September 2006
Miesiąc
Teraz My w TVN
Nie wiem czy oglądaliście dziś ten program o 22:30, ale mnie on na długo zapadnie w pamięci.
Ci, którzy nie oglądali mogą od środy około południa zobaczyć na stronie www.terazmy.onet.pl zobaczyć jak wygląda UCZCIWOŚĆ według PiS… naprawdę jest co oglądać.
Może i Polska jako kraj to druga czy trzecia liga światowa … ale za to afery polityczne mamy na poziomie czołówki pierwszej ligii.
W Japonii po takim programie i pokazaniu kulis i całej tej korupcji kilku polityków pewnie by rano znaleziono z mieczami w brzuchu … a u nas prawdopodobnie po wyborach zmienią barwy i dalej będą robić to samo.
27.09
Obejrzałem sobie dziś wypowiedzi polityków z PiSu i muszę stwierdzić, że czuje jakbym dostał w twarz – przecież te teksty skierowane są do ludzi, którzy nie rozumieją co się dookoła nich dzieje – a za takiego się nie uważam.
Żenada :/
Nie posłuchali Giertycha i trafili przed sąd
Przed sądem grodzkim stanęli wczoraj młodzi ludzie, którzy w czerwcu siłą zostali wyprowadzeni z konferencji LPR, bo głośno bili brawo i skandowali dla wicepremiera Giertycha okrzyki “Roman! Roman. Partia reklamowała spotkanie jako otwarte.
Obwinieni to: * Sebastian G., uczeń olsztyńskiego liceum, * Maciej K., znany z wielu inicjatyw społecznych, m.in. razem z Borussią oprowadzał uczniów śladami olsztyńskich Żydów, * Kamil S., który za miesiąc zacznie studiować socjologię i * Mikołaj W., student weterynarii.
Całej czwórce policja zarzuciła, że nie chcieli opuścić “konferencji prasowej” Romana Giertycha “mimo że zostali do tego zobligowani przez organizatora Leszka Dąbrowskiego”. W rzeczywistości nie była to konferencja prasowa, tylko otwarte spotkanie programowe partii.
Żaden z chłopaków nie przyznał się do winy. – W mieście wisiały plakaty zapraszające wszystkich na spotkanie, to przyszliśmy – mówił Sebastian G. – Na początku spotkania odśpiewano hymn, więc stałem na baczność. I nagle jakiś pan, uczestnik spotkania, zarzucił mi, że nie znam słów hymnu i zostałem siłą wyprowadzony z sali.
Maciej K.: – Zachowywałem się godnie w czasie śpiewania hymnu. Gdy mnie wyprowadzano siłą z sali, jeden z uczestników spotkania uderzył mnie w twarz. Nie wiem, dlaczego to zrobił.
Kamil S. : – Siedziałem na krześle i nagle podeszli do mnie policjanci, wykręcili ręce do tyłu i z bólem prawej ręki zostałem wyprowadzony.
Mikołaj W.: – Jak widziałem, co robią z Kamilem, to sam wstałem i wyszedłem. Nie rozumiem więc, dlaczego obwinia się mnie o to, że nie zrobiłem tego dobrowolnie.
Sprawa zamieszania na partyjnym spotkaniu z Giertychem trafiła do sądu po zawiadomieniu, które złożył na policji Leszek Dąbrowski, dyrektor biura poselskiego posła Edwarda Ośki i szef LPR w powiecie olsztyńskim. Wczoraj Dąbrowski stanął przed sądem jako świadek i wyjaśnił, na czym polegało niewłaściwe zachowanie młodych olsztyniaków.
- Gdy wicepremier wchodził na salę, ci panowie skandowali “Brawo, Roman!” i głośniej niż inni bili brawo – opowiadał. – Nie widziałem, jak oni się zachowywali w czasie hymnu, bo na nich nie patrzyłem – przyznał Dąbrowski.
- A prosił ich pan o opuszczenie sali? – dociekał sędzia Wojciech Kottik.
