę innym poglądom. Przecież mamy wolność światopoglądową.

Ale te “inne” poglądy są już od pewnego czasu “preferowane”. Ofensywę przeciw nienaturalnym metodom prowadzi Marian Piłka (PiS). Chce, by na opakowaniach z pigułkami antykoncepcyjnymi pojawiło się ostrzeżenie: “niebezpieczne dla zdrowia”.

Siłą swego autorytetu wsparła go Anna Sobecka (RLN), przewodnicząca komisji rodziny i praw kobiet. Twierdzi, że szkodliwe dla zdrowia są nawet prezerwatywy.

Kampania jest dzieckiem Krajowego Zespołu Promocji Naturalnego Planowania Rodziny, który działa przy ministrze zdrowia pod kierownictwem prof. Bogdana Chazana.

Chazan to dyrektor warszawskiego Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny (przy ul. Madalińskiego), a ostatnio zdeklarowany przeciwnik aborcji. Był krajowym konsultantem ds. położnictwa i ginekologii w rządzie AWS, wspierał wtedy naszą akcję “Rodzić po ludzku”.

Wiceminister ds. rodziny w Ministerstwie Pracy Joanna Kluzik-Rostkowska o planowanej kampanii dowiedziała się od nas: – Nie mam nic przeciw temu, by młodzież dowiedziała się jak najwięcej o naturalnych metodach antykoncepcji, ale nie można zapominać, że są i inne metody. Nie popieram tego, by młode dziewczyny faszerowały się środkami hormonalnymi, ale pomijanie pigułek w akcji edukacyjnej to fałszowanie rzeczywistości. Dobrze przynajmniej, że w szkołach w ogóle zacznie się mówić o antykoncepcji.

Wiceminister zdrowia Bolesław Piecha: – Inne niż naturalne środki reklamują firmy farmaceutyczne, dlaczego jeszcze miałoby to robić państwo?

Ale i on jest zdziwiony, że kampania wejdzie do telewizji: – Myślałem, że chodzi tylko o szkoły.

Tymczasem zdaniem Elżbiety Stryjakowskiej, dyrektorki VII LO i gimnazjum dwujęzycznego w Poznaniu, szkoła powinna przede wszystkim promować odpowiedzialność, a nie którąś z metod antykoncepcji: – Młodzież sama musi dokonać wyboru, ale by podjąć decyzję, musi mieć rzetelną wiedzę o wszystkich sposobach planowania rodziny. Udawanie, że nie ma innych metod niż naturalne, da efekt odwrotny do planowanego.

Prof. Magdalena Środa, etyk, ironizuje: – Jakie będą te spoty? Czy zobaczymy badanie śluzu? Byłby to prawdziwy akt. Akt przełamywania pruderii Polaków.

Rzecznik Trzciński jeszcze nie potrafi wyobrazić sobie reklamówek, ale jest spokojny, że forma będzie odpowiednia.

- Ta kampania to skandal, przykład ideologicznego podejścia do seksualności – mówi już na poważnie Środa. – Widzę w tym podejście właściwe partiom narodowym: żeby kobiety rodziły jak najwięcej dzieci, bo przecież metody naturalne, choć nieszkodliwe, są mało skuteczne. Niedopuszczalne w XXI wieku jest promowanie ich przez państwo “na wyłączność”. Młodzi ludzie powinni dowiadywać się w szkole, że są metody naturalne – mało skuteczne, ale zgodne z nauką Kościoła – i są pozostałe metody – skuteczniejsze, ale przez Kościół nieakceptowane – mówi Środa.

Plan ministerstwa nie podoba się opozycji. – Dlaczego ministerstwo ma się zajmować edukacją seksualną? Czy niestosowanie kalendarzyka stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia? – dziwi się posłanka Elżbieta Radziszewska (PO) z sejmowej komisji zdrowia.

