September 2006


Z kraju 9 Sep 2006

“Gazeta Wyborcza”: Piekarz z Legnicy stracił pracę, gdyż rozdawał chleb biednym.
54-letni Waldemar Gronowski jeszcze w ubiegłym roku zatrudniał kilkunastu pracowników, prowadząc dobrze prosperującą piekarnię. Każdego dnia rozdawał po kilkaset bochenków chleba, którego nie udało mu się sprzedać, głównie bezdomnym i ubogim z okolicy.

Dramat piekarza zaczął się, gdy dostał od legnickiego magistratu tytuł Sponsora Roku 2004. Natychmiast zjawili się u niego kontrolerzy urzędu skarbowego i uznali, że za darowane pieczywo należy się VAT i podatek dochodowy - łącznie 245 tysięcy złotych.
 
Gronowski podkreśla, że gdyby chleb wyrzucał na śmieci, nie złamałby prawa. Działalność charytatywna jednak podlega opodatkowaniu.

Wskutek kolejnych kontroli jego klienci przestawali składać zamówienia. Gronowski narzeka, że obroty piekarni spadły o ponad 70 procent. W efekcie musiał sprzedać zakład, żeby nie popaść w długi.

 

 

Nawet nie chce mi się tego komentować… Praworządna 4RP według PiS…

 

Z kraju 6 Sep 2006

Surowe przepisy antyspamowe trafiły do projektu ustawy Prawo telekomunikacyjne. A walczyć ze spamem ma prezes UKE i dostawcy internetu  
Nie będzie specjalnej ustawy antyspamowej, którą rząd proponował jeszcze kilka miesięcy temu. Ale rygorystyczne zapisy antyspamowe znalazły się w projekcie nowelizacji ustawy Prawo telekomunikacyjne przyjętym właśnie przez kierownictwo Ministerstwa Transportu. Projekt ustawy skierowano do uzgodnień międzyresortowych.

W latach 2003-06 policja wszczęła tylko 71 postępowań o spam. W 53 przypadkach zakończyły się one wnioskiem o ukaranie sprawcy do sądów grodzkich, w dwóch przypadkach sprawcy dostali mandaty karne, a w 16 odstąpiono od wniesienia wniosku o ukaranie - czytamy w uzasadnieniu nowych przepisów. U każdego, kto korzysta z poczty elektronicznej, te liczby muszą wzbudzić uśmiech politowania - z uciążliwym spamem internauci spotykają się niemal codziennie. - Tak niskie statystyki wskazują na nieskuteczność naszych regulacji - podkreślają autorzy projektu. Jak wynika z badań, Polska jest w czołówce krajów, z których wychodzi w świat najwięcej śmieciarskich, niechcianych e-maili reklamowych.

 

Muszę powiedzieć, że “coś tam o spamie wiem” i stwierdzenie, że jesteśmy jednym z większych producentów spamu jest po prostu głupie i niczym niepodparte (pytanie tylko kto w takim razie skasował $ za te bzdurne badania?). Owszem - kilku Polaków jest w top 100 światowych spamerów … ale po pierwsze - oni nie mieszkają w Polsce i mają inne obywatelstwa, a po drugie, servery i tak są poza granicami naszego kraju. 

 

Co się zmieni jeśli nowe zapisy wejdą w życie? Przede wszystkim spam przestanie być wykroczeniem, a stanie się czynem zagrożonym karą administracyjną. Zamiast ciągać spamerów po sądach, będzie można ich szybciej i sprawniej karać mandatami od 100 zł do nawet 100 tys. zł. Po drugie, odpowiedzialność za walkę ze spamem spocznie na Urzędzie Komunikacji Elektronicznej. Ma on utworzyć ogólnopolski punkt przyjmowania zgłoszeń o przypadkach spamu (tzw. spambox) oraz tropić i zwalczać spamerów.

Autorzy projektu uważają, że instytucja odpowiedzialna za walkę ze spamem musi mieć odpowiednie uprawnienia do przeszukiwania i konfiskowania mienia w celu zabezpieczania elektronicznych dowodów - tak, by nie tylko zdołała ustalić, kto wysyła spam, ale także kto go zlecił bądź był zaangażowany w jego wytwarzanie. Dlatego urzędnicy chcą, by prezes UKE przy tropieniu spamerów miał prawo do kontroli i rewizji pomieszczeń, w których zlokalizowano źródło spamu, oraz korzystał z pomocy policji.