- Nie. Poprosiłem o ich wyprowadzenie policję. Wicepremier uznał, że ci panowie powinni wyjść, bo zakłócają przebieg spotkania. A oni prośby wicepremiera Giertycha nie posłuchali.
Oprócz Dąbrowskiego sąd przesłuchał wczoraj naszego dziennikarza, który był świadkiem wyprowadzania obwinionych ze spotkania LPR, i kilku policjantów, w tym funkcjonariusza odpowiadającego za zabezpieczenie wizyty Giertycha w Olsztynie. – Gdy powiedzieliśmy oficerom Biura Ochrony Rządu, że na sali czekają na wicepremiera także jego przeciwnicy, BOR kazał zmienić charakter spotkania na zamknięty i my to przekazaliśmy organizatorowi – przyznał policjant.
Sędzia spytał o to Dąbrowskiego. Ten przyznał, że nie przekazał tej informacji zebranym na sali.
Sąd odroczył proces na koniec października. Maciej K. chciał, by na następnej rozprawie zeznawał Roman Giertych. – Jego zeznania nie są najważniejsze, poza tym byłyby kłopoty z wezwaniem go, bo na pewno ma napięty kalendarz – odmówił sędzia.
Obwinionym grozi grzywna, areszt albo ograniczenie wolności.
Dwóch chłopaków, Sebastian G. i Maciej K., było już wcześniej karanych przez sąd grodzki za to, że zamalowywali swastyki na olsztyńskich murach.
Dosłownie ręce opadają…
Samoobrona nie ma pieniedzy na wybory wiosną
Andrzej Lepper straszy PiS zerwaniem koalicji. Tymczasem kasa Samoobrony świeci pustkami i jego partia nie ma pieniędzy na wcześniejsze wybory parlamentarne. Brakuje ich nawet na wybory samorządowe
Co więcej, ta sytuacja nie zmieni się w ciągu najbliższych miesięcy. Skąd problemy finansowe?
Ostatni rok wymusił na Samoobronie gigantyczne wydatki. Przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi partia Leppera zaciągnęła 33,4 mln zł kredytu. Większość poszła na fundusz wyborczy. Resztę wydano na promocję ugrupowania m.in. w partyjnym biuletynie.
- Z kredytu do spłacenia zostało nam jeszcze 8 mln zł – wylicza Lidia Rogala, zastępca dyrektora finansowego Samoobrony. – W praktyce oznacza to, że żaden bank nie pożyczy nam pieniędzy nawet na zbliżającą się kampanię samorządową. Dotychczasowe raty spłacaliśmy z dwóch źródeł. Pierwsze, ok. 13 mln zł, to jednorazowy zwrot części wydatków na kampanię. Drugie, ok. 12 mln zł, to doroczna subwencja państwowa, z której musi nam jeszcze wystarczyć na bieżącą działalność: koszty biurowe, pensje dla pracowników i materiały propagandowe.
PO i PiS już rozpoczęły kampanię przez listopadowymi wyborami samorządowymi. Telewizje emitują kosztowne reklamy obu partii, a ich billboardy wiszą na ulicach wielkich miast. Samoobrony brak.
- Mimo że oszczędzamy, stać nas tylko na ulotki. Kampania samorządowa będzie skromniejsza od parlamentarnej, nie planujemy np. koncertów – dodaje Lidia Rogala. – Przed laty kampanie wyborcze nie były tak drogie jak teraz, a składka członkowska pozostała bez zmian. To tylko 5 zł miesięcznie. Partie nie dostają też zwrotu za wybory samorządowe. To dlatego teraz większość wydatków będą musieli wziąć na siebie nasi kandydaci.
Według pani dyrektor prawdziwy kłopot pojawi się jednak dopiero wtedy, gdy dojdzie do przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.
- Wtedy też kredytu nie dostaniemy. Prezydium partii będzie musiało wymyślić, jak poprowadzić kampanię, żeby była tania i skuteczna – zaznacza. – Będzie to wymagać wielkiego zaangażowania kandydatów. Wierzymy, że na pewno pomoże nam magia Andrzeja Leppera. Aby mu tylko zdrowia starczyło.