Wskaźnik Pearla mierzy odsetek ciąż w grupie 100 kobiet stosujących przez rok daną metodę antykoncepcji. Przy zwykłym stosowaniu naturalnych metod wskaźnik sięga 20 (tyle rocznie jest nieplanowanych ciąż wśród 100 kobiet). Przy perfekcyjnie prowadzonej obserwacji owulacji wskaźnik spada do 3, a przy dokładnym stosowaniu metody objawowo-temperaturowej nawet do 2 (dwie ciąże rocznie na 100 kobiet). Ale i wtedy skuteczność metody naturalnej jest 10 razy mniejsza niż w przypadku pigułek antykoncepcyjnych (wskaźnik waha się od 0,1 do 0,3).

Według tegorocznego badania Millward Brown SMG/KRC prawie 20 proc. kobiet nie stosuje antykoncepcji. Najczęściej stosowaną przez kobiety metodą jest prezerwatywa (33 proc.), pigułka doustna (21 proc.) oraz stosunek przerywany (17 proc.). 12 proc. kobiet stosuje metodę naturalną w postaci kalendarzyka, a 4 proc. termiczną.

 

 

 Czy tylko ja mam wrażenie, ze gdy cały świat pędzi do przodu to nasz kochany kraj się cofa w rozwoju? :/

Z kraju 25 Nov 2006

Poruszenie wśród komorników i windykatorów wywołał przyjęty w tym tygodniu projekt nowelizacji ustawy o komornikach i egzekucji. – Firmy windykacyjne, które się rozpleniły w Polsce, są w dużej mierze związane ze środowiskami przestępczymi. Mieliśmy tutaj do czynienia z tolerowaną patologią, i to bardzo ciężką – twierdzi premier Kaczyński.

Firmy windykacyjne są zszokowane. – Chętnie zaprosimy pana premiera do Kruka, aby na własne oczy zobaczył, jak funkcjonuje firma windykacyjna – komentuje rzeczniczka firmy Kruk Iwona Słomska. Według niej szefa rządu zaskoczyłoby to, że pracują tu głównie młode kobiety z wyższym wykształceniem.

- Z wypowiedzi premiera wynika, że osoba prowadząca zgodnie z prawem działalność gospodarczą jest kojarzona bez żadnych dowodów ze strukturą przestępczą – oburza się Lech Pilawski, dyrektor generalny Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych “Lewiatan”.

Jednak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro reklamuje projekt jako “wielki prezent dla polskich przedsiębiorców”. Przekonuje, że będą oni mogli o wiele skuteczniej ścigać swoich dłużników, co zwiększy bezpieczeństwo obrotu gospodarczego.

Jak ministerstwo zamierza osiągnąć taki efekt?

Komornicy mają zarabiać mniej. – Zamiast 15 proc. całej odzyskiwanej kwoty komornik będzie miał prawo do 15 proc. od odzyskanej przez niego części – tłumaczy premier i minister Ziobro.

Problem polega na tym, że tak… jest już dzisiaj. – Komornik zawsze pobierał opłatę egzekucyjną tylko od kwoty wyegzekwowanej od dłużnika. Komornik, który nie ściągnie żadnej kwoty, nie otrzymuje żadnej opłaty – denerwuje się Iwona Karpiuk-Suchecka, rzecznik prasowy Krajowej Rady Komorniczej. KRK wykupiła nawet ogłoszenia w czwartkowej prasie, prostując ich zdaniem nieprawdziwą informację podaną przez Kaczyńskiego i Ziobro. Rada domaga się sprostowania od Ministerstwa Sprawiedliwości.

Proponowane przepisy zakładają wzrost liczby komorników – tego pomysłu nikt nie krytykuje. Obecnie w Polsce działa ponad 600 kancelarii komorniczych. We Francji jest ich 3,6 tys., w Niemczech – 4 tys.