 

No to nasza policja będzie często latać do Rosjii, Chin i innych Panam, bo włąśnie w takich krajach jest większość serveró rozsyłających niechciane reklamy…

Do szybkiego reagowania na spam zostaną zmuszone firmy - dostawcy dostępu do internetu. Będą musiały utworzyć punkty, w których można zgłaszać przypadki spamu. Spamerskie e-maile są bardzo często masowo rozsyłane przez komputery zwykłych internautów, które zostały zawirusowane i “przejęte” przez hakerów. Gdy dostawca internetu taką sytuację wykryje, będzie musiał pomóc klientowi w usunięcia z komputera źródeł problemu. Jeśli ten przez tydzień tego nie zrobi, dostawca ma odciąć klientowi dostęp do sieci.

 

No tak - najlepiej jeszcze wyłączyć sąsiadom, rodzinie i znajomym - pytanie tylko co w przypadku pomyłki i sytuacji, gdy dana osoba (np. ja) używa Internetu do pracy - kto pokryje straty spowodowane odłączeniem wtyczki? Skarb Państwa? No tak - w końcu mamy miec “tanie państwo”…

 

Autorzy projektu chcą rozszerzyć definicję spamu. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, zakazane stanie się nie tylko masowe przesyłanie niezamówionych informacji komercyjno-reklamowych (jak dziś), ale również informacji o charakterze ideologicznym, politycznym, rozrywkowym i charytatywnym. I nie tylko za pomocą e-maila, ale również np. telefonu.

Ten pomysł był wcześniej krytykowany jako zbyt restrykcyjny. Teraz urzędnicy ministerstwa doprecyzowali, że zakaz ten nie dotyczy informacji przesyłanych pomiędzy osobami fizycznymi (niezwiązanych z prowadzoną przez działalnością zarobkową) - czyli np. tzw. łańcuszków szczęścia czy dowcipów rozsyłanych po sieci.

 

Dobrze, że chociaż o tym pomyślały nasze tęgie głowy w ministerstwach 

 

Za spam miałby być odpowiedzialny już nie tylko ten, kto go rozsyła, ale także zleceniodawca (czyli najczęściej firma lub serwis, która postanowiła wykupić taką specyficzną usługę reklamową) i inni, którzy z rozsyłania niezamówionych informacji odnoszą korzyści.

 

Inni - czyli kto? Ktoś zamawia, ktoś wysyła (jeśli to nie jest ta sama osoba oczywiście) i ktoś to dostaje - ciekawe kto to są CI “inni” według naszych urzędników…

 

Dzisiaj przepisy dotyczące spamu rozrzucone są po wielu ustawach i nie ma jednego ośrodka odpowiedzialnego za tępienie tego zjawiska. Najczęściej do walki ze spamem wykorzystuje się ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną, zgodnie z którą spam jest wykroczeniem karanym grzywną i ściganym na wniosek pokrzywdzonego (art. 10 i 24). Niekiedy spam łamie także zapisy ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz ustawy o ochronie danych osobowych. Sprawy o spam trafiają najczęściej do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czasem do Generalnego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych.

 

W podsumowaniu tego wszystkiego wypadałoby jeszcze dodać, że 99% spamu, który Polacy dostają w emailach rozsyłane jest przez ludzi spoza Polski, z serwerów, które też znajdują się poza Polską. Czyli defacto znowu nasi rządzący ustanawiają prawo, które od początku będzie martwe i nie będzie miało nic wspólnego z rzeczywistością.

Jak czytam takie rzeczy to mnei krew zalewa i zastanawiam się co muszą myśleć np. specjaliści z centrum Adama Smithsa w dziedzinie ekonomii, gdy czytają nowelizacje ustaw, które przyczyniają się do rozwoju gospodarczego w naszym śmiesznym kraju … ale może jednak nie chcę tego wiedzieć :?