Działacze Samoobrony, z którymi rozmawialiśmy, nie chcą oficjalnie komentować, jak się wyrażają, “rozbitej skarbonki”.
- Za wszystko nie mogą wiecznie płacić ludzie. Nie można mówić tylko o niespłaconych kredytach partii. My też zapożyczyliśmy się na kampanię. Spłacamy z poselskich pensji – mówi jeden z nich. – Nie chcemy kolejnych wyborów, tylko nie ma odważnego, żeby o tym powiedzieć szefowi.
Jestem bardzo ciekawy czy “urok osobisty” Adnrzeja będzie w stanie zrekompensować pustki w kasie podczas kampanii przedwyborczej
LPR: podwyżki w szkołach albo koniec koalicji
Jeśli w przyszłorocznym budżecie nie znajdą się dodatkowe pieniądze na 7-proc. podwyżki dla nauczycieli, to Liga Polskich Rodzin wystąpi z koalicji – poinformował we wtorek na konferencji prasowej wicepremier, minister edukacji Roman Giertych. Dodał, że oznaczałoby to również jego rezygnację ze stanowiska szefa resortu.
Wicepremier podał, że chodzi o kwotę ok. 1 miliarda 660 mln zł.
“Liczę, że porozumiemy się w sprawie budżetu, tak aby podwyżki dla nauczycieli były przewidziane, jeśli nie przez obniżenie podatków, to przez podwyższenie budżetu edukacji na podwyżki na nauczycieli” – mówił Giertych. Jego zdaniem, inaczej poparcie budżetu przez Ligę nie będzie możliwe i – jak dodał – “trudno tego oczekiwać”.
Giertych powiedział, że wtorkowa decyzja rządu – podjęta przy sprzeciwie jego i ministra gospodarki morskiej Rafała Wiecheckiego – kończy zaproponowany wiosną przez ówczesną minister finansów Zytę Gilowską plan obniżenia podatków i plan podwyżki płac w sferze budżetowej z tym związany.
We wtorek rząd przyjął autopoprawkę do projektu nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, która zakłada, że wysokość oraz zasady opłacania składek na powszechne ubezpieczenia społeczne nie zmienią się. W marcu resort finansów, kierowany przez Gilowską, przedstawił projekt zmian związanych z tzw. klinem podatkowym. Zmiany te zakładały obniżenie składki rentowej o 4 pkt proc. – z 13 proc. do 9 proc. podstawy opodatkowania – oraz obniżenie składki na ubezpieczenie chorobowe o 0,65 pkt proc. – z 2,45 proc. do 1,8 proc.
Według Giertycha, proponowane przez Gilowską zmiany umożliwiłyby 7-proc. podwyżkę dla nauczycieli w przyszłym roku. Podwyżkę tę minister edukacji zapowiedział w maju, kilka dni po objęciu stanowiska.
Podniesienie płac nauczycieli jest – zdaniem Giertycha – konieczne, by zrealizować jego plany mające na celu podniesienie prestiżu zawodu nauczyciela. “Domagamy się możliwości realizacji naszych priorytetów” – mówił minister edukacji.
Jego zdaniem, przyjęcie przez rząd we wtorek autopoprawki oznacza, że w budżecie zaoszczędzonych zostanie 12 mld zł. “Na dzień dzisiejszy rząd, ale bez poparcia LPR, proponuje nauczycielom od 1 stycznia obniżenie płac o 2 proc. realnie wobec tego roku. To jest sytuacja nie do zaakceptowania zarówno z punktu widzenia ministerstwa edukacji, jak i z punktu widzenia LPR” – podkreślił Giertych.
“Jesteśmy umówieni z panem premierem na rozmowę, jak wyjść z tej sytuacji” – dodał.