Rząd planuje także zlikwidowanie rejonizacji. Wierzyciele będą mogli wybrać dowolnego komornika w Polsce (wyjątkiem ma być egzekucja nieruchomości). Obecnie każdy komornik ma swój rewir i nie może wyjść poza jego teren. Rząd liczy, że dzięki tej zmianie komornicy zaczną konkurować między sobą, a wówczas na rynku pozostaną najskuteczniejsi z nich. To rozwiązanie popiera Lech Pilawski z Lewiatana: – To przyspieszy dochodzenie roszczeń, bo wierzyciel nie będzie związany z rewirem, będzie mógł wybrać najbardziej skutecznego komornika.

Zniesienie rejonizacji podoba się również firmom windykacyjnym. Jak przyznają w nieoficjalnych rozmowach, pozwoli im to na “wynajęcie” komorników przede wszystkim na własne usługi.

Jednak komornicy protestują przeciw zniesieniu rejonizacji. Przekonują, że przepis pozwalający komornikowi działać w całym kraju pozbawi ludzi prawa do obrony. Dłużnik nie będzie miał dostępu do akt, gdy egzekucję prowadzi komornik z odległego miasta. Takie rozwiązania “doprowadzą do chaosu w egzekucji, stanowią zagrożenie korupcyjne, a strony postępowania nie będą wiedziały, który komornik jest właściwy do prowadzenia danej sprawy” – ostrzega w specjalnym oświadczeniu Gabriel Pietrasik, prezes Krajowej Rady Komorniczej. Zdaniem Pietrasika może to doprowadzić do wydłużenia postępowania.

A już dzisiaj na odzyskanie długu w Polsce przedsiębiorcy czekają średnio blisko tysiąc dni – wynika z ostatnich badań Banku Światowego. To dłużej niż w Albanii i Kazachstanie. Na egzekucję czeka prawie 2 mln decyzji.

Komornikom nie podoba się również zapis, który zmusza ich do przyjęcia każdej sprawy do rozpatrzenia. Według rzeczniczki KRK to może doprowadzić wielu komorników do bankructwa. Powód? Komornicy mają ogromną liczbę spraw, które pochłaniają czas i pieniądze, a nic z nich nie wychodzi – sprawy o alimenty, należności na rzecz skarbu państwa czy kary za jazdę bez biletu.

- Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, komornicy będą takie niewygodne sprawy po prostu magazynować pod biurkiem – uśmiecha się przedstawiciel jednej z firm windykacyjnych. Jego zdaniem ministerstwo niepotrzebnie usiłuje zrównać komorników, którzy są funkcjonariuszami publicznymi, z kancelariami adwokackimi nastawionymi w sporej części na zarabianie pieniędzy.
 

No to Albania i Kazachstan nas na tym polu pobiły – super… :?

Z kraju 13 Nov 2006

W Warszawie w cieniu liderów odbył się inni, nieco komiczny pojedynek. Kto zdobędzie więcej głosów: legendarny lider Pomarańczowej Alternatywy “Major” Fydrych, czy ultraprawicowy Wojciech Wierzejski z Ligi Polskich Rodzin?
Tego pierwszego popierali studenci i inni miłośnicy undergroundowych happeningów zrzeszeni w komitecie Gamonie i Krasnoludki. Tego drugiego rządząca partia i wicepremier Giertych. Wierzejski prowadził też widoczną kampanię reklamową w mediach.

Według informacji z 20:40 na Wierzejskiego głosowało zaledwie 0,3 procent mieszkańców stolicy, ‘Major’ Fydrych miał 0,5 procent. Na radość jednak zbyt wcześnie. Błąd statystyczny w sondażach przekracza 2,5 procent.

Waldemar Fydrych ps. Major, lat 53 Wykształcenie wyższe, miejsce zamieszkania – Toruń, nie należy do partii politycznej. Inicjator i przywódcą happenerskiego ruchu Pomarańczowa Alternatywa. Jest znany głównie dzięki tej działalności w latach 80. Później wielokrotnie bez skutku startował w różnych wyborach.