Ze świata 5 Sep 2006

W sobotę w TV można było zobaczyć nowe reklamówki Platformy Obywatelskiej. Jak wyjaśnia na swojej stronie internetowej PO, to początek kampanii wizerunkowej “przeciw agresji polityków (PiS) wobec obywateli”

W spocie młoda kobieta właśnie zrobiła sobie kanapki z serem i pomidorem. Siada przed telewizorem. Na ekranie - Jarosław Kaczyński. Ostrym tonem mówi: “Jeśli sądzicie, że któregoś dnia dojdziecie do władzy, to się mylicie”. Kobieta odsuwa kanapkę od ust, pilotem zmienia programy, ale za każdym razem trafia na wystąpienie Kaczyńskiego. Słyszy podniesiony głos: “wniosek o samorozwiązanie”, “tego bombardowania”, “trwa nieustanna awantura”, “nie ma niczego”, “nie pozwolimy”, “ja pamiętam” “chcemy zniszczyć”. Z dziecinnego pokoju słychać płacz obudzonego dziecka. Kobieta coraz bardziej gorączkowo zmienia kanały. Płacz cichnie, kiedy z ekranu odzywa się lider PO Donald Tusk: “W naszych sercach żyje Polska naszych marzeń, spokojna, szanowana, dumna. Dom, w którym panuje zgoda. Mamy siłę, by te marzenia spełnić. Razem”. W tle - krajobraz spokojnego miasteczka i hasło kampanii: “Platforma Obywatelska - Razem”.

W niedzielę skontaktowali się z nami działacze PiS, uprzejmie donosząc, że to wierna kopia reklamówki z kampanii prezydenckiej George’a Busha z 2004 r. Dwa miesiące temu okazało się, że to PiS dokładnie skopiował reklamówkę Ronalda Reagana z 1984 r., z młodą rodziną niosącą dywan włącznie. Żeby udowodnić, że nie tylko ich partia czerpie z dorobku amerykańskich speców od politycznego marketingu, PiS-owcy wysłali nam mailem oryginał.

Oba klipy są identyczne, ich bohaterki są podobne jak siostry bliźniaczki, w obu w pokoju dziecinnym jest biały pluszak na białym kocyku. Tyle że w amerykańskim oryginale zamiast Kaczyńskiego jest rozemocjonowany kandydat Partii Demokratycznej Howard Dean, zamiast Tuska - George Bush, a zamiast sielskiego krajobrazu Polski - domki nad oceanem.

- W kampaniach wyborczych wszystko już ktoś kiedyś powiedział i wymyślił. Ta reklamówka to przejaw naszej współpracy z Partią Republikańską. W odróżnieniu od PiS, które po prostu skopiowało stary spot Reagana, my otrzymaliśmy zgodę przyjaciół z USA na skorzystanie z tego formatu - wyjaśnia Sławomir Nowak, poseł, członek zarządu PO. Zwraca uwagę na niuanse, które sprawiają, że spot PO to “format”, a nie kopia: kobieta ma obrączkę, je kanapkę z serem, a nie tosta, na stoliku ma kubek z herbatą, a nie miseczkę. Dostrzegam jeszcze jeden szczegół: Amerykanka zamyka piekarnik nogą, Polka gasi światło w kuchni.

PO na razie nie ujawnia treści kolejnych spotów. Nowak nie wyklucza, że pojawią się w nich również liderzy koalicjantów PiS. Podkreśla jednak: - Naszym głównym konkurentem jest PiS. Ich styl uprawiania polityki, agresja i szukanie wszędzie wrogów. Jak pokazało ostatnie kilkanaście godzin, nawet Andrzej Lepper nie może już z Kaczyńskim wytrzymać.

 

 

Mi osobiście te spoty się podobają bardziej niż PiSowskie :)

Z kraju 1 Sep 2006

Właściciele internetowych aptek działających w Polsce dostali pisma od wojewódzkiego inspektoratu farmaceutycznego de facto nakazujące nam zaprzestania sprzedaży leków przez Internet.

“Poinformowałem cztery apteki internetowe, że wysyłkowa sprzedaż leków w Polsce jest zakazana” - potwierdził Jan Chlabicz, wojewódzki inspektor farmaceutyczny w Białymstoku. - Wysyłkowa, czyli taka, gdzie przesyłkę z lekami dostarcza kurier albo poczta. Nie zakazałem handlu lekami w internecie. Każdy może złożyć zamówienie elektronicznie, a następnie odebrać lek w aptece - dodaje Chlabicz. - To chyba żart - kwitują internetowi aptekarze.

Według naszych informatorów do niektórych aptek internetowych w Warszawie przybywali przedstawiciele inspektoratu w towarzystwie prawnika i straszyli, że za handel wysyłkowy grożą poważne problemy prawne i finansowe. Jedna z aptek po kontroli otrzymała tzw. decyzję z zakazem sprzedaży produktów leczniczych przez sieć. Główny Inspektorat Farmaceutyczny odmówił komentarza. Kilkanaście dni temu nakaz zaprzestania e-handlu lekami dostała największa polska apteka internetowa DomZdrowia.pl spod Krakowa.

