October 2006
Miesiąc
Gimnazja damskie i męskie…
Ministerstwo Edukacji rozważa możliwość podziału gimnazjów na męskie i żeńskie – dowiedziała się IAR. To reakcja na narastającą falę przemocy, w tym ostatnie wydarzenia w gimnazjum w Gdańsku.
Po samobójstwie 14-letniej Ani rozgorzała dyskusja nad zmianami w gimnazjach. Według informacji IAR, resort edukacji będzie forsował koncepcję rozdziału na szkoły męskie i żeńskie. Jej autorem jest wiceminister Mirosław Orzechowski. “To byłaby dobra droga, aby w tym burzliwym momencie życiowym była wewnętrzna refleksja i żeby wstępne kroki w dorosłość odbywały się w spokojniejszej aurze” – tłumaczy Orzechowski w rozmowie z IAR.
Wiceminister edukacji przyznaje też, że podział gimnazjów tylko częściowo rozwiąże problemy gimnazjów. “Ja nie jestem naiwny. To nam nie rozwiąże prostytucji wśród dziewcząt w tym wieku i nie zapobiegnie w stu procentach podobnym tragediom jak ta w Gdańsku” – dodaje Orzechowski.
My już nawet nei stoimy w miejscu z rozwojem – my się po prostu cofamy
A może wróćmy do systemu szkolnictwa ze średniowiecza?
Poboru do wojska nie będzie
Ok. 2012 r. w Polsce może być wprowadzona armia w pełni zawodowa – zapowiedział prezydent Lech Kaczyński.W wystąpieniu do żołnierzy w Centrum Szkolenia na Potrzeby Sił Pokojowych w Kielcach-Bukówce prezydent powiedział, że armia musi liczyć co najmniej 150 tys. żołnierzy.
O tym, że taka decyzja zostanie podjęta dowiedział się “Dziennik”.
Wśród liczby wymienionej przez Lecha Kaczyńskiego będzie więcej żołnierzy zawodowych i na kontraktach, aż 120 tys.
Pozostałe 30 tys. po intensywnym szkoleniu podpisze specjalne umowy i trafi do rezerwy. Jeśli państwo będzie ich potrzebowało – założą mundury, tak jak amerykańska Gwardia Narodowa. Całkowicie zniknie przymusowy pobór do wojska. Wszyscy żołnierze mają być ochotnikami, a nie ludźmi zmuszanymi do służby – podkreśla gazeta.
Według szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Władysława Stasiaka, “koniec 2009 roku jest datą realną” na wyjście ostatnich poborowych z wojska, ale termin ten może zostać przesunięty.
- Data – koniec 2009 roku – jest datą realną, ale jeżeli wyniknie z planowania, które będzie przeprowadzone w szczególności w MON w tym zakresie, że to będzie np. połowa roku 2010, to bym się nie kłócił o miesiąc czy pięć – powiedział Stasiak dziennikarzom w piątek w Kielcach.
- Na razie pan prezydent mówi: rozumiem, że realnie by to było, że to może nastąpić na przykład na przełomie 2009 i 2010 roku. Jeżeli z oceny sytuacji, którą zaprezentuje minister obrony panu prezydentowi wyniknie, że trzeba to przesunąć o rok – półtora, to myślę, że gra jest warta świeczki – oznajmił.
Zmiany mają nastąpić po to, żeby nasze wojsko było nowoczesne, sprawne, przygotowane profesjonalnie na każdą okazję. – Armia zawodowa ma większą siłę uderzeniową. Żołnierz, który jest szkolony latami, który kocha to rzemiosło, jest nieporównywalnie bardziej wartościowy niż żołnierz służby zasadniczej – tłumaczy minister obrony Radosław Sikorski. Prezydent będzie mógł przywrócić pobór tylko w sytuacji wyjątkowej.
A z tego co pamiętam to miesiąc temu ten sam Prezydent wywołał burzę oświadczając, że będą duże pobory…
Krewni i znajomi Hojarskiej na liście Samoobrony
Na liście wyborczej Samoobrony w woj. pomorskim faktycznie są trzy Hojarskie – Magda, Anna i Danuta (ale nie ta znana z Sejmu). Do tego krewni i znajomi posłanki noszący inne nazwiska – od siostrzenicy po masażystę i jasnowidza.
Rządząca pomorską Samoobroną posłanka Danuta Hojarska umieściła wśród kandydatów do samorządu cztery bliskie krewniaczki. Do polityki wkracza w ten sposób jej 22-letnia córka Magdalena, studentka stosunków międzynarodowych. Kilka miesięcy temu posłanka zatrudniła ją w swoim biurze (staż finansowała Unia Europejska). – Taki staż świetnie przygotował córkę do pracy w samorządzie – mówi Hojarska.
Kolejną Hojarską jest 52-letnia mieszkanka wsi Słonowice pod Słupskiem. Mandat ma praktycznie pewien, bo nosi to samo imię co posłanka. Danuta Hojarska numer dwa to szwagierka parlamentarzystki (żona brata jej nieżyjącego męża), była księgowa.
Trzecia Hojarska ma na imię Anna i mieszka we wsi Ostaszewo na Żuławach. 60-letnia kandydatka jest emerytowaną rolniczką, drugą szwagierką posłanki.
Czwarta krewna to siostrzenica – 28-letnia Katarzyna Figiel.
Na liście są też bliżsi i dalsi znajomi posłanki.
Doktor Mahmed Totongi pomagał Hojarskiej zwalczyć bóle kręgosłupa. Z czasem zaczął się pojawiać na partyjnych uroczystościach Samoobrony.
Krzysztof Jackowski to jasnowidz, z którego usług posłanka korzystała w 2002 r. w czasie poszukiwań zaginionego męża. Ciało męża znaleziono w innym miejscu, niż wskazał Jackowski.