Wojciech Wierzejski, lat 30 wykształcenie wyższe, miejsce zamieszkania – Warszawa, zgłoszony przez KW Liga Polskich Rodzin, popierany przez Ligę Polskich Rodzin, członek Ligi Polskich Rodzin. Poseł LPR. Ukończył Wydział Filozofii i Socjologii UW. Od 1993 r. członek Młodzieży Wszechpolskiej. Sekretarz klubu poselskiego, od marca 2006 wiceprezes LPR. Wierzejski słynie z barwnego języka: wzywał do bojkotu “Gazety”, zarzucał stalinowskie metody “Naszemu Dziennikowi”, ostro atakował PiS, wzywał do dyskryminacji homoseksualistów, zrównywał ich z pedofilami.

 

 

Swoją drogą – ciekawy pokaz siły młodych ludzi :)

Z kraju 1 Nov 2006

Przeczytałem sobie właśnie ciekawy artykuł na jednym z portali motoryzacyjnych i podzielę się nim z Wami…

Obecnie Ministerstwo Finansów wraz z Ministerstwem Transportu przygotowuje szczegóły oddłużenia spółki PKP Przewozy Regionalne. Co ta wiadomość ma wspólnego z kierowcami? Na spłatę 2 mld zł długów pójdą środki z Funduszu Kolejowego, a Fundusz ten stworzą między innymi wpływy z opłaty paliwowej zawartej w cenie benzyny. A więc kierowcy zrzucą się na kolej.

Wcześniej opłata paliwowa, będąca swoistym haraczem pobieranym od każdego kierowcy, miała iść w całości na budowę i modernizację dróg, jednak w zeszłym roku kolejarze wylobbowali, by jej część przeznaczyć na modernizację linii kolejowych. Autorzy tego pomysłu wykombinowali sobie teorię, że jeśli lepiej i szybciej będzie się jeździć pociągami, to wielu kierowców przesiądzie się do nich ze swoich aut i w ten sposób odciąży drogi. Wyjątkowo kuriozalna logika. To mniej więcej tak, jakby obok wódki w Monopolu sprzedawać mleko i twierdzić, że wtedy Polacy przestaną pić.

Posłowie też chcą się wykazać. Pracują właśnie nad projektem ustawy o drogowych spółkach specjalnego przeznaczenia. Mają one budować w Polsce szybkie drogi i autostrady. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że ów projekt przewiduje, że spółki te będą mogły pobierać od kierowców opłaty za przejazd mostami i tunelami.

Opłatę określono, w zależności od kategorii samochodu (czyli jego wagi), w wysokości od 4 do 9 zł. Kierowcy samochodów osobowych będą musieli zapłacić za przejazd mostem 5 zł, a tunelem 10 zł. Za tunel więcej bo jest głębiej. Ale jak most będzie bardzo wysoki to opłata może być wyższa?

Myto pobierałyby nowe spółki. Ale dotyczy ono tylko przejazdu tymi mostami, które znajdują się na drogach krajowych zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. A tych jest w całej Polsce 3690.

Ustawa nie precyzuje, czy trzeba będzie płacić myto za przejazd już istniejącymi mostami, czy takimi, które dopiero powstaną. Mówi jedynie o mostach znajdujących się na drogach krajowych. Jeżeli zapis ten wejdzie w życie, nowo powoływane spółki drogowe będą mogły zacząć pobierać opłaty również za przejazd mostami i tunelami już istniejącymi.

Posłowie zwykle wymyślają różne rzeczy. Teraz biorą się za temat dyżurny, czyli jak załatać dziurę budżetową, z czego nic nie wyniknie, poza tym, że złupią kieszenie kierowców. Budżet i tak się nie domknie, a pieniądze jak zwykle roztrwonią. Nie wiedzą, że nie ma dobrych podatków. Są tylko złe i jeszcze gorsze. A dla kierowców chyba lepiej, żeby poseł nie myślał.

 

Z ostatnim zdaniem zgadzam się niestety w 100% :(