Wczoraj w Warszawie przedstawiciele kilku aptek internetowych z różnych stron Polski zwołali spotkanie i naradzali się, co robić (w obawie o szykana nadzoru farmaceutycznego nie chcieli ujawniać nazwisk i nazw firm). Powoływali się na orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który w 2003 r. uznał zakaz wysyłkowej sprzedaży leków bez recepty za niezgodny z traktatem unijnym. - Dlaczego z jednej strony władze zapowiadają dostosowanie polskiego prawa farmaceutycznego do unijnego i dopuszczenie sprzedaży wysyłkowej, a z drugiej zaczynają nas gnębić? - zastanawiali się.

- Orzeczenie ETS nie nakazało Polsce zmiany prawa. I do momentu kiedy nie nakaże, w kraju obowiązuje nasze prawo farmaceutyczne, które zakazuje sprzedaży wysyłkowej leków - uważa jednak Jan Chlabicz.

Od wejścia do UE działalność aptek internetowych była jednak tolerowana. Obecnie w Polsce istnieje już 40-50 aptek internetowych, zawsze przy tradycyjnych placówkach. Oferują one leki zwykle o kilkanaście procent taniej niż tradycyjne apteki.

Przedstawiciele aptek internetowych postanowili wspólnie domagać się od władz wyjaśnienia stanowiska i negocjować warunki swojej działalności oraz zmiany w prawie. Liczą na to, że w przyszłym tygodniu uda im się doprowadzić do spotkania z głównym inspektorem farmaceutycznym Zbigniewem Niewójtem. - Może urzędnicy nie rozumieją, co robimy? Czasem porównują nas do podejrzanych witryn rejestrowanych za granicą i sprzedających nielegalną viagrę. To nonsens - narzekali uczestnicy spotkania.

Atak na internetową sprzedaż leków to kolejny w ostatnim czasie ruch ze strony administracji rządowej chroniący dotychczas istniejące tradycyjne apteki. Kilka tygodni temu Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekt ustawy ograniczający otwieranie nowych aptek.

Zgodnie z nim można by je otwierać tylko wtedy, gdy w miejscowości na jedną aptekę przypadnie ponad 4 tys. mieszkańców. Ewentualnie jeśli najbliższa apteka jest oddalona o co najmniej 3 km.
 

 

 ”Każdy może złożyć zamówienie elektronicznie, a następnie odebrać lek w aptece - dodaje Chlabicz.” - czytając ten fragment prawie spadłem z krzesła - ciekawe czy Pan Chlabicz kiedykolwiek kupił coś za pośrednictwem Internetu… a później pojechał odebrać towar…

 

 ”- Orzeczenie ETS nie nakazało Polsce zmiany prawa. I do momentu kiedy nie nakaże, w kraju obowiązuje nasze prawo farmaceutyczne, które zakazuje sprzedaży wysyłkowej leków - uważa jednak Jan Chlabicz.” - no tak - teraz do każdego aktu prawnego w naszym kraju, który jest neizgodny z prawem UE powinniśmy według Pana Chlabicza dostać oficjalne nakazy zmiany - czy to się dzieje naprawdę czy ja śnię??

 

“Zgodnie z nim można by je otwierać tylko wtedy, gdy w miejscowości na jedną aptekę przypadnie ponad 4 tys. mieszkańców. Ewentualnie jeśli najbliższa apteka jest oddalona o co najmniej 3 km. ” - nie ma to jak wolny rynek w polskim wydaniu

Z kraju 1 Sep 2006

Posłowie LPR Arnold Masin i Daniel Pawłowiec zaapelowali w piątek do wicepremiera i ministra edukacji Romana Giertycha o “rewizję treści” podręczników do historii.W ocenie posłów Ligi, “dotychczasowy ogląd historii jest niepełny”, w szczególności w zakresie rozmów prowadzonych przez władze komunistyczne i opozycję demokratyczną przy Okrągłym Stole.

Posłowie LPR chcą także, aby uważniej przyjrzeć się tym elementom historii, które opisują stosunki polsko-niemieckich.

 

Cekawe czy wkrótce nadejdą czasy gdzie polscy nacjonaliści zaczną pisać podręczniki do historii i już w uczniach szkół podstawowych wzbudzać nienawiść do innych nacji…

« Previous PageNext Page »