No i teraz pytanie co lepsze – Giertych ministrem i podwyżki dla nauczycieli, czy Giertych z dala od tego ważnego resortu i brak pieniędzy dla nauczycieli…
Według mnie sytuacja patowa…
Rożen, kurczaki i milion kary
Ponad milion złotych kary za handel kurczakami. Taki dług naliczył Ewie Nowak Urząd Miasta w Szczecinie. Wszystko przez auto z rożnem do kurczaków, którymi dłużniczka handlowała w środku miasta. Zanim poinformowano ją o nowych przepisach i karze za handel w tym miejscu, jej dług sięgnął miliona złotych.
Spłacanie długu, którego od pani Ewy Nowak domaga się Urząd Miasta w Szczecinie, zajęłoby jej 80 lat. Wszystko przez kurczaki, którymi handlowała w środku miasta. Problemy zaczęły się od remontu ronda, gdzie od lat stało jej auto z rożnem. Okazało się, że nie wiadomo z kim powinna zawrzeć dalszą umowę o dzierżawę terenu. Od 1999 roku do roku 2001 pani Ewa posiadała taką umowę z Zarządem Komunikacji Miejskiej. Z tytułu zajęcia pasa drogowego, pani Ewa płaciła około 200 zł. miesięcznie.
W 2002 roku zmienił się jednak właściciel terenu. Został nim Zarząd Dróg i Transportu. Pani Ewa, jak co roku, w grudniu, napisała prośbę o przedłużenie dzierżawy na następny rok. Takie formalności załatwiane były zawsze na bieżąco, rożen stał więc tam, gdzie przedtem. Odpowiedź od nowego zarządcy dotarła do pani Ewy dopiero po ośmiu miesiącach. Okazało się, że dostanie lokalizacji. Dodatkowo powinna była płacić horrendalną opłatę targową wysokości 560 zł. dziennie! Dlaczego? Bo zmieniły się przepisy.
Dla właścicielki auta zaczęła się wędrówka po urzędach, załatwianie innych lokalizacji, wyjaśnienia i odwołania. Ponieważ rożen to dla pani Ewy jedyne źródło dochodu, nasza bohaterka postanowiła nadal sprzedawać kurczaki. Tymczasem dług w Urzędzie Miasta rósł w zastraszającym tempie. 30 czerwca tego roku właścicielka rożna do zapłaty ponad milion złotych.
Zamiast wytłumaczyć pani Ewie jak można rozwiązać problem, urząd skwapliwie naliczał jej opłatę targową. Rozwiązanie było proste, wystarczyło odkręcić koła od auta. Ten prosty zabieg zmienia kwalifikację rożna. Jak to możliwe, że w ciągu czterech lat i tylu wizyt pani Ewy w urzędzie, nikt jej o tym nie powiadomił?
- Miasto od samego początku proponowało pani Ewie Nowak rozwiązanie tego problemu, między innymi poprzez usadowienie tego samochodu. Wtedy nie musiałaby uiszczać opłaty targowej w wysokości 500 złotych dziennie, a jedynie podatek od nieruchomości, czyli 200 zł. w skali roku – powiedział Dawid Brzozowski, z biura prasowego Urzędu Miasta w Szczecinie.
Niestety w urzędzie nikt nie był w stanie nam pokazać pisma wyjaśniającego pani Ewie, jak rozwiązać jej problem. Ona także go nie otrzymała. Nic dziwnego, że czuje rozgoryczenie.
Prezydent Szczecina, Marian Jurczyk nie znalazł czasu na wypowiedź przed kamerą. Powołana przez niego komisja badająca sprawę pani Ewy nie dopatrzyła się żadnych uchybień w pracy urzędu. Nikogo nie dziwią nakładane na nią milionowe kary. Urzędnicy badają możliwość umorzenia długu. Od ich decyzji zależy, czy panią Ewą zainteresuje się komornik.
Do tego też nie umiem napisać żadnego komentarza – po prostu mnie zamurowało jak takie rzeczy mogą się dziać w “państwie prawa” które “dba o obywateli”…
Next Page »