Żuławską wioskę Ostaszewo reprezentuje na liście jeszcze koleżanka córki Hojarskiej – 22-letnia Monika Maszota.
W Pomorskiem Samoobrona blokuje się z PiS i LPR, więc szanse kandydatów Hojarskiej znacznie wzrastają.
- W wyborach wszystkie chwyty reklamowe są dozwolone – śmieje się Stanisław Serwin, wiceszef pomorskiej Samoobrony, kierowca i najbliższy przyjaciel posłanki Hojarskiej. – Poza tym te wszystkie Hojarskie wiele sobą reprezentują, to nie są w żadnym wypadku słabi kandydaci.
Serwin też sięga po rodzinne zasoby. Wśród kandydatów do pomorskiego sejmiku umieścił własną córkę – 25-letnią Katarzynę. Ona też przygotowywała się do polityki na stażu w biurze Hojarskiej.
- Wpuszczamy młodzież na listy – tłumaczy Serwin. – Czy to źle?
W ramach “wpuszczania” wystawił do sejmiku jeszcze 21-letnią Monikę Kubiak – przyjaciółkę swej córki z rodzinnej wsi Trępnowy.
Na Pomorzu kandydują do samorządu województwa jeszcze inne pociechy działaczy Samoobrony, m.in. 23-letnia Alicja Stukan, córka szefa biura poselskiego Hojarskiej w Słupsku, i 20-letnia Iwona Karuzo – córka działaczki z Tczewa.
W Kujawsko-Pomorskiem startuje córka posła Lecha Kuropatwińskiego – 23-letnia Małgorzata. – Od kilku lat działała w naszej młodzieżówce i zapracowała na start w wyborach – zastrzega poseł.
O mandat radnej będzie ubiegała się także Aleksandra – córka kandydata Samoobrony na prezydenta Bydgoszczy Romana Sidorkiewicza. Ojciec tłumaczy: – Wcześniej nie zajmowała się polityką, ale to absolwentka Sorbony. Jest skazana na sukces w samorządzie.
W Wielkopolsce startują m.in. dwaj Tadeuszowie: Beger – mąż posłanki Renaty (nr 2 na liście w okręgu pilskim) i Budner – syn posła Alfreda (nr 1 w okręgu konińskim).
Niedługo w samorządach będą same rodziny
RPD: Pary mieszkające razem do rejestracji
Każda para, która razem zamieszka, powinna się zarejestrować. A gdy zdecyduje się na rozstanie – wyrejestrować i umotywować przyczyny rozstania – to pomysły rzecznika praw dziecka Ewy Sowińskiej.
Sowińska, od wiosny rzecznik praw dziecka, swoje pomysły przedstawiła na piśmie minister pracy i polityki społecznej Annie Kalacie (myląc w piśmie jej nazwisko). Aby zapobiec okrucieństwu dorosłych wobec dzieci, chce karać “środowiska sąsiedzkie” za obojętność wobec krzywdzonych dzieci, karanie i leczenie odwykowe sprawców przemocy wobec dzieci. Proponuje likwidację melin oraz przymusową rejestrację “każdego związku skutkującego wspólnym zamieszkaniem czy wspólnym prowadzeniem gospodarstwa domowego”. Wyrejestrowanie takiego związku też wymagałoby stawienia się przed urzędnikiem. “To właśnie wolne związki krótkotrwałe, bez żadnych zobowiązań są następstwem uzależnień, kontynuacją, a czasem także przyczyną przemocy, anarchii, demoralizacji, a nade wszystko tragedii najmłodszych” – pisze rzecznik.
Sowińska to lekarka z długoletnim stażem, absolwentka dwóch semestrów Akademii Etyczno-Wychowawczej. Była posłanką LPR.
Na stronie internetowej rzecznika można przeczytać, że “pochodzi z rodziny inteligenckiej o głębokich tradycjach narodowych i religijnych”. I że swoją przysięgę w Sejmie zakończyła słowami “Tak mi dopomóż Bóg”.
Wiceminister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska o piśmie rzecznika dowiaduje się od nas. Jest zdziwiona. Dostrzega problem dzieci z rodzin alkoholicznych. Mówi, że ministerstwo pracy razem z ministerstwem sprawiedliwości próbuje sprawdzić jak reagują prokuratorzy, sądy, policja, ośrodki pomocy społecznej na przypadki krzywdy dzieci w takich rodzinach.
- Potrzebna jest praca u podstaw, pomoc rodzinie – mówi Kluzik-Rostkowska. Ale nie tak jak proponuje rzecznik – dodaje. – Nie bardzo sobie wyobrażam, jak zmusić ludzi do rejestracji związków. Świat nie jest taki prosty, aby zarejestrowanie związku pomagało stworzyć lepszą rodzinę – mówi wiceminister.
Ciekawe jakie kolejne interesujące pomysły przedwyborcze będą mieć nasi rządzący
Polskie MSZ pomyliło flagi Rosji i Czech
Pracownicy ministerstwa spraw zagranicznych pomylili flagi Rosji i Czech. Podczas powitania ministra spraw zagranicznych Rosji Sergieja Ławrowa, przy wejściu do pałacyku MSZ w Warszawie wisiały niewłaściwe flagi.
Później pracownicy ministerstwa naprędce zamieniali flagi na właściwe. Rzecznik MSZ, proszony przez reporterów TVN24 o komentarz do tego wydarzenia, nie mógł uwierzyć w to, co się stało.
Pewnie niebawem usłyszymy w TV, że Ci pracownicy, którzy pomylili flagi to tajni agenci, albo inni ludzie “STAREGO UKŁADU” chcący ośmieszyć nasz wspaniały Rząd
Next Page »